Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MINION, THE

MINION, THE

Minion, The

ocena:5
Rok prod.:1998
Reżyser:Jean-Marc Piché
Kraj prod.:USA / Kanada
Obsada:Dolph Lundgren, Françoise Robertson, Allen Altman, Jean-Marc Bisson
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Jakiś czas temu czytałem wywiad z księdzem, który w Polsce na polecenie Watykanu zajmuje się egzorcyzmowaniem opętanych. Według kapłana szatan i jego pomagierzy w XXI wieku znaleźli sobie doskonały czas, by przypuścić atak na niewinne duszyczki. Podobno zajmująca się sprawami demonów odpowiednia komórka w Stolicy Apostolskiej jest przerażona ilością osób, których duszami zawładną diabeł. Według polskiego księdza egzorcyści w Europie jeszcze nigdy dotąd nie mieli tyle pracy, co obecnie. W pewnym sensie ta sytuacja znajduje odzwierciedlenie w słowach innego kapłana, ks. Piotra Natanka, według którego, opętani mogą zostać nie tylko ci lubujący się w Harrym Potterze i muzyce rockowej, ale także miłośnicy jogi oraz Gwiezdnych Wojen. Najlepiej więc jakby wszystko co diabelskie trzymane było pod kluczem. O szatanie, kluczu oraz Dolphie Lundgrenie w roli walczącego ze złem templariusza opowiada wyreżyserowany przez Jeana-Marca Piché obraz „The Minion”.

Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem pod ulicami Nowego Jorku odkryta zostaje krypta z kilkoma szkieletami. Karen Goodleaf, oddelegowana z miejscowego uniwersytetu młoda pani archeolog, ze zdziwieniem konstatuje, iż jeden z trupów to przybyły ponad tysiąc lat temu członek zakonu templariuszy. Zaraz później bohaterka staje się świadkiem niezwykłych wydarzeń. Zidentyfikowany przez nią truposzczak był strażnikiem klucza, dzięki któremu templariusze przez wieki w zamknięciu trzymali diabła i jego zastępy. Jeśli klucz wpadnie w niepowołane ręce, oznaczać to będzie jedno – apokalipsę. Nic więc dziwnego, iż zarówno szatan jak i templariusze wysyłają „swoich”, by zdobić drogocenny amulet.

Na specyfice fabuły obrazu Jeana-Marca Piché poznać się można już przeczytaniu powyższego streszczenia. W niespełna półtoragodzinny film jego pomysłodawcy postanowili „wcisnąć” mnóstwo czasami zupełnie niepasujących do siebie „urozmaiceń”. I tak mamy do czynienia z zakonem templariuszy strzegącym świat przed szatanem, z demonem pragnącym uwolnić wreszcie swego pana, a oprócz tego z motywem przemiany dwojga bohaterów będącej skutkiem traumatycznych doświadczeń, wreszcie z „efektem milenium”, a więc powszechnym strachem przed tym, co może przynieść nowe tysiąclecie. Jakby tego było mało, twórcy „The Minion” poszli na całość i w historii o nadciągającej szatańskiej okupacji zawarli antyatomowy wątek ekologiczny oraz związaną z nim postać indiańskiego szamana, robiącego za „piątą kolumnę” w załodze elektrowni jądrowej zbudowanej na terenach należących w przeszłości do jego plemienia. Czy na seansie filmu wypełnionego takimi „kwiatami” można się nudzić?

Pomimo kilku ton idiotyzmów, marnego montażu oraz drewnianego aktorstwa (w tej dziedzinie Dolph Lundgren jest niedoścignionym wzorem) „The Minion” nie jest taki zły, jakby się mogło wydawać. Urok tej produkcji tkwi nie tylko w jej przynależności do kategorii kina przez fanów nazywanego B-movie, lecz także w mknącej z zawrotną prędkością akcji oraz w kreacji gwiazdy całego przedsięwzięcia, a więc wspomnianego już wyżej Dolpha Lundgrena. W produkcji Jeana-Marca Piché rzeczywiście jedno wydarzenie goni następne, akcja toczy się raz w Nowym Jorku, innym razem zaś w Jerozolimie. Twórcy „The Minion” zupełnie nie przejmują się takimi „drobiazgami” jak logika poczynań poszczególnych postaci czy przyczynowo-skutkowe prawdopodobieństwo następujących po sobie zdarzeń. Ma być szybko, głośno, momentami efektownie, chwilami zaś strasznie. Tym bardziej, iż we wszystkich „wybuchowych” wydarzeniach udział bierze Dolph Lundgren, ikona taniego kina akcji, odtwórca m.in. kultowego Drago z czwartej odsłony Rocky’ego. Rola księdza to nie pierwszyzna dla „uniwersalnego żołnierza”. Kilka lat wcześniej dzięki dużej dozy ironii i dystansu do siebie stworzył jedną z najlepszych ról w swojej karierze – psychopatycznego i „po uszy” zcyborgizowanego ulicznego kaznodzieję z wielkim nożem w krucyfiksie. W „The Minion” gra ojca Łukasza, byłego żołnierza SPECNAZ-u, który mając dość bycia żołnierzem do zadań specjalnych, postanawia zasilić szeregi templariuszy. Ze względu na specyfikę roli oraz wyjątkowo skąpy warsztat filmowy aktora, trudno powiedzieć, czy „Punisher” bawi się „niuansami charakterologicznymi” postaci, czy też stara się w nią wczuć niczym adept metody Stanisławskiego. Tak naprawdę dla fanów Dolpha to i tak nie będzie miało znaczenia. Wszak twarz Lundgren wyraża wszystko, co jego miłośnicy chcieliby widzieć w obrazach z jego udziałem.

Wśród miłośników filmowego horroru jest mnóstwo takich, którzy cenią sobie nade wszystko produkcje tanie, na pozór bzdurne i wyszydzane przez tzw. mainstream. Im obraz „The Minion” powinien przypaść do gustu. Coś z masochizmu bowiem ma oglądanie Dolpha Lundgrena w koloratce ratującego świat przed hordami szatanów z piekła rodem.

Screeny

HO, MINION, THE HO, MINION, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ szybkie tempo akcji
+ niezły prolog
+ specyficzny dla kina klasy B klimat
+ templariusz Dolph Lundgren

Minusy:

- mnóstwo bzdur
- nie do końca sensowne i niechlujne łączenie ze sobą poszczególnych scen i ujęć
- scenariusz z kosmosu (choć wiem, że bywają bardziej odjechane)

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -