Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SACRED a.k.a Keramat

SACRED a.k.a Keramat

Sacred

ocena:7
Rok prod.:2009
Reżyser:Tiwa Monty
Kraj prod.:Indonezja
Obsada:Poppy Sovia, Migi Parahita, Sadha Triyudha, Miea Kusuma, Dimas Projosujadi, Diaz Ardiawan, ,
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Indonezyjskie kino grozy jest specyficzne. W tym wyspiarskim kraju produkuje się regularnie, każdego roku po kilka horrorów, niemal wszystkie odznaczają się wysokim poziomem realizacji, a jednak szaremu zjadaczowi filmowej grozy trudno byłoby wymienić choć jeden tytuł z tego kraju. Wstydu nie ma, bowiem indonezyjscy filmowcy poniekąd sami sobie zgotowali ten los. Większość produkowanych horrorów to nudne, wtórne do bólu, odgrzewane kotlety po „Klątwie Ju-on”, tudzież „The Shutter”. Ulubionym straszydłem Indonezyjczyków jest kuntilanak - wampiryczny duch kobiety zmarłej podczas porodu, który zdaje się nigdy nie znudzić tamtejszym widzom. A jednak ten niewesoły obraz filmowego zaścianku i twórczej zapaści rozświetlają wcale nie takie rzadkie światełka w tunelu. Z krajów Azji Południowo-Wschodniej to właśnie w Indonezji znajdziemy najwięcej interesujących, intrygujących a nawet oryginalnych filmów grozy. Bo choć regułą jest ogrywana niemiłosiernie ghost z story z kuntilanakiem , to zdarzają się wyjątki od niej. Jednym z nich jest „Sacred” w reżyserii Tiwy Monty – na pozór rodzima wersja „The Blair Witch Project”, a w istocie o wiele więcej.

Miea jest młoda panią reżyser, która przymierza się do pełnometrażowego debiutu. W tym celu Miea wyjeżdża ze swoją ekipą oraz ekipą, która będzie filmować kulisy powstawania filmu na indonezyjską prowincję. Od początku nad produkcją zbierają się czarne chmury: w drodze na plan pociąg, którym podróżują bohaterowie, ulega awarii, odtwarzająca główną postać w realizowanym filmie, Migi, zapada na dziwną chorobę. W domu, w którym nocują obie ekipy słychać płacz dziecka, mimo iż żadne dziecko nie mieszka w okolicy. W końcu Migi zostaje opętana przez ducha kuntilanaka. Wezwany na pomoc szaman, odprawia rytuały, których celem jest uwolnienie aktorki od mocy złego ducha. Gdy wydaje się, że przyniosły one skutek, Migi znika z pokoju. Szaman, przypuszcza, że dziewczyna została porwana do świata duchów. Jednym sposobem na uratowanie Migi jest przekroczenie bramy oddzielającej świat ludzi od upiorów.

Streszczenie może wywołać przypuszczenie, iż mamy do czynienia z filmem grozy ocierającym się o kino fantasy. Przypuszczenie jednak jak najbardziej błędne, ponieważ „Sacred” to obraz realistyczny, a zarazem… mistyczny. Realizm wyraża się dzięki formule mockumentary, „fałszywego dokumentu”, przeżywającego drugą młodość dzięki takim horrorom jak „[rec]” i „Paranormal Activity”. Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział o co chodzi, to wystarczy odesłać go do klasyka tego rodzaju filmów - „The Blair Witch Project”. Konwencja paradokumentalna narzuca określone ograniczenia, dotyczące sposobu filmowania oraz fabularnych motywów, chwytów i schematów. Znany telewizyjny producent a także niezależny reżysera Monty Tiwa, w starciu z konwencją wychodzi obronną ręką, co już jest sporym osiągnięciem. Fabuła większość horrorów mockumentary opiera się na jednym prostym pomyśle – nawiedzonego miejsca, który eksploruje grupa bohaterów z pomocą ręcznej kamery. Rozciągnięta do rozmiarów pełnometrażowego obrazu historia bywa zazwyczaj przeraźliwie nudna. Widz przygląda się wpierw długim gadkom o niczym, potem ogląda ściany zrujnowanych budynków (tudzież błąka się po lesie lub towarzyszy śpiącym małżonkom), ogląda nogi filmowych postaci, ciemne korytarze i ciemność generalnie. Znakiem, że coś w końcu zaczyna się dziać, jest roztrzęsiona kamera i chaotyczny obraz, z którego trudno cokolwiek rozpoznać. Widzom już dawno przestał wystarczać pozór „autentycznej historii”, którą rzekomo jest prezentowany film. Trzeba coś znacznie więcej: talentu w posługiwaniu się konwencją mockumentary oraz solidnego scenariusza.

Wszystkie te atuty posiada „Sacred”. Tiwa zaczyna, tak jak nakazują fabularne schematy tego rodzaju filmów, czyli od przestawienia bohaterów przyszłych przerażających wydarzeń. Nie pozwala jednak antagonistom zanudzić widza swoją gadką, tylko w ślad zanim rusza na daleką prowincję. I już od pierwszych scen właściwej akcji wprowadza niepokojące sygnały, że rutynowy wyjazd na plan zdjęciowy, tylko w zamyśle taki pozostanie. Szybko okazuje się, że filmowców prześladuje jakaś mroczna, złowroga siła, która na swą ofiarę wybiera aktorkę, odtwarzającą główną postać w kręconym filmie. Gdy wydaje się, że na opętanej przez złego ducha dziewczynie skończą się atrakcje związane z grozą, aktorka znika, a wkrótce pozostali bohaterowie. Powiedzmy wprost: dość niespodziewany zwrot akcji. I w tym miejscu tak naprawdę zaczyna się film i prawdziwe emocje.

Jasne, Tiwa nie oferuje żadnych nadzwyczajnych atrakcji, nawet jego film nie jest specjalnie straszny. Ale i tak bije na głowę większość paradokumentalnych horrorów. „Sacred” przypomina nieco japoński „Noroi: The Curse”. W obydwóch filmach „coś złego” dzieje się bez zbędnego przeciągania i budowania „napięcia” (czytaj usypiania), większość scen grozy rozgrywa się na otwartej przestrzeni (w tym przypadku – las), twórcy popisują się chwalebną wstrzemięźliwością w sięganiu po arsenał środków, straszących widzów, przedkładając nastrój niepokoju, tajemnicy i niesamowitości nad krwawe efekty. Nastrój, w drugiej części filmu, gdy bohaterowie trafiają do nieznanego, tajemniczego świata z jak najgorszego koszmaru, robi wrażenie. W filmie nie ma prawie w ogóle planów ogólnych, więc półzbliżenia oraz zbliżenia kreują sugestywne poczucie klaustrofobii i sytuacji bez wyjścia. Nie wiadomo bowiem, czym jest miejsce, do którego trafili. Raczej nie zwyczajnym gęstym lasem, skoro co chwila spotykają w nim osoby (a może raczej istoty), które same swoją obecnością budzą grozę. Reżyserowi udaje się bardzo prostymi, oszczędnymi środkami wykreować nastrój sugestywnego niepokoju, udaje się wydobyć z rzeczywistości podskórną grozę Nieznanego. Ale to nie wszystko.

„Sacred”, co sugeruję już tytuł, ma także wymiar mistyczny (przynajmniej momentami). Oryginalny tytuł, „keramat” (kaaramaat) jest pojęciem znanym mistycznemu nurtowi w islamie - sufizmowi i oznacza dar czynienia cudów, którym odznaczali się muzułmańscy prorocy. Jest on nadany przez Allaha prorokom, ale jest jego wolą. Jednym z keramatów jest dar zwany Tayy al-Arḍ, który oznacza dar teleportacji. W filmie posiada go tajemnicza dziewczyna, która niespodziewanie pojawia się nad brzegiem morza, sprzedając słodycze ( to ona „przenosi” bohaterów to świata duchów). Te akcenty mistyczne interesująco komponują się z finałem, który choć nie jest oryginalny (przypomina amerykańską „Przepowiednie” i geograficznie znacznie bliższy „Sacred”, filipiński horror „Signos”), całkiem zgrabnie wieńczy całość.

W 2009 r. na ekranach indonezyjskich kin pojawiły się dwa filmy, zrealizowane w konwencji „fałszywego dokumentu”. „Banshee Gave Birth” (reż. Ian Jacobs) – znacznie droższy, z udziałem miejscowych gwiazd, okazał się filmem przeciętnym i niewyróżniającym się z tłumu podobnych opowieści o duchach. Natomiast niezależny „Sacred” z mniejszym budżetem i bez znanych gwiazd (aczkolwiek jedną z ról zagrała znana piosenkarka pop, Poppy Sovia) okazał się miłą niespodzianką.

Screeny

HO, SACRED a.k.a Keramat HO, SACRED a.k.a Keramat HO, SACRED a.k.a Keramat HO, SACRED a.k.a Keramat HO, SACRED a.k.a Keramat HO, SACRED a.k.a Keramat

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kolejny warty uwagi horror z Indonezji
+ umiejętne posługiwanie się konwencją mockumentary
+ niepokojący, klaustrofobiczny nastrój
+ momentami niemal namacalna groza
+ elementy mistycyzmu
+ zakończenie

Minusy:

- nie jest zbyt strasznie
- niektóre sceny można by skrócić, albo w ogóle z nich zrezygnować
- indonezyjska specyfika

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -