Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RUBBER

RUBBER

Opona

ocena:6
Rok prod.:2010
Reżyser:Quentin Dupieux
Kraj prod.:Francja
Obsada:Stephen Spinella, Jack Plotnick, Wings Hauser, Roxane Mesquida
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

No reason (ang. „bez powodu”).

To bodaj najkrótsze wprowadzenie do recenzji, jakie kiedykolwiek napisałem, ale uznałem, że doskonale odda klimat tego eksperymentu filmowego, jakim jest Opona. Niezwykle trudnym zadaniem jest popełnienie recenzji czegoś, co jest w gruncie rzeczy zabawą z kinem, jego formą i przesłaniem. Twórcy mówią widzowi wprost, że cały film jest hołdem złożonym zasadzie „No reason” i nie wypada się nie zgodzić, bowiem przez cały czas nie chodzi tu o nic poza kręceniem filmu, który... nie opowiada żadnej historii.

W kwestii fabuły nie ma właściwie o czym mówić, bo jej tu nie ma. Historia ożywionej opony, która posiadła moc zabijania żywych stworzeń, w czym się z biegiem czasu rozsmakowuje, jest już sama w sobie na tyle absurdalna, że nie ma mowy o czymkolwiek odlegle kojarzącym się z normalnym filmem. Przydanie tejże oponie zdolności do zakochania się w kobiecie to kolejny krok w stronę oparów groteski. Myślę, że Dupieux obrał sobie za cel opowiedzenie historii bez historii, pozbawionej elementarnego sensu i będącej wyłącznie grą z konwencją filmową – dziełem przeznaczonym z gruntu dla ludzi poszukujących niecodziennych wrażeń i niebojących się obcowania z kinem balansującym na granicy absolutnego kiczu. Jest to także z pewnością pewne forma wyszydzenia kina nadętego i nabzdyczonego, które chce za wszelką cenę wstrząsnąć widzem, a jednocześnie szyderstwa względem wysokobudżetowych produkcji amerykańskich, gdzie reżyser chce za wszelką cenę nadać swojemu filmowi sens, ale nic mu z tego nie wychodzi. I w tym właśnie należy upatrywać walorów tego dzieła: w zabawie z formą.

Od samego początku jest jasne, że niczego nie można w tym filmie brać na serio. Już sam fakt zbudowania wielostopniowego planu, gdzie widz (czyli my) ogląda inną widownię (aktorów), którzy oglądają film o morderczej oponie, w którym grają inni aktorzy udający, że opowiadana historia jest prawdziwa czyni z Opony groteskową opowieść, w której przenikają się trzy plany. Nie ma to oczywiście wpływu na oglądanie obrazu, bo historia nie jest żadną miarą złożona, ale z pewnością skutkuje tym, że filmu Dupieux nie da się po prostu zamieść na kupkę ze śmieciami. Pomieszanie konwencji starych amerykańskich horrorów z czarną komedią, filmem drogi czy elementami znanymi z kryminałów dowodzi, że reżyser zna się na swojej robocie i ma smak. Na poziomie wizualnym czy warsztatowym film funkcjonuje znakomicie, składając hołd latom 80 ubiegłego wieku oszczędnymi środkami wyrazu i brakiem wizualnych ekscesów. Aktorzy grają zaskakująco efektownie nie dając po sobie poznać, że przyszło im grać w pastiszu kina, który z pewnością nie zyska aż takiego rozgłosu. Opona to samodzielne uniwersum, które nie rządzi się żadnymi prawami. Możemy to zaakceptować i oglądać dalej, albo uznać, że przekroczono granice dobrego smaku i zakwalifikować film jako niebywały gniot. To zdecydowanie dzieło z rodzaju love it or hate it.

Powiedziałem powyżej całkiem niemało dobrego, ale czas na szczyptę goryczy. Dla mnie film Dupieux jest wybrakowany, niepełny. Zabrakło mi tu większej dozy fantazji, pójścia na całość, szaleństwa. Aż się prosi, aby absurdalność i groteskowość tej historii przenieść na jeszcze wyższy poziom, sięgnąć po wzorce z amerykańskich komedii z lat 80, gdzie gagi były tak durne, że autentycznie śmieszne. Pasowałoby to tu jak ulał. Zabrakło także dynamizmu, który ugrzązł w zbyt wielu zbyt długich ujęciach opony toczącej się po pustyni, drodze czy leżącej na dnie basenu. W tych rozwleczonych ujęciach widać, że Dupieux zabrakło wizji na nasycenie filmu większą dawką humoru i wariactwa, co znacznie podniosłoby wartość całości. Zamiast tego nie sposób uniknąć nudy, a widok toczącej się przed siebie opony przestaje być tak zabawny. Wychodzi na to, że pojawił się bardzo oryginalny i balansujący na granicy idiotyzmu pomysł na „coś, czego jeszcze nie było”, ale próba zrobienia z tego zapadającego w pamięć filmu spaliła na panewce.

Zdaję sobie sprawę, że film będzie dzielił widzów na gorących zwolenników i równie zajadłych przeciwników, a ja mogę otrzymać etykietę osoby, która nie zna się na kinie. Zaręczam jednak, że nie należę do tych, którym monty pythonowskie poczucie humoru jest obce i zaświadczam, że na Oponie setnie się nie ubawiłem. Love it or hate it.

Screeny

HO, RUBBER HO, RUBBER HO, RUBBER HO, RUBBER HO, RUBBER HO, RUBBER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ śmiały i nietuzinkowy pomysł
+ nonszalancja w nawiązywania do klasyków kina amerykańskiego z lat 80
+ zdumiewające konsekwencja z odzieraniu filmu z jakiegokolwiek sensu
+ widać, że twórcy i aktorzy przyłożyli się do pracy
+ bardzo udana zabawa formą
+ być może niezamierzony szyderczy komentarz do kina poważnego/ambitnego

Minusy:

- dobry pomysł, który nie zdołał zapełnić prawie 90 minut filmu
- za dużo dłużyzn
- nuda
- zabrakło odwagi w pójściu na całość i postawieniu na pełne szaleństwo

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -