Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RESIDENT, THE

RESIDENT, THE

Rezydent

ocena:3
Rok prod.:2011
Reżyser:Antti Jokinen
Kraj prod.:USA / Wielka Brytania
Obsada:Hilary Swank, Jeffrey Dean Morgan, Christopher Lee
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

*****Tekst zdradza istotne dla rozwoju fabuły wydarzenia*****

Generalnie mówi się, iż filmy są albo dobre, albo złe. I jest to zdecydowanie najlepszy sposób wartościowania jakichkolwiek przejawów artystycznego działania człowieka. Niestety, czy to w obrębie kina, czy literatury lub muzyki niejednokrotnie taka jednoznaczna ocena nie jest możliwa. Pierwszy przykład z brzegu – nawet najsłabsze filmy Woody’ego Allena w moim przekonaniu ogląda się świetnie, lepiej niż inne komedie tu i ówdzie cenione czy to przez widzów, czy przez niektórych krytyków. Niektóre filmy posiłkujące się konwencją grozy również nie da się „oplakietkować” epitetami „dobry”, „zły”. Tym bardziej, iż horrory niejednokrotnie muszą być złe, by trafić w specyficzny gust odbiorców. Dla mnie podstawowym kryterium wartościującym danego „straszaka” jest to, czy podczas seansu film cały czas zajmuje uwagę widza. W moim przekonaniu nie ma dla horroru gorszej obrazy, niż nazwać go nudnym. A taki właśnie jest „The Resident” Antti Jokinenena.

A zapowiadało się tak dobrze. Film fińskiego reżysera opatrzony został logo powstającego z niebytu Hammer Film Productions. W rolach głównych wystąpili Hilary Swank, Jeffrey Dean Morgan oraz Christopher Lee, aktor, który swoją gigantyczną popularność zawdzięcza m.in. dzięki kreacjom w filmach produkowanych przez legendarną wytwórnię Hammer. W trakcie seansu szybko jednak zostajemy sprowadzeni na ziemię. „The Resident” bowiem to śmiertelnie nudna i schematyczna opowieść, której, co gorsza, trudno wyłapać jakiś nadrzędny sens.

Bohaterką obrazu Jokinenena jest Juliet Dermer, młoda pani doktor pracująca na oddziale ratunkowym w jednym z nowojorskich szpitalu. Po burzliwym rozstaniu się ze swoim chłopakiem dziewczyna szuka dla siebie nowego lokum. Niby przypadkiem trafia na kamienicę zarządzaną przez Maxa, cichego, samotnego, lecz zabójczo przystojnego mężczyznę. Cena mieszkania powoduje, iż bohaterka wpada niemalże w euforię. Szybko jednak jej entuzjazm maleje, bo dziewczyna odkrywa, iż w jej nowym domu dzieje się coś dziwnego.

Konia z rzędem temu, kto w sposób w miarę jednoznaczny i rzeczowy powie mi, o czym tak naprawdę jest „The Resident”. Przez ponad pół godziny w filmie nie dzieje się absolutnie nic. Później dowiadujemy się, iż tajemniczym osobnikiem, który nieustannie podgląda bohaterkę, a nocą odwiedza jej sypialnię, jest Max. Co więcej, gdzieś w połowie filmu dowiadujemy się, iż mężczyzna upatrzył sobie Juliet i za pomocą zmyślnej, acz do bólu nieprawdopodobnej intrygi, zwabił ją do zarządzanej przez siebie kamienicy. W jakim celu?

W moim przekonaniu, przez wybieg, na jaki postanowili zdać się twórcy, czyli na brak jakichkolwiek informacji pozwalających przeniknąć intencje Maxa, odpowiedź na powyższe pytanie jest niemożliwa. Mężczyzna początkowo nie próbował stosować wobec swojej nowej lokatorki jakiejkolwiek przemocy. Jeśli chciał ją w sobie rozkochać, zrobił to bez problemu, bo Juliet już po kilku dniach była pod wrażeniem jego uroku. Dlaczego więc bohater zrobił się nagle natarczywy, a kiedy dziewczyna odkryła jego nie do końca szlachetne zamiary, zaczął ją podtruwać silnymi środkami nasennymi? Dlaczego, mimo iż dysponował odpowiednimi możliwościami, nie uwięził bohaterki, by bez zbędnych ceregieli dokonywać na niej „niecnych” czynów? Pod koniec seansu, kiedy Juliet zorientowała się, iż mieszkanie jest pułapką, wtedy i Max z dobrotliwego sąsiada przemienił się typowo „slasherowego” siepacza.

Ale w filmie Jokinenena rozbrajają swą idiotycznością nie tylko poczynania czarnego charakteru (czy Max tak naprawdę zasłużył na to miano?). Nie inaczej jest z Juliet. Ta najpierw szczęśliwa jest z powodu rozstania z wiarołomnym chłopakiem (ten z niewiadomych powodów również kreowany jest na czarny charakter), później w konsekwencji jednego spotkania znowu rzuca mu się w ramiona. Nie tylko sama mu się oddaje, lecz także przekazuje klucze do swojego nowego mieszkania, które przecież miałoby być jej enklawą, ucieczką przed zdradzieckim światem mężczyzn. A już największą zagadką „The Resident” jest postać Augusta, dziadka Maxa, grana przez Christopher Lee. Do teraz zachodzę w głowę, jaką rolę miała pełnić w całej historii. I jedyne, co mi przychodzi na myśl, to cyniczne wykorzystanie słynnego aktora do celów czysto promocyjnych.

Obraz fińskiego reżysera to nic innego, jak bezbarwny i do bólu mdły zlepek motywów, które wielokrotnie widzieliśmy już w innych filmach. Psychopata podglądał lokatorów budynku mieszkalnego w „Sliver” Phillipa Noyce’a, w „Sleeping with the Enemy” Josepha Rubena Julia Roberts stopniowo odkrywała, iż jej czarujący mąż w rzeczywistości jest psychopatą, zaś dla bohatera „Lokatora” Polańskiego nowe lokum zamiast oazą spokoju i bezpieczeństwa okazuje się być pułapką skrywającą mroczne tajemnice. Co więcej, mam wrażenie, iż twórcy nawet podczas realizacji filmu nie do końca byli pewni, co tak naprawdę chcą kręcić. Po trosze bowiem mamy do czynienia z historią miłosnego trójkąta z rodzącą się w tle zazdrością, po trosze zaś „The Resident” to starający się być mrocznym thriller traktujący o wojerystycznych „zainteresowaniach” jednego z bohaterów. Ujmując rzecz najkrócej, o „The Resident” należy jak najszybciej zapomnieć.

Screeny

HO, RESIDENT, THE HO, RESIDENT, THE HO, RESIDENT, THE HO, RESIDENT, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kilka ładnych widoczków Nowego Jorku

Minusy:

- nudny
- wtórny
- nieciekawa historia
- słabe aktorstwo
- kilka wątków zupełnie bezsensownych
- oprócz frustracji nie dostarcza żadnych emocji

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -