Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SCREEN AT KAMCHANOD, THE a.k.a Pee chang nang

SCREEN AT KAMCHANOD, THE a.k.a Pee chang nang

Kino w Kamchanod

ocena:5
Rok prod.:2007
Reżyser:Songsak Mongkolthong
Kraj prod.:Tajlandia
Obsada:Achita Pramoi Na Ayudhya, Pakkramai Potranan, Namo Tonggumnerd, Pimonwan Hoonthongkam
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Tajlandia to kraj, którego północny obszar w większości porośnięty jest dżunglą. Są to tereny, do których cywilizacja nie dociera, a przynajmniej nie w takim stopniu jak na inne obszary Tajlandii. Może dlatego po dziś dzień popularną formą rozrywki mieszkańców prowincji są kina objazdowe, które jako jedyne są w stanie dotrzeć do rejonów, na terenie których nie ma rozwiniętej infrastruktury i budownictwa. Zazwyczaj lokują się w okolicy licznych, rozsianych po całym kraju buddyjskich świątyń, dostarczając okolicznym mieszkańcom rozrywki. Kino objazdowe jest także bohaterem tajlandzkiego horroru „The Screened At Kamchanod” w reżyserii Songsaka Mongkolthonga.

W 1989 r. w prowincji Udon Thani, w lasach Kamchanod, doszło do wydarzenia, które nie dało się w racjonalny sposób wyjaśnić. Na polanie pośród gęstego lasu, przed stojącym ekranem z płótna, na którym wyświetlano dziwny film nie było żadnych widzów. W połowie tego seansu-widmo, nagle polana przed ekranem zaludniła się publicznością, gdy jednak projekcja dobiegła końca wszyscy widzowie zniknęli. Wieść o tym zdarzeniu dotarła do młodego lekarza Yuty, który wraz ze swoją dziewczyną, pielęgniarką Aon, małżeństwem znajomych, oraz Rojem, drobnym włamywaczem, pożytecznym przy otwieraniu zamkniętych drzwi, na poważnie zainteresował się paranormalnym zjawiskiem, które wydarzyło się w lasach w Kamchanod. Yut oraz jego przyjaciele postanowili wpierw odnaleźć taśmę z tajemniczym filmem, który wówczas był wyświetlany. Dotarli do obsługujących tamtego wieczora projektor operatorów, ale jeden z nich postradał zmysły, a drugi został znaleziony martwy w kinie. Udało się jednak odnaleźć szpulę z przeklętym filmem. Kierowani ciekawością Yut oraz jego znajomi zdecydowali się na jego seans. Już podczas jego oglądania poczuli, że nie są jedynymi widzami na kinowej sali. Tuż po seansie nawiedzonego obrazu bowiem zaczęły nękać ich przerażające upiory. A to dopiero początek koszmaru, w które zamieniło się ich życie.

To mógł być udany horror. Pierwsze dwadzieścia minut „The Screened At Kamchanod” obiecuję wspaniale zrealizowaną, intrygującą opowieść o tajemniczym zdarzeniu, wywołując pozytywne skojarzenia z japońskim „Noroi: The Curse”, choć obraz Songsaka Mongkolthonga nie jest kolejnym (na szczęście) azjatyckim mockumentaries. Chodzi raczej o fabularne podobieństwa: nie znajdujące racjonalnego wytłumaczenia wydarzenie oraz bohaterowie, którzy zaintrygowani jego niezwykłością starają się dociec prawdy o nim. Niestety po pierwszych kilkudziesięciu minutach trwania filmu, z początkowych obietnic pozostaje jedynie niebywale efektowna realizacja i cały zestaw grzechów, które tajlandzkie kino grozy od lat popełnia w swojej zatwardziałości. Przede wszystkim irytująca jest skłonność tamtejszych filmowców do taniego efekciarstwa, ulegania zgranym do cna chwytom dramaturgicznym, nadużywania efektów CGI, które zazwyczaj psują wszelki nastrój grozy. Irytująca i dla mnie niezrozumiała jest ta przemożna chęć dokręcania śruby filmowego strachu do końca, oszołomienia widza za wszelką ceną, nawet kosztem inwencji i logiki. W horrorze Mongkolthonga, gdy komputerowo generowane duchy zaczynają wyłazić z każdego kąta, rujnują początkową nadzieję na nastrojowy, subtelny film grozy. Owszem, kilka scen jest zrealizowanych ze sporym wyczuciem filmowej materii i reguł gatunku, groza i makabra zgrabnie się w nich splatają (chodzi o scenę w bibliotece oraz scenę z monstrualnie otyłym duchem kobiety). Jest też kilka udanych jump scene`s, które sprawią że nawet weterani filmowego straszenia podskoczą z wrażenia. Tyle, że w horrorze przecież nie takie mechaniczne wywoływanie odruch bezwarunkowego cenimy sobie najbardziej, lecz sugestywnie, mądrze budowane napięcie i grozę. Tymczasem grozę w „The Screened At Kamchanod” zabijają nie tylko nieznośne efekty CGI i wtórność, ale także ich nadmiar. Na domiar złego efekciarstwa bierze górę także na poziomie dramaturgicznym. W pogoni za „zaskakującymi” twistami Mongkolthong gubi sens i choćby odrobinę prawdopodobieństwa. Pod koniec filmu panuje już taki chaos fabularny, pełen zbędnych scen ujęć i wątków (choćby wątek uczuciowych relacji Yuty, Aon i Roja), że widz może się poczuć niczym Bear Grylls zrzucony z samolotu w sam środek tajlandzkiej dżungli.

„The Screened At Kamchanod” – znakomicie, „teledyskowo” zrealizowany film miał szansę wybić się ponad rodzimą przeciętność ghost stories. Ostatecznie jednak pragnąc stać się obrazem oszałamiającym swą wizualną i fabularną efektownością stał się jej ofiarą. I dołączył do grona 98% (mniej więcej) tajlandzkich horrorów, które każdego roku pojawiają się na ekranach kin, skrywając pod swą warsztatową biegłością, nużącą opowieść o duchach.

Screeny

HO, SCREEN AT KAMCHANOD, THE a.k.a Pee chang nang HO, SCREEN AT KAMCHANOD, THE a.k.a Pee chang nang HO, SCREEN AT KAMCHANOD, THE a.k.a Pee chang nang HO, SCREEN AT KAMCHANOD, THE a.k.a Pee chang nang HO, SCREEN AT KAMCHANOD, THE a.k.a Pee chang nang HO, SCREEN AT KAMCHANOD, THE a.k.a Pee chang nang

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ znakomita, efektowna realizacja
+ kilka scen grozy
+ obiecujące pierwsze dwadzieścia minut

Minusy:

- przeciętna tajlandzka ghost story
- efekciarski
- dosłowny i wtórny
- pod koniec filmu zaczyna rządzić już tylko chaos

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -