Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CAPTIFS a.k.a Caged

CAPTIFS a.k.a Caged

Captifs

ocena:5
Rok prod.:2010
Reżyser:Yann Gozlan
Kraj prod.:Francja
Obsada:Zoé Félix, Arié Elmaleh, Goran Kostic, Eric Savin
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:4
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Gdzieś po roku 2000 większość miłośników horroru znużona formalną sztampą i znaczeniową dziecinadą napływającą do nas z USA swą uwagę zaczęła kierować w stronę Azji oraz Europy. Ci, którym z różnych względów nie przypadło do gustu kino grozy (bardzo różnorodne i niejednokrotnie nowatorskie) z Dalekiego Wschodu, znaleźli swoich faworytów we Francji, Belgii czy Hiszpanii. Przez jakiś czas największa popularnością cieszyły się horrory z Francji – z umiejętnie dawkowanym napięciem, dynamiczne, niezwykle emocjonujące, krwawe, świetnie nakręcone i, co najważniejsze, zawsze z jakimś ciekawym kontekstem. Niestety, ostatnie straszaki z tegoż kraju nie przedstawiają sobą niczego interesującego. Podobnie jak te ze Stanów Zjednoczonych coraz bardziej rażą brakiem ciekawych rozwiązań fabularnych. Idealnym tego przykładem jest „Captifs” w reżyserii Yanna Gozlana.

Troje lekarzy wyjeżdża z dotkniętego wojną Kosowa. Przez jakiś czas jako ochotnicy jednaj z organizacji humanitarnych pracowali w szpitalu ochranianym przez siły KFOR. Na skutek prowadzonych działań wojennych oraz chęci znalezienia się jak najszybciej w cywilizowanym miejscu bohaterowie postanawiają ominąć główną drogę i jechać trasami mniej uczęszczanymi, za to wolnymi od licznych patroli. Na jednym z leśnych duktów wpadają w pułapkę przygotowaną przez zamaskowanych napastników.

Historia opowiedziana w „Captifs” jest tak prosta, iż twórcy przekładając ją na język filmowy właściwie mogli obyć się bez scenariusza. Otóż kiedy bohaterowie trafiają do jakiejś obskurnej piwnicy, dość szybko orientują się, a my wraz z nimi, iż ich ciała zostaną „rozparcelowane”, a najcenniejsze organy znajdą swoich bogatych nabywców. Mając tę wiedzę, natychmiast uświadamiamy sobie, iż clou całej opowieści sprowadzać się będzie do próby ucieczki z matni oraz chęci rozprawienia się z psychopatami. Twórcy co prawda starają się „podkręcić” dramaturgię filmu, lecz robią to w sposób, który niejednokrotnie widzieliśmy w amerykańskich produkcjach. Miejsce akcji umiejscawiają na totalnym odludziu, gdzie każde drzewo czy rozpadlina kryć mogą wroga. Czołową postacią czynią kobietę, która w pojedynkę, stawiając czoło bezwzględnym zbirom, uratować ma nie tylko jednego ze swoich towarzyszy, lecz także miejscowe dziecko, na które też ktoś „złożył zamówienie”. I wreszcie najważniejsze, aby wyjść z opresji w jednym kawałku lekarka będzie musiała rozprawić się z fobią nabytą na skutek tragedii, jakiej doświadczyła w dzieciństwie.

Ten do bólu schematyczny obraz ratują dwie rzeczy – czas projekcji oraz dość ciekawa, choć na pewno daleka od oryginalności, refleksja dotycząca zachowań człowieka w czasie, kiedy w konsekwencji działań wojennych przestają funkcjonować normy obowiązujące w czasie pokoju. Niespełna osiemdziesięciominutowa historyjka nakręcona jest na tyle sprawnie, iż ogląda się bez znużenia. Może tylko w środkowej części, kiedy bohaterowie siedzą w piwnicach i rozmyślają nad swym losem, co niektórych może lekko zmęczyć. Niemniej jednak twórcom udało uniknąć dłużyzn czy nic nie wnoszących do fabuły wątków. Jeśli chodzi o drugą z wyżej wymienionych zalet filmu, podczas seansu „Captifs” przypomniała mi się słynna powieść „Łaskawe” Jonathana Littella. Otóż Amerykanin w swym dziele postawił tezę, iż wojennym potworem, zbrodniarzem na miarę najgorszych SS-manów zawiadujących Holokaustem może zostać każdy, komu tylko mocno poluźni się moralne i etyczne „cugle”. Wojna, czyli w pewnym sensie czas anarchii, wywołuje w przeciętnych, niczym dotąd niewyróżniających się ludziach, najbardziej skrajne postawy (czego przykładem może być chociażby postępowanie Polaków podczas II wojny świtowej). Jedni, widząc wokół siebie ogrom cierpienia zdobywają się na niezwykłe bohaterstwo, inny znowu, bez jakichkolwiek zahamowań, potrafią z uśmiechem na ustach wzbogacić się kosztem ofiar. Z takim właśnie przypadkiem mamy do czynienia w „Captifs”. Miejscowi, wykorzystując konflikt zbrojny, porywają zarówno swoich jak i przybyszów z zagranicy, by ich kosztem szybko zbić fortunę dostarczając najprawdopodobniej kontrahentom z Zachodu najbardziej poszukiwane narządy.

„Captifs” Yanna Gozlana to filmowy przeciętniak z kategorii tych, które w trakcie seansu może nie usypiają, jednak ze względu na miałkość scenariusza szybko ulatują z pamięci. Dlatego też polecam go jedynie tym, którzy z najróżniejszych względów dysponują oceanem wolnego czasu. Inni projekcję tegoż obrazu mogą sobie darować.

Screeny

HO, CAPTIFS a.k.a Caged HO, CAPTIFS a.k.a Caged HO, CAPTIFS a.k.a Caged HO, CAPTIFS a.k.a Caged HO, CAPTIFS a.k.a Caged HO, CAPTIFS a.k.a Caged

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ osadzenie akcji w kotle konfliktu bałkańskiego
+ bohaterami nie są dzieciaki w ciałach nastolatków
+ niezłe pierwsze pół godziny filmu

Minusy:

- historia banalna i pozbawiona jakiegokolwiek elementu zaskoczenia
- czasami lekko przynudza
- wykorzystywanie zgranych przez Amerykanów schematów fabularnych (dlaczego Ameryka ma być siedliskiem zła, kiedy w Europie też mogą uprawiać swój proceder psychopaci)

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -