Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WE ARE WHAT WE ARE a.k.a Somos lo que hay

WE ARE WHAT WE ARE a.k.a Somos lo que hay

Jesteśmy tym, co jemy

ocena:8
Rok prod.:2010
Reżyser:Jorge Michel Grau
Kraj prod.:Meksyk
Obsada:Adrián Aguirre, Miriam Balderas, Francisco Barreiro, Carmen Beato, Paulina Gaitan, Daniel Giménez Cacho
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Gdyby miłośnik ankiet wszelakich spróbowałby dowiedzieć się czegoś na temat horroru wśród np. polskich respondentów, zapewne dowiedziałby się, iż wszyscy nazwę gatunku z czymś tam kojarzą. Gdzieś w stworzonych ad hoc definicjach przewinęłyby pijące krew wampiry, straszące po nocach duchy czy wyjące do księżyca wilkołaki. Podejrzewam także, iż części przepytywanych horror kojarzyłby się w obrazami pełnymi bezmyślnego okrucieństwa czy z filmami, w których co i rusz ekran zalany jest hektolitrami posoki. Śmiem wątpić jednak, czy ktokolwiek z ankietowanych poważyłby się na konstatację, iż horror może być nie tylko błyskotliwą analizą współczesnych postaw ludzkich, lecz także przyczynkiem do refleksji nad procesami zachodzącymi w różnych społecznościach. Okazuje się jednak, iż tego typu filmy, z jednej strony garściami czerpiące z estetyki horroru, z drugiej zaś w celu ukazania dalekich od banału treści wykorzystujące elementy gatunkowe, w sposób nader twórczy, tu i ówdzie nadal są kręcone. Przykładem takiego filmu jest pochodząca z Meksyku produkcja „We Are What We Are” autorstwa Jorge Michela Grau.

Nie bez kozery wspominam o aspekcie socjologicznym, bowiem ten w omawianym tu filmie odgrywa ogromną rolę. „We Are What We Are” zaczyna się sekwencją przedstawiającą śmierć starszego człowieka w jednym z ogromnych centrów handlowych. Bardzo szybko uświadamiamy sobie, iż ludzka agonia nie obchodzi nikogo z odwiedzających świątynię konsumpcji. Co gorsza, w chwilę po zgonie ciało mężczyzny sprzątnięte zostaje przez służby dbające o czystość w tymże przybytku. Zaraz później dowiadujemy się, iż za życia nieboszczyk był głową pięcioosobowej rodziny. Po śmierci mężczyzny troje jego prawie dorosłych dzieci oraz ich matka muszą radzić sobie bez niego. Zdobywanie jakichkolwiek pieniędzy przychodzi im z trudem. Ale jeszcze więcej wysiłku kosztuje ich utrzymanie jedności. Bohaterowie bowiem są kanibalami, dla których rytuały jedzenia ludzkiego mięsa stanowią najważniejszy składnik rodzinnej wspólnoty.

Srodze zawiedzie się ten, kto po film Jorge Michela Grau sięgnie z zamiarem obejrzenia kolejnego krwawego horroru z bestiami zażerającymi się ludzkim mięsem. „We Are What We Are” zdecydowanie nie jest produkcją podobną do dziesiątek obrazów z lepszym lub gorszym skutkiem eksplorujących temat kanibalizmu. Meksykański reżyser obrazując na pierwszy rzut oka dewiacyjne zachowanie nierzucającej się w oczy rodziny postanowił pokazać ją na tle społeczeństwa, które zna od podszewki. Grau w swoim filmie przedstawił Meksyk jako państwo do cna opanowane przez korupcję i gangsteryzm. Okazuje się, iż nawet najdrobniejsze przejawy obywatelskiej inicjatywy kontrolowane są przez zorganizowane grupy przestępcze. Te tworzą już nawet dzieci żyjące bez jakiejkolwiek kontroli. Podstawowym zadaniem policji jest stwarzanie pozorów, aby przypadkowy obserwator nie odniósł wrażenia, iż Meksyk to państwo anarchii. Uczciwy i rzetelny funkcjonariusz szybko staje się obiektem drwin ze strony swoich kolegów. Kiedy jedna z prostytutek zostaje brutalnie pobita, reszta w ramach podziękowania za złapanie oprawcy decyduje się „sprezentować” policjantom młodą, zapewne jeszcze nietkniętą dziewczynkę. W nie lepszym świetle Grau pokazał tę część swoich rodaków, którzy nie mają nic wspólnego ze światem przestępczym. Dzięki pieniądzom w swych konsumpcyjnych zapędach nie różnią się niczym od Amerykanów czy Europejczyków. Zapatrzeni w świat swoich materialnych i cielesnych potrzeb nie dostrzegają wszechobecnej biedy, cierpienia i demoralizacji. Egzystują według zasady, iż to, czego nie chcą widzieć, po prostu nie istnieje.

Okazuje się, iż na tak rozrysowanym tle wizerunek bohaterów filmu, walczących o przetrwanie i jedność kanibali, wcale nie musi stanowić symbolu bestialstwa i moralnej degrengolady. Dlaczego bowiem oni, zabijający i jedzący ludzkie mięso, mają być większymi zbrodniarzami od tych, którzy krzywdzą innych ludzi dla zarobku? Dlaczego w sensie moralnym mieliby w czyichkolwiek oczach stanowić większych zbrodniarzy od skorumpowanych policjantów przymykających oko na seksualne wykorzystywanie dzieci? Ktoś inny jednak, analizując tezę Grau, mógłby zaoponować przed licytowaniem tego, którzy z bohaterów „We Are What We Are” zasługują na większe potępienie. Wszak zło zawsze jest złem, nawet wtedy, kiedy popełniane jest w imię szlachetnych celów. Ale właśnie w tych rozważaniach tkwi siła filmu meksykańskiego reżysera. Obraz zmusza bowiem do refleksji nad istotą zła czynionego przez człowieka.

W moim przekonaniu, pomimo inteligentnego i ambitnego pomysłu, „We Are What We Are” nie jest filmem rzucającym widza na kolana. Wydaje mi się, iż Jorge Michel Grau podszedł do tematu w sposób zbyt wyrachowany, by można uznać go zarówno za niebanalny jak i emocjonujący. Wszak horror to przede wszystkim gra na emocjach odbiorcy, sprawienie by ten na czas sensu całkowicie dał się ponieść widzianej na ekranie opowieści. Meksykański reżyser rezygnując z typowych dla kina grozy chwytów – licznych scen przemocy, efektów gore, gradacji napięcia, wreszcie konfrontacji z nieznanym lub nadprzyrodzonym – wyrugował ze swojego filmu jakikolwiek element zaskoczenia. I pomimo ciekawych spostrzeżeń natury psychologicznej czy socjologicznej, niezłych kreacji aktorskich czy ciekawego i wieloznacznego zakończenia, momentami „We Are What We Are” ogląda się ze znużeniem. W moim odczuciu film Grau jest nazbyt wykoncypowany. Zabrakło w nim harmonii między zajmującą umysł treścią, a cieszącą oko formą.

Powyższe uwagi nie zmieniają jednak faktu, iż na tle zalewu świetnie zrealizowanych, lecz pozbawionych jakichkolwiek treści filmów rodem ze Stanów Zjednoczonych, obraz Jorge Michela Grau prezentuje się nader korzystnie. Znajdzie on uznanie na pewno u tych, którzy zmęczeni są wybuchającym z ekranów wrzaskiem oraz „tonami” niemającej żadnego uzasadnienia przemocy. „We Are What We Are” nie próbuje przypodobać się widzowi ani nie wiadomo jakimi efektami specjalnymi, ani pędzącą w oszałamiającym tempie akcją. Wręcz przeciwnie, śmiem podejrzewać, iż zamierzeniem Grau było zrobienie filmu będącego swoistym zwierciadłem obnażającym ludzka naturę ze wszystkimi jej skazami, jakże często ukrywanymi za ciężkim i budzącym odrazę makijażem obłudy i hipokryzji.

Screeny

HO, WE ARE WHAT WE ARE a.k.a Somos lo que hay HO, WE ARE WHAT WE ARE a.k.a Somos lo que hay HO, WE ARE WHAT WE ARE a.k.a Somos lo que hay HO, WE ARE WHAT WE ARE a.k.a Somos lo que hay HO, WE ARE WHAT WE ARE a.k.a Somos lo que hay HO, WE ARE WHAT WE ARE a.k.a Somos lo que hay HO, WE ARE WHAT WE ARE a.k.a Somos lo que hay HO, WE ARE WHAT WE ARE a.k.a Somos lo que hay

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ od początku intryguje i zastanawia
+ bardzo nieliczny przykład inteligentnego horroru
+ zdradza, ile jeszcze w gatunku tkwi niewykorzystanego potencjału
+ pomysł na film
+ aktorstwo
+ obraz współczesnego Meksyku
+ zmusza do refleksji nad genezą czynionego przez człowieka zła
+ zakończenie

Minusy:

- momentami jednak nuży
- zabrakło jednak czegoś, co mogłoby sprawić, iż widz poczuje prawdziwy dreszcz emocji

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -