Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ISLAND OF LOST SOULS

ISLAND OF LOST SOULS

Wyspa doktora Moreau

ocena:6
Rok prod.:1933
Reżyser:Erle C Kenton
Kraj prod.:USA
Obsada:Kathleen Burke, Richard Arlen, Bela Lugosi, Arthur Hohl, Charles Laughton
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:7
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Nie licząc inspiracji „Wyspą doktora Moreau” sama powieść ekranizowana była trzykrotnie. Po raz pierwszy historię o chorobliwie ambitnym naukowcu widzowie mogli obejrzeć na ekranie w 1933 roku dzięki produkcji „Island of Lost Souls” wyreżyserowanej przez Erle C. Kentona. Na kolejną adaptację powieści H. G. Wellsa czekać trzeba było aż 44 lata. W „Wyspie doktora Moreau” Dona Taylora główne role zagrali Michael York i Burt Lancaster. Wreszcie w 1996 roku na ekrany kin weszła ostatnia ekranizacja słynnego utworu autora „Wojny światów”. Odpowiedzialny za jej kształt był John Frankenheimer, zaś wystąpili w niej Marlon Brando, Val Kilmer i Ron Perlman. Poniższy tekst będzie dotyczył pierwszego przeniesienia powieści na ekran, w którym zagrali Charles Laughton (dr Moreau), Arthur Hohl (Montgomery), Richard Arlen (Edward Parker), Kathleen Burke (Lota) oraz Bela Lugosi (Głosiciel Prawa).

Na skutek kilku nieszczęśliwych wypadków oraz własnej arogancji Edwarda Parkera los rzuca na niewielką wyspę, której nie ma na żadnej z map. Początkowo, ugoszczony przez niezwykle elokwentnego i szarmanckiego dr. Moreau, przychylenie patrzy zarówno na jego pracę jak i na dziwnych, na wpół ludzkich mieszkańców lądu. Szybko także daje się uwieść Locie, pięknej dzikusce, jedynej kobiecie żyjącej na wyspie. Dopiero odkrycie „Domu Bólu”, miejsca, w którym doktor dokonuje licznych eksperymentów na żywych istotach, uświadamia Parkerowi, iż zamiast w raju znalazł się w dalekim od jakiejkolwiek cywilizacji piekle.

Wells nie ukrywał swojej niechęci do filmu Kentona. Twierdził, iż z powieści, która zawiera w sobie mnóstwo odniesień o charakterze społecznym, etycznym i filozoficznym amerykańscy filmowcy wyłuskali tylko warstwę najmniej istotną, czyli przygodową fabułę z kilkoma scenami mającymi budzić grozę. Po seansie „Island of Lost Souls” trudno nie zgodzić się z autorem „Wehikułu czasu”. Obraz Kentona podzielić możemy na dwie części. W pierwszej Edward Parker przybywa na wyspę i bacznie przygląda się zarówno jej mieszkańcom jak i samemu dr. Moreau. W drugiej zaś bohater, zorientowawszy się w poczynaniach naukowca razem z jego pomocnikiem staje na czele rebelii przeciwko tyranowi. I rzeczywiście, właściwie od początku widz nie ma czasu się nudzić. Jedno wydarzenie goni następne, a kolejno następujące po sobie zwroty akcji sprawiają, iż seans niespełna siedemdziesięciominutowego filmu mija bardzo szybko.

Niemniej jednak przedwojenna adaptacja „Wyspy doktora Moreau” zawiera w sobie kilka elementów znaczeniowych, które podczas projekcji zwracają uwagę. Najważniejszym z nich jest motyw naukowca czy badacza, który widzi siebie jako boga/demiurga posiadającego moralne prawo do panowania nad życiem, które stworzył. Stąd też w słowach dr Moreau pobrzmiewają liczne nawiązania do etyki, darwinizmu, a nawet eugeniki. W przypadku Loty do właśnie doktor decyduje, kiedy i z kim będzie się ona rozmnażać. W filmie, pokazując kilkukrotnie efekty eksperymentów naukowych, twórca „Island of Lost Souls” pyta, czy istnieje granica między tym, co uczony może, a tym, co w sferze jego działań powinno być jednoznacznie potępione. Jednak w moim przekonaniu najlepiej, może dzięki dość oryginalnej kreacji Beli Lugosiego, ukazany jest wątek traktujący o istocie człowieczeństwa. W filmie Kentona, podobnie jak ma to miejsce w rzeczywistości, o tym, kto może aspirować do miana istoty ludzkiej decyduje... drugi człowiek. W pozafilmowej rzeczywistości ci „gorsi” bardzo często znajdywali się pod dyktatem tych rzekomo „lepszych” czy „światlejszych”. Stworzonym przez siebie istotom dr Moreau siłą narzucił system wartości, jakim w jego mniemaniu powinien kierować się człowiek. Jak się z czasem okazuje, naukowiec dla doraźnych korzyści nie wahał się zaprzeczać temu, co wcześniej wypływało z jego ust jako prawda objawiona.

Z perspektywy XXI wieku „Island of Lost Souls” to sympatyczna ramotka, która może nie irytuje, ale trudno ów film wziąć na poważnie. Mało ciekawie wygląda w niej zarówno zbyt prosta w porównaniu z literackim oryginałem fabuła jak również rażąco momentami sztuczna scenografia oraz ubogie udźwiękowienie. Z drugiej jednak strony uważny i mający wiele estymy do filmowej klasyki widz zauważy w dziele Kentona wiele bardzo ciekawych szczegółów, np. rolę Kathleen Burke (jak na tamte czasy dość odważną), naprawdę niezłą charakteryzację, a przede wszystkim sceny z udziałem Beli Lugosiego (słowa wypowiadane przez Głosiciela Prawa stanowiły inspirację dla takich zespołów jak Devo, Meteory czy Van Halen).

Screeny

HO, ISLAND OF LOST SOULS HO, ISLAND OF LOST SOULS HO, ISLAND OF LOST SOULS HO, ISLAND OF LOST SOULS HO, ISLAND OF LOST SOULS HO, ISLAND OF LOST SOULS HO, ISLAND OF LOST SOULS HO, ISLAND OF LOST SOULS HO, ISLAND OF LOST SOULS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ fajna ramotka
+ nie nudzi
+ niektóre sekwencje i ujęcia bardzo ciekawe
+ rola Beli Lugosiego
+ kilka ciekawych refleksji przemyconych z literackiego oryginału
+ świetna odskocznia od współczesnego kina

Minusy:

- zbyt przygodowo
- nie do końca przekonująca scenografia
- brak warstwy muzycznej

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -