Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:QUICKSILVER HIGHWAY

QUICKSILVER HIGHWAY

Autostrada strachu

ocena:6
Rok prod.:1997
Reżyser:Mick Garris
Kraj prod.:USA
Obsada:Christopher Lloyd, Silas Weir Mitchell, Missy Crider, Matt Frewer
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:3.5
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Wśród polskich widzów Mick Garris znany jest z dwóch powodów – jako twórca całkiem niezłych seriali grozy („Masters of Horror”, „Fear Itself”), do współtworzenia których zaprosił naprawdę zasłużonych dla kina grozy autorów oraz z licznych adaptacji prozy Stephena Kinga. Trudno jednak którąkolwiek z ekranizacji twórczości „króla” uznać na tyle ciekawą, by za lat kilkadziesiąt dzieci w amerykańskich szkołach pisały wypracowanie „Dlaczego Mick Garris wielkim reżyserem był”. Facet jest bowiem w miarę sprawnym rzemieślnikiem, któremu czasami przydarza się zrobić niezły film („Sleepwalkers”). W 1997 roku twórca postanowił zaskoczyć widzów w jednym filmie adaptując dwa teksty takich mistrzów współczesnego horroru jak wspomniany już Stephen King oraz Clive Barker. Niestety, pomimo sięgnięcia po twórczość takich tuzów najtrafniejszym komentarzem wartościującym „Quicksilver Highway” jakie przychodzi mi do głowy, jest powiedzenie „góra urodziła mysz”.

Film Garrisa podzielony jest na dwie części. Pierwsza z nich, będąca ekranizacją tekstu Stephena Kinga „Gryziszczęka”, opowiada o feralnym w skutkach wypadku samochodowym, jakiemu uległ bohater noweli, sprzedający kody kreskowe akwizytor. Finał sprawy byłby dla niego jeszcze gorszy, gdyby nie zakupiona wcześniej zabawka-gryziszczęka, która kilkoma kłapnięciami potężnej szczęki unieszkodliwiła czyhającego na życie bohatera autostopowicza. Druga nowela powstała w oparciu o opowiadanie Clive’a Barkera zatytułowane „Polityka ciała”. Traktuje o niezwykle popularnym wśród amerykańskiej elity finansowej chirurgu plastycznym, któremu pewnego dnia nagle, uzyskawszy świadomość, posłuszeństwa odmawiają obie dłonie. Nie tylko nie chcą współpracować z resztą ciała lekarza, lecz także namawiają dłonie innych ludzi do rewolty.

Obie filmowe nowele łączy postać Aarona Quicksilvera, tajemniczego osobnika (wzorowanego, moim zdaniem, na Morfeuszu z Gaimanowego „Sandmana”), który przemierzając Amerykę zbiera interesujące w jego mniemaniu opowieści o jej mieszkańcach.

W większości przypadków produkcje filmowe tworzone dla telewizji nie rozpieszczają widzów ani oryginalną formą, ani dalekimi od banału treściami. Pisane są bowiem z myślą o odbiorcy, któremu obojętne jest, czy na ekranie swojego telewizora widzi sensację, horror czy komedię. Gros wpatrujących się w swój odbiornik telewidzów pragnie tylko tego, aby w tym co ogląda, cały czas coś się działo. Trudno zarzucić filmowi „Quicksilver Highway” Garrisa to, iż nic w nim się nie dzieje. Zawarcie w 90 minutach dwóch opowieści wyeliminowało irytujące przestoje i wypełniające niejeden film dłużyzny. Dzięki temu obraz w odbiorze jest lekki i łatwy. Co z tego jednak, kiedy opowiadane przez Quicksilvera historie są po prostu nieciekawe. Bo kto powiedział, iż wszystkie teksty Kinga czy Barkera nadają się do ekranizacji? „Gryziszczęka” to Kingowska próba udowodnienia, iż horror czaić się może dosłownie wszędzie, zwłaszcza, kiedy na pewne zjawiska czy przedmioty spojrzy się z perspektywy zadziwiającego się wszystkim dziecka. Ale żeby robić o tym film, choćby nie wiem nawet jak krótki, wydaje mi się to lekką przesadą. Podobnie rzecz się ma z tekstem Barkera – ciekawym, trochę ironicznym, na pewno makabrycznym – ale czy z takim potencjałem, by zaraz adaptować go na potrzeby filmu?

Od totalnej klapy film Garrisa ratuje lekkość w prowadzeniu narracji oraz ogromny dystans do opowiadanych historii. Już sama postać Quicksilvera świetnie, choć na granicy szarży, zagrana przez Christophera Lloyda świadczy, iż nie będziemy mieli do czynienia z mrocznym i pełnym dramaturgii horrorem. Później dostajemy historie o krwiożerczej zabawce oraz rewolucję pragnących wolności „prawic” i „lewic”, by wreszcie w drugiej noweli zobaczyć „zabawiających się” w lekarzy zauważy Johna Landisa i Clive’a Barkera.

Pod koniec obu opowieści trochę zdziwieni, ciut zaszokowani słuchacze Quicksilvera zadają mu pytanie o morał jego „gawęd”. Ten zadziwiony odpowiada, iż opowiadane przez niego historie wcale nie muszą mieć morału. I to stwierdzenie mogłoby być mottem do filmu Micka Garrisa. „Quicksilver Highway” bowiem to nic innego jak rozrywka, czasami zabawna, częściej banalna, za którą nie kryje się nic oprócz w miarę sympatycznego zabicia 90 minut życia.

Screeny

HO, QUICKSILVER HIGHWAY HO, QUICKSILVER HIGHWAY HO, QUICKSILVER HIGHWAY HO, QUICKSILVER HIGHWAY HO, QUICKSILVER HIGHWAY HO, QUICKSILVER HIGHWAY HO, QUICKSILVER HIGHWAY HO, QUICKSILVER HIGHWAY HO, QUICKSILVER HIGHWAY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ w miarę solidna realizacji
+ rola Christophera Lloyda
+ jest lekko, łatwo i przyjemnie
+ aktorskie epizody Johna Landisa i Clive’a Barkera

Minusy:

- banalne historyjki
- brak jakiejkolwiek oryginalności
- film nakręcony jako mało ambitne dziełko telewizyjne „w sam raz na jeden raz”

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -