Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SILENT HOUSE, THE a.k.a La Casa Muda

SILENT HOUSE, THE a.k.a La Casa Muda

Silent House, The

ocena:7
Rok prod.:2010
Reżyser:Gustavo Hernández
Kraj prod.:Urugwaj
Obsada:Florencia Colucci, Abel Tripaldi, Gustavo Alonso
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W XVI wieku Mikołaj Rej słowami „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają” namawiał rodzimych literatów, wszechstronnie wykształconych zresztą, by zamiast łaciny w swojej twórczości używali języka polskiego. Po seansie zrealizowanego w 2010 roku przez Gustavo Hernándeza filmu „La Casa Muda” stwierdzałem, iż „Urugwajczycy nie gęsi i swój horror mają”. Nie tylko bowiem nie oglądałem dotąd żadnego horroru z Urugwaju, lecz dopiero po dłuższym namyśle zaświtało mi, jakie widziane przez mnie produkcje miały z tym krajem cokolwiek wspólnego („25 Watts” i „Whisky” duetu Juan Pablo Rebella & Pablo Stoll oraz „Gigante” Adriána Binieza).

Nie łudziłem się co do tego, iż film z dość egzotycznego kraju (przynajmniej w kontekście sztuki filmowej), jakim jest Urugwaj, od pierwszej do ostatniej minuty zaskakiwał mnie będzie nie wiadomo jakimi fabularnymi fajerwerkami i formalnymi wodotryskami. Dlatego też projekcja „La Casa Muda” nie powaliła mnie na kolana, z drugiej jednak strony daleki jestem od stwierdzenia, iż film Gustavo Hernándeza to jeden z najgorszych horrorów, jakie dane mi było oglądać. Kilka szczegółów z tejże produkcji wzbudziło moją ciekawość, inne, ze względu na zbyt wiernopoddańczy styl wobec produkcji amerykańskich, lekko mnie znudziły.

„La Casa Muda” opowiada historię Laury, młodej kobiety, która wraz z ojcem przybywa do dość sporego domostwa na odludziu, by odnowić go i przygotować do sprzedaży. Już pierwszego wieczora okazuje się, iż w opuszczonym budynku ktoś przebywa. Co więcej, po odkryciu przez bohaterkę intruza, w tajemniczych okolicznościach umiera jej ojciec. Dziewczyna sama będzie musiała stawić czoło czyhającemu na jej życie psychopacie.

Streszczenie mogłoby sugerować, iż film Gustavo Hernándeza to kolejny produkt z serii „oprawca z wielkim nożem próbuje zarżnąć młodą laskę”. Nie do końca jest to prawdą i nie tylko z powodu gry z konwencją warto na niego zwrócić uwagę. Nadmienić trzeba, iż omawiany obraz powstał w oparciu o prawdziwe wydarzenia, które miały miejsce w Urugwaju. Twórcy postawili sobie za cel zrobić dobry film grozy za naprawdę niewielkie pieniądze. Ich rozpisana na trzy role produkcja kosztowała zaledwie sześć tysięcy dolarów. Ów minimalizm Urugwajczycy postanowili zintensyfikować, nie tylko zachowując w swoim dziele zasadę trzech jedności (jedność czasu, jedność miejsca i jedność akcji), ale co najważniejsze, efekt ten uzyskali dzięki niezwykłej i bardzo rzadkiej w kinie konstrukcji filmu. Otóż „La Casa Muda” składa się z jednego, bardzo długiego ujęcia! Kamera ani na krok nie opuszcza głównej bohaterki, rejestruje prawie każdy jej ruch oraz psychiczne zmagania z narastającą paniką. Kiedy kilka razy Laura znika z kadru, to albo ją słyszymy, albo widzimy jej odbicia w licznych lustrach. Te ostatnie „grają” zapewne w filmie Hernándeza podwójną rolę. Nie tylko tworzą dodatkową przestrzeń, lecz także pełnią rolę symbolu oddającego specyfikę całej historii. Podobnie jak lustrzane odbicie bywa nieraz pewnego rodzaju iluzją, tak w pewnym momencie, za sprawą dość niespodziewanego zwrotu akcji, historia przedstawiona w urugwajskim horrorze nabiera zupełnie innego znaczenia niż mogłoby się to wydawać na początku. Dlatego więc, tak jak wspomniałem wcześniej, „La Casa Muda” tylko z pozoru jest kolejnym, przypominającym amerykańskie, slasherem.

Dla wielu miłośników horrorów istotą filmowej grozy jest niezwykła atmosfera oraz oddziałujący na wyobraźnię klimat oglądanej produkcji. Ci odbiorcy obrazem Hernándeza nie powinni być zawiedzeni. Myślę bowiem, iż twórcy włożyli wiele wysiłku w to, by widz do pewnego momentu koszmar prześladowanej ofiary czuł razem z bohaterką „La Casa Muda”. Dlatego też najważniejszym elementem kształtującym całość filmu urugwajskiego reżysera są zbliżenia i detale. Przez to na naszą wyobraźnię i wrażliwość oddziałuje nie tylko wyrażająca przerażenie twarz Laury (nie do końca się to udało), lecz także jej otoczenie, brudne, zapuszczone, a przede wszystkim sugerujące, iż w przeszłości wydarzyło się w nim coś strasznego. Stąd też ogromna rola klimatu, o którym wspominałem na początku akapitu – dusznego, momentami wręcz przygniatającego swym klaustrofobicznym ciężarem. Kiedy gaśnie ostatni promień wieczornego światła, bohaterce nie pozostaje nic innego jak rozświetlać wrogą ciemność sztucznym oświetleniem. W tym elemencie twórcy również „błysnęli” niezłym pomysłem. Otóż w znacznej części filmu Laura posługuje się elektryczną lampą dającą zimne niebieskie światło. Dzięki temu miejsce kaźni wygląda jakby było z innego świata, bardziej niż stary dom przypomina komnaty z jakiejś koszmarnej fantasmagorii.

Fabularny „twist” powoduje, iż oglądana historia nagle nabiera nowego znaczenia i prawie wszystko, co mogło przez pierwszą część seansu irytować czy dziwić, zostaje w pewien sposób uzasadnione. Nie zmienia to jednak faktu, iż twórcom wyraźnie zabrakło konceptu na to, by cały film tak „zagospodarować”, żeby żaden trik czy efekt montażowy nie powtarzał się. Dlatego też chwilami, pomimo wyłaniającej się zewsząd grozy, obraz staje się monotonny. Nie można także cokolwiek dobrego powiedzieć o aktorach. Grającej Laurę Florencii Colucci trudno uwierzyć w czymkolwiek. Zdecydowanie łatwiej jest dać wiarę scenariuszowi o potwornie zgnębionej dziewczynie, niż „żywej”, widzianej na ekranie postaci. Na podobną ocenę zasługują występujący w filmie mężczyźni. Są nijacy i bezbarwni, przez co znowu widz musi bardziej wniknąć w zamysł reżysera dotyczący ich postaci, niż odczytywać go z gry aktorów.

Pomimo niedoskonałości po „La Casa Muda” sięgnąć jak najbardziej warto. Nie tylko dlatego, żeby przekonać się jak wygląda film grozy z Urugwaju, lecz także po to, by zobaczyć, iż całkiem przyzwoity horror nakręcić można za niewielkie pieniądze. Tym samym można zadać sobie pytanie, dlaczego w Polsce, kraju wydaje się zamożniejszym niż Urugwaj, nie postają tanie horrory, które można by skwitować przynajmniej mianem (przepraszam za kolokwializm) „fajne”?

Screeny

HO, SILENT HOUSE, THE a.k.a La Casa Muda HO, SILENT HOUSE, THE a.k.a La Casa Muda HO, SILENT HOUSE, THE a.k.a La Casa Muda HO, SILENT HOUSE, THE a.k.a La Casa Muda HO, SILENT HOUSE, THE a.k.a La Casa Muda HO, SILENT HOUSE, THE a.k.a La Casa Muda HO, SILENT HOUSE, THE a.k.a La Casa Muda HO, SILENT HOUSE, THE a.k.a La Casa Muda HO, SILENT HOUSE, THE a.k.a La Casa Muda

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ całkiem nieźle pomyślana historia
+ momentami niezwykły klimat
+ film od początku intryguje przez swój minimalizm
+ od pewnego momentu ogląda się z zapartym tchem

Minusy:

- chwiali zbyt podobny do amerykańskich horrorów
- środkowa część trochę nuży

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -