Zaloguj się (dla użytkowników forum)
CRAZIES, THE
Szaleńcy
Reżyser:George A. Romero
Kraj prod.:USA
Obsada:Lane Carroll, Will MacMillan, Harold Wayne Jones, Lloyd Hollar, Lynn Lowry, Richard Liberty, Richard France
Lata 70., czas odnowy filmowego horroru na gruncie amerykańskim, był szczególnie miodnym okresem w twórczości najbardziej chyba nowoczesnego spośród mistrzów "krwawej fali" - George'a A. Romero. Stworzył on w tym czasie trzy filmy, które dziś należą do niekwestionowanej klasyki gatunku: "Martina" (1977), "Dawn of the Dead" (1978), a nieco wcześniej, w 1973 roku, "The Crazies" - przerażające studium społecznej paranoi.
Na terenie niewielkiego miasteczka w Pensylwanii rozbija się samolot przewożący niebezpiecznego wirusa, który szybko zaczyna się rozprzestrzeniać na okoliczną ludność. Zarażeni ludzie doznają niewiarygodnych ataków szału i w agresji zaczynają mordować swoich bliskich. Do akcji wkracza wojsko, ale to tylko pogarsza sprawę, gdyż żołnierze, by ułatwić sobie zadanie, nie wkładają wiele wysiłku w rozróżnianie kto jest zarażony a kto nie, i w rezultacie wszystkich cywilów traktują z jednakową bezwzględnością. Zapanowuje totalny chaos i w pewnym momencie przestaje już być jasne, kto jest większym zagrożeniem dla zdrowych jeszcze mieszkańców miasta: czy opętani żądzą mordu szaleńcy, czy raczej spieszący z "pomocą" bezduszni przedstawiciele armii...Rewolucyjność "Nocy żywych trupów" polegała m.in. na tym, że, jak zauważył Andrzej Pitrus, żaden wcześniejszy horror nie pozostawiał widza tak samotnym: beznadziejność filmowej sytuacji brała się stąd, że wszelkie próby współdziałania bohaterów w walce o przetrwanie tylko bardziej ich pogrążały. Gdy jakaś postać zaczynała wzbudzać zaufanie widza, szybko okazywało się ono złudne. W "The Crazies", gdzie ów nihilizm został rozciągnięty na całą społeczność, klimat paranoicznej nieufności rozrósł się do rozmiarów gargantuicznych. Romero zawsze starał się oddać w swoich filmach bieżące nastroje społeczne i tutaj udało mu się to chyba nawet lepiej niż gdziekolwiek indziej: drastyczny podział społeczeństwa, przedstawienie rządu i armii jako zdehumanizowanej maszynerii ograniczającej wolność i nie dopuszczającej innych rozwiązań poza najbardziej radykalnymi - to odbicie goryczy i nastrojów antyrządowych w związku z klęską w Wietniamie oraz znaczniejszego niż kiedykolwiek rozbicia Ameryki - na tę purytańską i na kontestującą. Udział w jednej z głównych ról hippisowskiej piękności Lynn Lowry (która później stała się bardziej znana dzięki kreacji w "Dreszczach" Cronnenberga) jeszcze bardziej podkreśla tę analogię, która już nawet nie ma charakteru metafory, jak było w "Nocy żywych trupów", ale w swojej wyrazistości czyni film jawnym pamfletem politycznym, co jest rzeczą nieczęstą wśród filmów grozy, które tego typu problemy przemycają, owszem, ale podskórnie.
W "The Crazies" natomiast wiele, może nawet zbyt wiele, zostało podane na tacy, i nie wykluczone iż ten brak subtelności sprawił, że dziś, gdy tamte niepokoje dawno wywietrzały, o filmie nie pamięta się już tak dobrze jak o innych czołowych dokonaniach horroru z lat 70. Nie znaczy to jednak, że postarzał się jako osiągnięcie kina grozy. Przeciwnie - "The Crazies" to utwór, którego realizacyjna nowoczesność do dziś zdumiewa. Właśnie tutaj ostatecznie krystalizuje się charakterystyczny styl Romero: krótkie ujęcia ze statycznej kamery, łączone rytmicznym montażem, często z celowym ignorowaniem zasady o nieprzekraczalności osi akcji, co tak sugestywnie potęguje wrażenie braku bezpiecznej stabilności w świecie ekranowym. Jednocześnie zabieg ten przyspiesza tempo narracji i pozwala gładko łączyć liczne wątki opowieści w ciągły strumień obrazów, bez zgrzytów i nudnych przestojów późniejszego "Day of the Dead" (1985), w którym Romero po raz pierwszy zdradzi swoją metodę na rzecz bardziej przeźroczystej narracji. Na razie nie ma mowy o żadnych przestojach; "The Crazies", na poziomie myślowym będący rozwinięciem tematów z "Nocy żywych trupów", na poziomie formalnym stanowi zapowiedź gorączkowej dynamiki kolejnego arcydzieła Romero - "Dawn of the Dead".
Screeny
+ film, w którym przetrwał duch epoki
+ kapitalnie oddany klimat paranoi społecznej
+ jeden z najlepszych horrorów "upolitycznionych"
+ dynamiczna narracja
+ sprawne prowadzenie równolegle kilku wątków
+ świetny montaż
- nazbyt histeryczne podejście do problemów amerykańskiej rzeczywistości początku lat 70.;
- brak "drugiego dna" w filmie sprawił, że po latach stracił on na aktualności
Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO
Horror Online 2007 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody
twórców strony ZABRONIONE!!!
