Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CANNIBAL

CANNIBAL

Kanibal

ocena:6
Rok prod.:2006
Reżyser:Marian Dora
Kraj prod.:Niemcy
Obsada:Carsten Frank, Victor Brandl, Tobias Sickert, Joachim Sigl, Carina Palmer, L. Dora
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Armin Meiwes to być może najsłynniejszy kanibal w dziejach ludzkości. W marcu 2001 r. spotkał się z Berndem Jürgenem Brandesem, z którym wcześniej prowadził obszerną korespondencję e-mailową. Dwaj mężczyźni spotkali się w jednym celu: aby Meiwes skonsumował Brandesa. I nie chodziło o żadną metaforę. Brandes marzył o tym, by być zjedzonym a Meiwes, by móc kogoś zjeść. Mężczyźni idealnie się dopełniali, zatem ostatecznie kanibal zamordował swą ofiarę i częściowo ją zjadał (ok. 20 kg ). Rozsmakowany w ludzkim mięsie Meiwes, wysyłał kolejne maile z propozycją pożarcia kogoś chętnego. Na jeden z nich odpowiedział pewien Austriak, który uznał ofertę za żart. Gdy okazało się, że nawiązał znajomość z prawdziwym kanibalem, powiadomił policję. Meiwesa aresztowana, ale dopiero po apelacji prokuratury skazano go na dożywocie za morderstwo. Wkrótce o jego sprawie zrobiło się głośno nie tylko w Niemczech, ale w całej Europie. Szokujące było nawet nie to, że w XXI w., w cywilizowanym świecie doszło do aktu kanibalizmu, ale że odbył się on za zgodą ofiary. Nic dziwnego, że Meiwes stał się niebawem medialną gwiazdą a jego chory wyczyny inspiracją dla twórców kultury masowej. Zrealizowano cztery filmy, które bezpośrednio nawiązywały do popełnionej w marcu 2001 r. zbrodni. Pierwszym filmem był pochodzący z 2005 r. dramat psychologiczny „Your Heart in My Brain” Rosy von Prunheim. Najsłynniejszym niewątpliwie jest z kolei „Kanibal z Rotenburga” (2006), który skupiał się na psychologicznym aspekcie niezwykłych relacji łączących kata i ofiarę. Zrealizowany w USA obraz Ulli Lommela, „Cannibal” (2007) był tak nieudany, że dziś niewiele osób zdaje sobie sprawę z jego istnienia. Pierwszym filmem, który miał ambicję oddać na ekranie to, co rzeczywiście stało się w nocy z 9 na 10 marca 2001 r., jest niezależny obraz Marian Dora z 2006 r., „Cannibal”.

Fabuła, tych wszystkich, którzy znają z doniesień prasowych lub z internetu sprawę Armina Meiwesa, nie zaskoczy. Oto mężczyzna (w filmie nie ma on imienia) o kanibalistycznych skłonnościach, który od dziecka marzy o zjedzeniu kogoś, nawiązuje e-mailową znajomość z internautą, który chce być zjedzony. Dwaj mężczyźni niebawem spotykają się. Zanim jeden z nich zawiśnie na haku i zostanie wypatroszony, oddają się nieskrępowanej, wyuzdanej homoseksualnej namiętności. W końcu kanibal na prośbę ofiary stara się odgryźć jego penisa. Gdy to się nie udaje, odcina członka nożem. Następnie odcięty organ zostaje przyrządzony i podany jako danie. Mężczyźni zjadają ‘posiłek”. Obficie krwawiący mężczyzna pozostawiany zostaje w wannie na całą noc, by się wykrwawił. Nad ranem okazuje się, że wciąż żyje. W końcu kanibal wbija nóż w szyję swej ofiary.

Armin Meiwes nagrał na kamerę wideo, wszystko to, co zdarzyło się owej pamiętnej marcowej nocy. Liczący dziewięć godzin i czterdzieści pięć minut materiał był tak wstrząsający, że kilkoro osób, które obejrzało ten „film”, doznało poważnego uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Marian Dora, reżysera „Cannibala” poniekąd odpowiada swoim obrazem, co takiego nakręcił Meiwes, że wywołał tak gwałtowne reakcje. Rzecz jasna, nie wiem na ile wersja Dora jest zgodna z tym co nagrał na taśmę Meiwes, ale można przypuszczać, że wiele je łączy. Niemiecki reżyser zrealizował bowiem film wyjątkowo drastyczny i brutalny. Podczas, gdy Martin Weisz w „Kanibalu z Rotenburga” unikał wszelkiego naturalizmu i dosłowności, pozostawiając makabryczne szczegóły zbrodni wyobraźni widza, Dora nie cofa się przed niczym. Wręcz z sadystyczną dociekliwością i trudną do zniesienia anatomicznością eksponuje cały fizjologiczny charakter popełnionej zbrodni. Weisz właściwie nie pokazywał, co stało się z ciałem ofiary już po jej zabiciu, tymczasem w „Hannibalu” sceny ukazujące patroszenie, obdzieranie ze skóry, ćwiartowanie zwłok trwają ok. kilkunastu minut. Kamera ani na moment nie ucieka przed wysypującymi się z rozciętego brzucha wnętrznościami. Nie cofa się także przed pokazywaniem różnego rodzaju wydzielin wydalanych przez umierającego mężczyznę: krew, mocz, wymiociny, kał – nie ma litości dla wrażliwego widza. Dora pokazuje bowiem zbrodnie jako fizjologię śmierci. Ponury, odrażający, skatologiczny rytuał zabijania i degradacji zwłok. U Weisza bohaterowie byli niemal tragiczni, u Dora to szaleńcy owładnięci żądzą mordu i kopulacji. Trzeba bowiem dodać, że gdy w „Kanibalu z Rotenburga” seksualny charakter relacji łączącej kata i ofiarę, został niemal całkowicie pominięty, u Dora stanowi on niemal połowę ekranowego czasu trwania filmu. Zanim bowiem dojdzie do kulminacji, bohaterowie oddają się pozbawionej hamulców homoseksualnej miłości. Aż trudno uwierzyć, że reżyserowi udało się nakłonić aktorów do tak odważnych scen, łącznie ze sceną kopulacji. Dora z pełną premedytacją wypełnia kadry wielkimi zbliżeniami męskich ciał, jakby chciał jasno dać do zrozumienia że to, co skłoniło tych dwóch mężczyzny do aktu kanibalizmu, to nie urazy z dzieciństwa, lecz dziki, zwierzęcy seks.

Jakby było mało wszystkich tych okropności, Dora konsekwentnie buduje wyjątkowo odpychającą, przytłaczającą, turpistyczną atmosferę. Już prolog, gdy kamera wolno przesuwa się ukazując różnego rodzaju rekwizyty (ksiązki, zdjęcia, plastry mięsa itp.), należące do kanibala a przywodzące na myśl śmierć w jej fizycznym, cielesnym wymiarze, wskazuje jaką drogą podąży film. Ciało i śmierć – to interesuje reżysera, który dba by także na drugim planie nie brakowało elementów kojarzących się z tematyką cielesnej śmierci. Kłębiące się robactwo, rozdeptana dżdżownica, dokumentalny film przedstawiający uśmiercanie zwierząt w rzeźni, rozczłonkowana lalka itp. – wszystkie te „znaki” oraz stosowanie rozmazujących światło filtrów tworzą ponurą, turpistyczną atmosferę rozkładu i perwersji.

A jednak śmiała w okazywaniu fizjologii i odrazy popełnionej zbrodni koncepcja nie sprawdza się. O kanibalu wiemy niewiele, choć możemy snuć pewne domysły: jest krótka scena, gdy matka mordercy czyta mu bajkę o Jasiu i Małgosi ( jeden z pierwszych fikcyjnych utworów kanibalistycznych), oglądamy również bohatera w interakcjach z mieszkańcami jego rodzinnego miasteczka (u Weisza kanibal był odludkiem, który właściwie nie opuszczał swego domu), a także jesteśmy świadkami jego fascynacji śmiercią i przemocą. O ofierze nie wiemy natomiast nic, poza tym, że przedstawia się swemu oprawcy jako „twój posiłek” oraz, że jest homoseksualistą. Skoncentrowanie akcji filmu tylko na seksualnym charakterze relacji łączących bohaterów i na okresie czasu poprzedzającym zbrodnie a następnie na samej zbrodni, poważnie zuboża postaci głównych antagonistów. W „Kanibalu z Rotenburga” rozumieliśmy bohaterów na tyle, na ile można zrozumieć ludzi, którzy chcą być pożarci i którzy pożerają. Można nawet powiedzieć, że budzili nasze współczucie. Tym samym stawali się w jakiś sposób interesujący dla nas i ich los nie był nam zupełnie obojętny. U Dora bohaterowie są odpychający, tak zboczeni i szaleni, że poza odrazą trudno obdarzyć ich jakimś innym uczuciem. Na dodatek reżyser pogrążając kanibala i jego ofiarę w oparach dzikiego seksu i dewiacji fałszuje obraz samej zbrodni, której rekonstrukcją ma ambicje być obraz Dora. Zabójstwo nie miało charakteru seksualnego, o czym można przekonać się czytając bogatą literaturę poświeconą sprawie Meiwesa. Tymczasem u Dory stanowi apogeum seksualnych ekscesów pary psychopatów.

„Cannibal” to jest film dla tych wszystkich, którzy narzekali, że „Kanibal z Rotenburga” był mało krwawy i zbyt łagodny, „ugrzeczniony”. Dla tych, którzy jednak chcieliby się dowiedzieć nieco więcej o makabrycznej zbrodni Armina Meiwesa: dlaczego do niej doszło? co motywowało „aktorów” tego przerażającego widowiska – tym wszystkim należy polecić obraz Martina Weisza.

Screeny

HO, CANNIBAL HO, CANNIBAL HO, CANNIBAL HO, CANNIBAL HO, CANNIBAL HO, CANNIBAL HO, CANNIBAL HO, CANNIBAL HO, CANNIBAL HO, CANNIBAL

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ historia oparta na faktach
+ jak na realizację wideo, bardzo przyzwoity od strony warsztatowej
+ przygnębiająca, turpistyczna atmosfera
+ bezkompromisowy w swej drastyczności
+ mnóstwo bardzo wiarygodnie prezentującego się gore

Minusy:

- zubożono postacie kanibala i jej ofiary
- nieco zafałszowany obraz zbrodni
- momentami zbędna skatologia
- dużo homoseksualnego seksu dla tych, których to razi
- zdecydowanie nie dla wrażliwych widzów

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -