Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PARANORMAL ACTIVITY 2: TOKYO NIGHT

PARANORMAL ACTIVITY 2: TOKYO NIGHT

Paranormal Activity 2: Tokyo Night

ocena:6
Rok prod.:2010
Reżyser:Toshikazu Nagae
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Noriko Aoyama, Aoi Nakamura
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:1
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

„Paranormal Activity” Orena Peli to chyba jeden z najbardziej przereklamowanych horrorów w dziejach gatunku. Ogromna machina marketingowa, którą uruchomił Paramount Pictures, aby sprzedać przeraźliwie nudną historyjkę o pewnym młodym małżeństwie nękanym przez złego ducha, przypominała wielki balon. Balon, który nie dawał się łatwo zignorować, ale który w środku był po prostu pusty. Niemniej dzięki potężnej akcji promocyjnej, do której zaangażowano nawet Stevena Spielberga (ciekawe, czy za jego świadomym przyzwoleniem), kosztujący „niecałe” 15 tys. dolarów film, zarobił tylko w USA ponad 107 mln dolarów. Co więcej wywarł spory wpływ na producentów horrorów, i co ciekawe wpływ ten uwidocznił się najbardziej w azjatyckim kinie grozy. W latach 2009-2010 powstało wiele azjatyckich filmów, wykorzystujących formułę „domowego wideo” i opowiadających o młodych bohaterach nawiedzanych w swych nowoczesnych mieszkaniach przez nadprzyrodzone zjawiska. Jednym z tych azjatyckich horrorów, „znajdujących się pod wpływem” jest „Paranormal Activity 2: Tokyo Night” w reżyserii Toshikazu Nagae. Umieszczona w tytule filmu cyfra „2” może nieco dezorientować – czy chodzi bowiem o japońską wersję sequela filmu Peli, „Paranormal Activity 2” (2010)? Jak informuje nas napis początkowy Nagae nakręcił swój film „na podstawie” oryginału z 2007 r., cyfra „2” zaś pojawiała się jedynie jako nieco podstępny zabieg markteningowy, bowiem amerykański sequel miał premierę w tym samym roku co „Paranormal Activity 2: Tokyo Night”. Horror Nagae jest japońskim remake`m obrazu Peli i choć czerpie z tego samego pomysłu na film („domowe wideo”) a nawet nawiązuje bezpośrednio do niektórych scen jest filmem fabularnie odmiennym. I co najważniejsze – na swój sposób bardziej interesującym.

Haruka Yamana wraca do swego domu w Tokio z obiema nogami w gipsie. To skutek wypadku samochodowego, któremu dziewczyna uległa będąc w San Diego na stypendium. W domu czeka na nią młodszy bart, Koichi filmowiec amator oraz miłośnik zjawisk paranormalnych, co jak się okaże nie będzie bez znaczenia dla dalszych wydarzeń. Ojciec Haruki i Koichiego pozostawia rodzeństwo w domu, musi bowiem wyjechać w ważnych sprawach zawodowych do Singapuru. Pewnego razu podczas kolacji Haruka, poruszająca się po mieszkaniu, na wózku inwalidzkim, zwierza się bratu, że w nocy ktoś przestawił jej wózek. Ponieważ nie było możliwości, aby ktoś zakradł się do pokoju dziewczyny, Koichi uznaje, że być może to dziwne zdarzenie jest dziełem ….ducha. Instaluje w pokoju Haruki kamerę z noktowizorem, która rejestruje obraz pokoju z całej nocy. Od tego momentu zaczynają się dziać w domu rodzeństwa niewytłumaczalne i coraz bardziej przerażające rzeczy. Haruka dochodzi do wniosku, że manifestacja nadprzyrodzonej siły, która ma miejsce zwłaszcza w jej pokoju ma związek z jej osobą i z tym co przytrafiło się jej w Ameryce.

Każdy z nas wie z autopsji, że na odbiór filmu ma wpływ wiele czynników, między innymi nasze oczekiwania. Po seansie amerykańskiego oryginału z 2007 r., który okazał się dla mnie wielkim rozczarowaniem, nie miałem specjalnych wymagań co do japońskiej wersji „Paranormal Activity”. Zresztą oczekiwania studzi sam tytuł, sygnalizujący, że będziemy mieć do czynienia nie z dziełem oryginalnym, lecz odtwórczym. I sadzę, ze to jest dobre podejście do filmu japońskiego reżysera, który w dziedzinie grozy może się pochwalić raczej przeciętnym techno-horrorem, „Ghost System”. Jest to podejście dobre, ponieważ dzięki niemu więcej nas w „Tokyo Night” mile zaskoczy niż niemile rozczaruje. Co zatem „mile zaskakuje”?

Przede wszystkim horror Nagae jest znaczniej mniej nużący niż film Peliego, aczkolwiek pewnych przydługich scen nie udało się uniknąć, jeśli chciało się stworzyć wrażenie realistycznego w swej swojskości obrazu domowej codzienności. W miarę szybko rodzeństwo bohaterów zaczyna prześladować jakaś nadnaturalna siła, którą ujawnia swą grozę wedle najprostszego, lecz najskuteczniejszego schemat stopniowania atrakcji. Jasne, można kręcić nosem, że otwierające się same drzwi, odgłosy niewidzialnych kroków stąpających po schodach czy poruszający się bez widocznej przyczyny wózek inwalidzki nie należą do szczególnie wyrafinowanych. Lecz Nagae potrafi wśród tych nieco zużytych sposobów wywoływania grozy błysnąć kilkoma autentycznie nieprzewidywalnymi i niepokojącymi scenami. Nie będę zdradzał szczegółów, ale jest w „Tokyo Night” jeden moment, który –gwarantuję – zaskoczy nawet największych weteranów filmowego horroru, co już jest godne uznania. Japończyk rozbudowuje także sceny finałowe, które u Peliego sprowadzały się właściwie do jednej sceny (nota bene najlepszej z całego filmu), nasycając je typową dla kina grozy z Kraju Kwitnącej Wiśni, ale zawsze skuteczną mieszanką makabry, surrealizmu i niesamowitości. I nawet jeśli ostatecznie finałowi brakuje wyraźnej, wgniatającej w fotel puenty, to zwieńczenie całej historii wypada niepomiernie efektowniej i ciekawiej niż u Peliego. Dzięki przyzwoitej inscenizacji scen grozy (owszem, kilka jest żywcem zerżnięta z amerykańskiego „Paranormal Activity”) udaje się stworzyć niepokojącą atmosferę osaczającego bohaterów zagrożenia.

Zaletą filmu jest też znacznie ciekawsza fabuła, bo choć akcja rozgrywa się właściwie w czterech ścianach, to historia nawiedzenia a w końcu opętania jest znacznie solidniej uzasadniona niż w amerykańskim oryginale. Bez porównania lepiej wypadają też aktorzy w japońskim filmie, zwłaszcza śliczna Norika Aoyama w roli unieruchomionej na wózku inwalidzkim ofiary nadprzyrodzonego zła. W końcowych fragmentach bez szczególnej charakteryzacji, a tylko dzięki grze aktorskiej i odpowiedniemu filmowaniu Aoyama jest naprawdę przerażająca. Jednak najbardziej interesujące jest w horrorze Nagae to, co nie znajduje się na pierwszym planie. Chodzi mi o kontekst kulturowy, którego odmienność uwidocznia się w konfrontacji z fabułą filmu Peliego. W amerykańskim horrorze bohaterowie przechodzili długą drogę (zwłaszcza Micach) do zaakceptowania faktu, iż ich dom został nawiedzony przez irracjonalną, nadprzyrodzoną siłę. W „Tokyo Night” bohaterowie nie mają żadnych wątpliwości, że razem z nim zamieszkał zły duch. Wydaje się to dla nich wręcz oczywistym. Dlatego na pomoc nie wzywają jak u Peliego badacz zjawisk paranormalnych lecz shintositycznego kapłana, by oczyścił ich dom z nadnaturalnego zła. Nie chcę się rozwodzić nad tymi kulturowymi różnicami w stosunku do zjawisk wymykających się rozumowemu poznaniu, ale z pewnością byłby to interesujący wątek do osobnej analizy.

Jednak horror Nagae nie jest filmem bez wad, choć nie wszystkie są zawinione przez twórców „Tokyo Night”. Na przykład problem pogodzenia nieustannego filmowania „z ręki” z realizmem przedstawionych wydarzeń, którego na dobrą sprawę nikomu nie udało się w sposób naturalny rozwiązać. Prezentacja całej filmowej akcji ruchomą kamerą, szczególnie w dramatycznych momentach wypada zawsze sztucznie. Bo gdy goni nas tłum wściekłych zombie czy innych potworów nie ma czasu na ich filmowanie. W realnym świecie każdy z nas rzuciłby, stanowiącą utrudnienie w ucieczce kamerę, ale nie bohaterowie horrorów „paradokumentalnych”. U Nagae mamy podobną sytuację: Koichi na przykład wielokrotnie, słysząc okrzyki przerażenie Haruki zrywa się z łóżka i zamiast jak najszybciej pobiec do siostry, wpierw chwyta za kamerę, włącza ją i biegnąc po schodach cały czas filmuje. Mało wiarygodnie przedstawia się także łatwość z jaką bohaterowie zasypiają w nocy i to po serii incydentów, które zwykłych ludzi wpędziłby do grobu. Zastanawiałem się także, dlaczego Haruka i Koichi nie wynieśli się po prostu z domu, w którym starszy? Może są to i czcze dywagacje, ale jeśli widz rozmyśla nad nimi podczas seansu, to znaczy to tylko tyle, że twórcy schrzanili robotę. Na szczęście, mając świadomość ograniczeń konwencji filmów realizowanych wyłącznie tzw. kamerą subiektywna (czyli bezpośrednio z pozycji bohatera), można przymknąć oko na te niedociągnięcia.

Screeny

HO, PARANORMAL ACTIVITY 2: TOKYO NIGHT HO, PARANORMAL ACTIVITY 2: TOKYO NIGHT HO, PARANORMAL ACTIVITY 2: TOKYO NIGHT HO, PARANORMAL ACTIVITY 2: TOKYO NIGHT HO, PARANORMAL ACTIVITY 2: TOKYO NIGHT HO, PARANORMAL ACTIVITY 2: TOKYO NIGHT HO, PARANORMAL ACTIVITY 2: TOKYO NIGHT HO, PARANORMAL ACTIVITY 2: TOKYO NIGHT HO, PARANORMAL ACTIVITY 2: TOKYO NIGHT HO, PARANORMAL ACTIVITY 2: TOKYO NIGHT

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ japoński remake „Paranormal Activity”
+ zdania będą na pewno podzielone, ale w moim odczuciu znacznie lepszy niż amerykański oryginał
+ więcej się dzieje
+ kilka zaskakujących, autentycznie niepokojących momentów grozy
+ gra aktorów
+ finałowe sceny
+ ukryty, ale istotny kontekst kulturowy

Minusy:

- to tylko remake, a wiec z założenia wtórny wobec oryginału
- realizm historii w niektórych momentach pozostawia wiele do życzenia
- zdecydowanie nie polecam zagorzałym fanom amerykańskiego „Paranormal Activity” ani osobom uczulonym na paranormalne horrory

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -