Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SHRINE, THE

SHRINE, THE

Shrine, The

ocena:2
Rok prod.:2010
Reżyser:Jon Knautz
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Aaron Ashmore, Cindy Sampson, Meghan Heffern, Ben Lewis, Trevor Matthews, Monica Bugajski
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:2
Ocena użytkowników:4
Głosów:4
Inne oceny redakcji:

Amerykańskie wyobrażenia o naszym kraju powinny się już dawno zmienić, ale chyba nie dotyczy to świata filmu. Wizja typowej polskiej wsi to wciąż mieszanina skansenu, zaścianka i zabobonu, gdzie czas stanął w miejscu dobrze ponad 100 lat temu. Niezależnie od tego, jakimś trafem, małe dzieci mówią tu po angielsku na tyle biegle, że przypadkowy turysta spokojnie się dogada. Skąd ten cud? Ano dzięki polskiej szkole, gdzie języka uczy się od pierwszej klasy i efekty są zdumiewające. I tylko za to można podziękować panu Knautzowi – za stworzenie wrażenia, że na wsi w Polsce zna się języki. Ciekawe, jak się to ma do rzeczywistości...

Walczyłem ze sobą, żeby napisać tę recenzję, bowiem Mr Knautz zafundował mi taką drogę przez mękę, że do dziś jeszcze nie wierzę, że obejrzałem film do końca. Potraktujcie więc moje słowa jako przestrogę, aby nie dotykać tego gniota pod żadnym pozorem!

Czegoś równie koszmarnego, bezsensownego i urągającemu najmizerniejszym spośród nędznych filmów grozy na pewno się nie spodziewałem. Zakładałem, oczywiście, że osadzenie akcji filmu w Polsce może „niechcący” dodać filmowi elementu komediowego za wymowę i składnię użytego tu języka, ale nawet to się reżyserowi nie udało. W tym filmie złe i fatalne jest dosłownie wszystko: aktorstwo, scenariusz, użyte środki, efekty specjalne... Na całe szczęście męka trwa jedynie 80 minut, ale i tak jest to wystarczający okres czasu, aby wielokrotnie pomyśleć o samobójstwie.

Przede wszystkim trudno stwierdzić o co w filmie chodzi. Nie ma tu ani klasycznego zawiązania akcji, ani żadnych dodatkowych informacji, które pozwalają poznać motywacje protagonistów, a napięcia i zwrotów fabularnych praktycznie nie ma. Film jest tak boleśnie liniowy, że dowolny odcinek serialu CSI wydaje się majstersztykiem kinematografii. Oto mamy do czynienia z jakąś niewielką liczebnie sektą osiadłą na wsi Kózki (taka miejscowość rzeczywiście w naszym kraju występuje, chociaż w filmie pada jeszcze inna, tajemnicza nazwa Alwainia), która para się rytualnym składaniem ofiar z turystów, których losy zawiodły właśnie w to miejsce. Teoretycznie ofiary mają odstraszyć zło zamieszkujące spowity mgłą las, ale po kiego czorta mordować akurat turystów? Przecież z pewnością mało ich tu zagląda. Przez całe 80 minut filmu śledzimy właściwie perypetie trojga Amerykanów (dwóch dziennikarek i jednego faceta, który pojechał jako niby-fotograf), którzy udali się do Kózek przeprowadzić śledztwo dziennikarskie i wyjaśnić przypadki zaginięć turystów. Ot, i cała fabuła. Scenariusz jest miałki, liniowy i pozbawiony elementarnego suspensu, a biednemu widzowi przychodzi oglądać dłużące się w nieskończoność sceny łażenia po lesie, składania ofiar (czemu towarzyszy modlitwa „Ojcze nasz” mówiona po polsku) i wyjątkowo nieudolnie nakręconych scen konfrontacji ofiar i myśliwych. Film przypominał mi chwilami fatalnie napisany scenariusz do jakiejś tandetnej gry fabularnej, gdzie prowadzący musiał na szybko i na kolanie stworzyć jakąś namiastkę fabuły. Po prostu wierzyć mi się nie chce, że ktoś zrobił z tego film, który ujrzał światło dzienne.

Gra aktorska jest tu na poziomie teatrzyku przedszkolnego z tą różnicą, że przedszkolaki nieco bardziej przejmują się swoją rolą i wkładają w nią tyle serca, ile mogą. W naszym „dziełku” widzimy kilkoro bohaterów, którzy męczą się na planie niemiłosiernie i sami nie wiedzą, co tu robią. Nie wiem skąd bierze się aktorów do filmów o tak niskiej klasie, ale zakładam, że brak propozycji zmusza ich do wycierania się w tak nędznych tytułach. Śmiech pusty wzbiera także na dźwięk języka polskiego, który wypowiadany jest chyba przez jakichś Polonusów-naturszczyków, których reżyser zagonił do tego filmu. Ich akcent, składnia i dobór słów jest tak archaiczny, że wprost nie do wiary, że ludzie mogliby ze sobą w ten sposób rozmawiać. Chylę wprawdzie czoła przed panem Knautzem, że w ogóle wprowadził do filmu taki element egzotyki, ale dla Polaka słuchanie tych zdań to prawdziwe katusze. Jedynym bodaj akcentem humorystycznym jest reakcja jednej z dziennikarek, która uważa patroszenie świni za obrzydliwe, ale zupełnie jej nie przeszkadza przebywanie w pomieszczeniu pełnym trumien ze zwłokami, które z całą pewnością muszą się już dobrze rozkładać...

Na koniec tej recenzji-pigułki zostawiłem najlepsze, czyli wizerunek polskiej wsi w oczach Amerykanów. Nie można się naturalnie spodziewać, że film był kręcony u nas, ale liczyłem, że może ktoś się choć minimalnie wysili i poprzegląda zdjęcia dzisiejszego polskiego „countryside”. Gdzie tam! Nasi bohaterowie zjawiają się w miejscu, które przypomina zbiorowiska Mormonów: płoty zbijane z desek, wszystko uporządkowane niczym w muzeum, autochtoni poprzebierani jak uczestnicy zabaw odpustowych, a na okrasę mamy spotkanie z pierwszą lepszą dziewczynką, która mówi po angielsku. Okazuje się potem, że tym językiem włada w Kózkach znacznie więcej osób, co mocno podnosi wartość edukacji lingwistycznej na polskiej wsi. Prawda, że ładną nam ocenę wystawili? Reżyser tak mało wie o Polsce lub w ogóle nie zadał sobie trudu, aby wnikliwie się nam przyjrzeć, że nawet tablice rejestracyjne na wynajętym samochodzie są nierealnym zestawem cyfr i liter – zgadza się jedynie symbol „PL” po lewej stronie. Do tego mamy nawet zawodnika, który strzela do intruzów... z kuszy, którą jeszcze własnoręcznie naciąga! Podziwiam, bo naciągnięcie takiej kuszy bez korby jest w zasadzie niemożliwe. Wszystko to sprawia, że film rozgrywa się właściwie nigdzie, a widok tej domniemanej miejscowości z lotu ptaka z pewnością nie pokazuje czegoś, co choćby odlegle pasowało do naszego kraju.

Zaklinam Was, abyście omijali ten film jak zarazę i zdecydowali się raczej na grzebanie patykiem w błocie przez 80 minut, niż narażali komórki mózgowe na niechybną śmierć...

Screeny

HO, SHRINE, THE HO, SHRINE, THE HO, SHRINE, THE HO, SHRINE, THE HO, SHRINE, THE HO, SHRINE, THE HO, SHRINE, THE HO, SHRINE, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jedyny plus za to, że w filmie słychać, wprawdzie często łamany i archaiczny, ale jednak prawdziwy język polski

Minusy:

- za wszystko inne

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -