Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:STRANDED a.k.a Djinns

STRANDED a.k.a Djinns

Stranded

ocena:6
Rok prod.:2010
Reżyser:Hugues Martin, Sandra Martin
Kraj prod.:Francja / Maroko
Obsada:Grégoire Leprince-Ringuet, Thierry Frémont, Saïd Taghmaoui, Cyril Raffaelli, Aurélien Wiik
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:4
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Wojna jest aktem gwałtu, który z natury swej nie zna żadnych granic.
Gen. K. von Clausewitz

Algieria, 1960 rok. W całym kraju trwa walka między zbrojnym ramieniem FLN a wojskami francuskimi. Dziesięciu najlepszych żołnierzy z kontynentu europejskiego zostaje oddelegowanych do zadania objętego specjalną klauzulą tajności. Mają wyruszyć na pustynię i odnaleźć samolot, który z niewiadomych przyczyn rozbił się gdzieś na pustkowiu. W trakcie wyprawy okazuje się, że tropem Francuzów wyruszył oddział algierskich partyzantów. Jednak to nie oni będą głównym zmartwieniem bohaterów. Na pustyni bowiem aż roi się od demonów zwanych dżinami. Zarówno przed nimi jak i w obawie przed bojownikami z FLN żołnierze francuscy znajdują schronienie w położonej na pustyni osadzie. Rzecz w tym, iż miejsca, w którym się znaleźli, nie ma na żadnej mapie.

Miłośnikom kina, nie tylko tego stricte gatunkowego, początek film, do momentu pojawienia się elementów typowych dla horroru, skojarzy się zapewne z kultowym „The Lost Patrol” Johna Forda. W obu filmach oddział wojaków wysłanych na pustynię musi stawić czoło przeciwnikowi doskonale znającemu ekstremalne warunki, jakie panują na polu walki. W „Stranded” jednak francuscy żołnierze zamiast bić się z otaczającymi ich rebeliantami zmuszeni zostają do opierania się wrogowi, o istnieniu którego dotąd nie wieli bladego pojęcia. Stąd też wraz z rozwojem akcji obraz Huguesa i Sandry Martinów z typowego kina wojennego przedzierzga się w horror podobny do tego, jaki oglądać mogliśmy chociażby w „Twierdzy” Michaela Manna czy ostatnio w „Eksperyment SS” Steve’a Barkera albo w „Dolinie cieni” Michaela J. Bassetta.

Pierwszą konkluzją, jaka przyszła mi do głowy po sensie „Stranded”, było powiedzenie „co za dużo, to niezdrowo”. Otóż twórcom filmu chcącym za wszelką cenę odejść od schematów, na których żeruje większość horrorów, nie do końca udało się połączyć w spójną i przekonywującą całość mnogość zamkniętych w fabule wątków. Jak wspomniałem wcześniej, początkowe wydarzenia typowe dla kina wojennego nie zapowiadają tego, iż będziemy mieli do czynienia z historią w znacznym stopniu opierającą się o konwencję grozy. Na ekranie bowiem obserwujemy jedną z potyczek, jakie zapewne nieraz miały miejsce podczas konfliktu w Algierii. Francuscy żołnierze nie do końca wiedzą, jaki cel ma ich misja (znowu podobieństwo do „The Lost Patrol”). Kiedy odnajdują samolot, ich uwagę przykuwają nie tyle martwi członkowie załogi, co tajemnicza walizka, którą natychmiast rekwiruje dowódca oddziału. W tym momencie do akcji wkraczają algierscy rebelianci. Okazuje się, że im także zależy na zawartości walizki. Zaczyna się regularna bitwa, z której Francuzi ratować się muszą ucieczką. Przed pogromem ratuje ich schronienie w niewielkiej osadzie tubylców położonej wśród ruin pradawnego miasta. Tam żołnierze szybko zaprowadzają rządy oparte, jak nietrudno się domyśleć, na terrorze. Tu kończy się kino wojenne, a zaczyna horror. Członkowie francuskiego oddziału za sprawą czyhających na nich zewsząd zjaw zmierzyć się muszą nie tylko z presją przebywania na terenie wroga, lecz przede wszystkim z demonami nierzadko niezbyt chwalebnej przeszłości.

Powyższy opis nie wyczerpuje tego wszystkiego, co chcieli zawrzeć w swoim filmie Hugues & Sandra Martin. Oprócz wspomnianych elementach fabuły mógłbym w tym miejscu nadmienić chociażby o motywie przeznaczenia kierującego życiem głównego bohatera jak również o algierskich poligonach, na których Francuzi eksperymentowali z bronią jądrową. Jednak ilość podejmowanych w obrazie filmowym tematów nie wyróżnia go spośród innych zrobionych w podobnej konwencji. Stąd też głównym zarzutem, jaki można sformułować pod adresem „Stranded” to jego nieskładność. W moim przekonaniu zarówno horror jak i mistycyzm pustynnego ludu żyjącego za pan brat z demonami nie pasują do historii o problemach francuskiej armii w Algierii. Co prawda twórcy próbują przestraszyć nas posępną atmosferą, jaka panuje wśród nawiedzonych przez zjawy ruin ogromnego miasta, jednak ma się wrażenie, iż ów nastrój funkcjonuje na zasadzie kwiatka do kożucha. Podobnie rzecz się ma z klimatem narastającego szaleństwa, który coraz bardziej destrukcyjnie wpływa na morale bohaterów. Co z tego jednak, kiedy konflikt zamiast intrygującą woltą lub chociażby wbijającym w fotel twistem zakończony zostaje antycznym deus ex machina.

W historii zaproponowanej nam w „Stranded” niewątpliwie tkwił potencjał. Na co? Na pokazanie odbiorcy czegoś, co rzadko gości na ekranach kin, a więc choćby ogólnego charakteru konfliktu z jakim Francuzi zmierzyć się musieli na początku II połowy XX wieku. Po co twórcy w opowieść wojenną wpletli horror? Ten ciągle jest na topie, stąd też może decyzja o wykorzystaniu jego elementów. Krok ten jednak sprawił, iż obraz Huguesa & Sandry Martinów co prawda ogląda się nieźle, niemniej jedna po seansie zostawia w poczuciem dojmującego niedosytu.

Screeny

HO, STRANDED a.k.a Djinns HO, STRANDED a.k.a Djinns HO, STRANDED a.k.a Djinns HO, STRANDED a.k.a Djinns HO, STRANDED a.k.a Djinns HO, STRANDED a.k.a Djinns

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ogląda się bez poczucia straconego czasu
+ film ma swoją dynamikę
+ kilka niezłych pomysłów fabularnych
+ momentami straszy
+ atmosfera i wygląd pustynnego miasta

Minusy:

- nie do końca wiadomo, czy to film wojenny, czy horror
- mało przekonujący bohaterowie
- komputerowe dżiny

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -