Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WAXWORKS  a.k.a Das Wachsfigurenkabinett

WAXWORKS a.k.a Das Wachsfigurenkabinett

Gabinet figur woskowych

ocena:8
Rok prod.:1924
Reżyser:Paul Leni
Kraj prod.:Niemcy
Obsada:William Dieterle, Olga Belajeff, Emil Jannings, Conrad Veidt, Werner Krauss
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Horror – ten najpośledniejszy z filmowych gatunków, wzgardzony przez artystów, szykanowany przez krytyków, oskarżany o deprawowanie młodzieży, ten właśnie horror zasłużył sobie na swój los wyklętego. Dlaczego sobie zasłużył fanom kina grozy nie trzeba tłumaczyć – każdy z nich natrafił bądź z całą pewnością natrafi na horror, który można określić jednym, dosadnym słowem: „śmieć”. To efekt masowości produkcji horrorów, a także konwencji, stwarzającej pokusę płytkiego i prymitywnego traktowania fabuły filmu grozy. Ten jednak horror, choć nadal cieszy się niesłabnącym powodzeniem gawiedzi na całym świecie, tylko raz w swojej historii wpuszczony został na salony. Tylko raz w dziejach światowego kina stał się wydarzeniem artystycznym, które odsunęło w cień wszystkie inne gatunki filmowe. Wydarzenie to miało miejsce w latach dwudziestych ubiegłego wieku w Niemczech. To właśnie tam, w niespokojnym okresie Republiki Weimarskiej lata swej chwały święciło kino grozy. Dlaczego właśnie wtedy? Ano dlatego, że w druzgotanych po I wojnie światowej Niemczech narodził się filmowy ekspresjonizm, nurt, który stał się jednym z najważniejszych kierunków w historii sztuki filmowej, a zwłaszcza w dziejach horroru. To był niezwykły okres dla kina grozy, bowiem w krótkim, następującym po sobie czasie na ekranach kin pojawiły się kolejne arcydzieła gatunku. „Gabinet Dr Galigariego”, „Golem”, „Nosferatu- symfonia grozy”, „Zmęczona śmierć” i ‘Gabinet figur woskowych” – dzieła, które nie tylko wstrząsnęły estetyką horroru, ale wywarły bezcenny wpływ na nowo zrodzoną sztukę filmową. Żaden z licznych nurtów artystycznych w dziejach filmu nie okazał się tak wpływowy i wciąż obecny jak ekspresjonizm. Techniczne kwestie związane z oświetleniem planu zdjęciowego, z doniosłością dekoracji filmowych, charakteryzacją aktorów i zastosowanie tricków zdjęciowych (np. przenikanie) to wszystko jest dziedzictwem ekspresjonizmu. Spadkiem po ekspresjonizmie jest także uczynienie filmu najdoskonalszym medium do wyrażania wewnętrznych, mrocznych aspektów ludzkiej psychiki: szaleństwa, demonizmu, chorób psychicznych, zbrodni itp. Oto jedno z dzieł ekspresjonistycznych, klasyczny film Paula Leniego „Gabinet figur woskowych” z 1924 r.

Bezrobotny pisarz odpowiada na ogłoszenie właściciela gabinetu figur woskowych. Artysta podejmuje się napisania wymyślonych opowiadań, których bohaterem będzie jedna ze znajdujących się na wystawie woskowych figur. Napisana historia ożywa, stając się osobną częścią filmu. Pierwsza z trzech opowieści składających się na obraz Leniego przedstawia historię kalifa Bagdadu, Haruna al Rashida, niezwykle pięknej żony cukiernika oraz jego samego. Potężny władca usłyszawszy o urodzie dziewczyny zamierza poznać ją bliżej. Tymczasem kapryśna małżonka dowiedziawszy się, że kalif nosi na palcu magiczny pierścień spełniający życzenia, wysyła swego zakochanego w niej bez pamięci męża by zdobył klejnot. Mężczyzna zakrada się do pałacu i odcina rękę śpiącego władcy wraz z pierścieniem. Ścigany przez pałacową służbę zmierza do swego domu. Tymczasem podczas nieobecności męża kalif składa wizytę żonie cukiernika. Okazuje się bowiem, iż w pałacu została jedynie jego wierna woskowa kopia. Drugi epizod jest poświecony carowi Iwanowi Groźnemu, który jest okrutnym despotą. W komnacie tortur poddaje psychicznym i fizycznym katuszom swych oponentów, każe ubrać w swe szaty wiernego szlachcica, tym samym doprowadzając do jego śmierci, porywa z wesela córkę szlachcica, więzi i zabija niedoszłego pana młodego, a w końcu sam pada ofiarą obsesji spisku i traci zmysły. Epizod trzeci, którego bohaterem jest Kuba Rozpruwacza jest natomiast makabrycznym koszmarem, który przyśnił się zmęczonemu pisaniem opowiadań pisarzowi. We śnie tym słynny morderca ściga pisarza, który ucieka wraz z córką właściciela gabinetu figur woskowych. W końcu Kuba Rozpruwacza dopada literata.

Paul Leni, reżyser „Gabinetu figur woskowych” jest mniej znanym twórcą niemieckiego ekspresjonizmu. Jak wielu filmowców tego nurtu nim stanął za kamerą zajmował się malarstwem, rysowaniem afiszów a przede wszystkim scenografią w teatrze austriackiego innowatora europejskiej sceny, Maxa Reinhardta. Sceniczne doświadczenie daje o sobie znać w najsłynniejszym filmie niemieckim Leniego – „Gabinecie figur woskowych”. Podobieństwo to tytuł sztandarowego dzieła ekspresjonizmu, „Gabinetu dr Caligariego” Roberta Wiene nie jest przypadkowe. Nie chodziło tylko o to, co dziś nazwalibyśmy sprytnym zabiegiem marketingowym – celowe podobieństwo do uznanego i sprawdzonego tytułu, lecz o świadome nawiązania. Te „świadome nawiązania” wpisują obraz Leniego w ekspresjonistyczną tendencję zwaną kaligaryzmem (od imienia bohatera filmu Wiene). Tendencja ta polegała na wykorzystywaniu estetyki w sposób najpełniejszy wyrażonej w „Gabinecie dr Caligari”, a polegającej na prymacie ekspresjonistycznej dekoracji nad fabułą, na grze światłocieniem z wykorzystaniem sztucznego światła, na przesadnej charakteryzacji i teatralnej gestykulacji i wreszcie na realizowaniu zdjęć w całości w atelier. Kaligaryzm to także specyficzne motywy fabularne: psychiczne zaburzenia, senne koszmary, demoniczne postacie, zbrodnie, mrok i groza. Wymieniam te elementy kaligaryzmu, bowiem określają one trafnie estetykę i problematykę poruszaną w „Gabinecie figur woskowych”. Zresztą Leni z pełną świadomością zapożycza także inne, mniej znaczące elementy ze słynnego horroru Roberta Wiene: akcję rozgrywającą się na terenie jarmarku, postacie okrutnych, przebiegłych tyranów, tricki filmowe odrealniające świat przedstawiony filmu (przenikanie, zdjęcia nakładane). Nade wszystko, tak jak „Caligari”, film Leniego jest obrazem fantastycznych, niezwykłych dekoracji, które kreują oniryczną atmosferę obrazu i nawet wpływają na grę aktorów (epizod o Iwanie Groźnym). Co więcej, można nawet zaryzykować tezę, że gdyby w 1920 r. nie powstał film Wiene, to miano najbardziej klasycznego dzieła ekspresjonizmu przypadło by „Gabinetowi figur woskowych”.

Od strony narracyjnej film Leniego wykorzystuje patent znany ze „Zmęczonej śmierci” Fritza Langa: trzy różne fabularnie historie, rozgrywające się w różnym czasie i miejscu. W „Gabinecie..” jest zresztą epizod „orientalny” i podobnie jak u Langa ma on charakter burleski. Dlatego też fanów grozy najbardziej zainteresują dwa pozostałe epizody. Niezapomnianym somnambulik Cezar z „Gabinetu de Caligari”, Conrad Veidt wciela się w postać okrutnego cara. Jest to chyba najbardziej efektownie zagrana rola w całym filmie, co nie znaczy, że pozostali wybitni aktorzy niemieccy okresu przedwojennego Emil Jannings, Werner Krauss i William Dieterle spisali się gorzej. Nic z tych rzeczy! Jannings znany przede wszystkim z roli głównej w „Portierze z hotelu Atlantic” tworzy zabawną, postać nieobliczalnego tyrana, który z równą łatwością skazuje na śmierć, co odwołuje swe wyroki. Werner Krauss, który zapisał się w dziejach kina rolą demonicznego dr Caligari, nie ma zbyt wiele do zagrania, niemniej nawet w ograniczonej roli emanuje grozą. Dieterle odgrywa z kolei z powodzeniem aż trzy różne postaci: pisarza, cukiernika Assada oraz pana młodego z epizodu o Iwanie Groźnym.

Epizod ten zresztą zaskakuję swą brutalnością. Zbrodnia i okrucieństwo nie były motywami odosobnionymi w filmach ekspresjonistów, niemniej u Leniego mają one posmak niemal sadystyczny. Car przed każdą ze swych otrutych ofiar ustawiał klepsydrę, by ta przyglądała się przesypującym ziarenkom piasku, odmierzającym czas, który pozostał im do życia. Iwan Groźny jawi się jako obłąkany, sadystyczny despota, za nic mający ludzkie życie. Oszczędna jak na ekspresjonistyczny styl gry kreacja Veidta umiejętnie podkreśla grozę tej postaci, która w końcu – tak jak Caligari czy dr Mabuse z filmu Fritza Langa, staje się ofiarą szaleństwa.

Z kolei finałowa scena sennego koszmaru, o której wybitny znawca ekspresjonizmu niemieckiego Siegfried Kracauer pisał, że „należy do największych osiągnięć sztuki filmowej”, rzeczywiście wciąż sprawia niesamowite wrażenie. Technika się może nieco zestarzała, ale umiejętność stworzenia sugestywnej atmosfery osaczenia, wszechobecnego zagrożenia, nieuchronności śmierci i surrealistycznej wizji sytuacji bez wyjścia jest zaiste godna podziwu. Nie wiem dlaczego, ale finał „Gabinetu figur woskowych” przypomina mi finał pochodzącego z 1945 r. znakomitego filmu nowelowego „Dead End”. W tym gotyckim horrorze z Anglii postacie i sceny z poszczególnych nowel plączą się w przerażającym, szalonym korowodzie grozy.

Jak zatem ocenić film Paula Leniego? Absurdem byłoby stosowanie do obrazu z 1924 r. kryteriów oceny stosownych dla współczesnego horroru. Wydaje się, że raczej trzeba zastanowić się nad tym, co z tego wiekowego obrazu obroniło się przed upływem czasu. Na pewno atmosfera, konstruowana przez grę światła i cienia, przez niesamowite dekoracje (wnętrze pałacu kalifa niczym fantazyjnie poskręcane tunele w mrowisku), mistrzowskie wymieszanie snu i jawy, niebywała zdolność opowiadania praktycznie tylko obrazem o wewnętrznych, mrocznych stanach człowieka a także dwa doniosłe fakty historyczne: film Leniego to jeden z pierwszych filmów nowelowych (potocznie zwanych antologią) oraz pierwszy artystyczny (i zachowany) film z postacią seryjnego mordercy (Kuba Rozpruwacz). Ząb czasu nadgryzł za to niewątpliwie to, co było największą zaletą, ale i wadą ekspresjonizmu: sztuczność inscenizacji, nadmierność dekoracji, teatralność w grze aktorów, zaniedbywanie warstwy fabularnej. Do tych wad „Gabinetu figur woskowych” dodałbym jeszcze pierwszy epizod o kalifie, który nie ma nic wspólnego z grozą. Niemniej nawet z tym mankamentami film Paula Leniego zasługuje na miano klasyka światowego kina grozy.

PS. Powstały jeszcze cztery filmy o podobnym tytule, ale nawet „House of Wax” z Vincentem Price`m z 1953 r. nie mógł się równać z niemym filmem z 1924 r.

Screeny

HO, WAXWORKS  a.k.a Das Wachsfigurenkabinett HO, WAXWORKS  a.k.a Das Wachsfigurenkabinett HO, WAXWORKS  a.k.a Das Wachsfigurenkabinett HO, WAXWORKS  a.k.a Das Wachsfigurenkabinett HO, WAXWORKS  a.k.a Das Wachsfigurenkabinett HO, WAXWORKS  a.k.a Das Wachsfigurenkabinett HO, WAXWORKS  a.k.a Das Wachsfigurenkabinett HO, WAXWORKS  a.k.a Das Wachsfigurenkabinett

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jeden z najważniejszych horrorów w dziejach gatunku
+ klasyczne dzieło ekspresjonizmu
+ ekspresjonistyczna dekoracja
+ atmosfera niesamowitości
+ opowiadanie o mrocznej stronie duszy tyranów praktycznie tylko za pomocą filmowych obrazów
+ gra najwybitniejszych niemieckich aktorów okresu międzywojennego
+ Conrad Veidt w roli cara Iwana Groźnego
+ sekwencja finałowa
+ jedna z pierwszych filmowych antologii
+ pierwszy artystyczny film z postacią seryjnego mordercy

Minusy:

- pierwszy epizod pozbawiony zupełnie grozy
- typowe wady ekspresjonizmu

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -