Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:EATERS a.k.a Eaters: Rise of the Dead

EATERS a.k.a Eaters: Rise of the Dead

Eaters

ocena:4
Rok prod.:2011
Reżyser:Luca Boni, Marco Ristori
Kraj prod.:Włochy
Obsada:Alex Lucchesi, Rosella Elmi, Guglielmo Favilla, Claudio Marmugi
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Słysząc frazę “włoskie kino grozy” niejednemu miłośnikowi gatunku od razu na myśl przyjdą Dario Argento, Mario Bava, Lucio Fulci, twórcy bez których aż trudno sobie wyobrazić historię horroru. Bardziej dociekliwi i znający się na rzeczy wiedzą, iż kapitalne filmy z Półwyspu Apenińskiego wychodziły także spod ręki takich reżyserów jak Joe D’amato, Ruggero Deodato, Umberto Lenzi, Pupi Avati, Lamberto Bava czy Gianfranco Giagni. Ostatnimi laty jednak włoski horror przeżywa kryzys. Wielu zawiódł nawet mistrz Argento („Matka łez”, „Giallo”). Niestety, włoskie kino grozy z kolan nie podniesie także pochodząca z 2011 roku produkcja „Eaters” wyreżyserowana przez duet Luca Boni i Marco Ristori.

Za sprawą wywołanej przez człowieka epidemii świat pogrążył się w chaosie. Większość ludzi zamieniła się w krwiożercze monstra polujące na resztkę ocalałych. Ci. którym udało się uratować, egzystują na ruinach dawnej cywilizacji. Jedni skupiają się w dziwacznych parareliginych czy nawiązujących do nazizmu grupach, inni dysponując resztką sprzętu próbują dociec istoty choroby, jaka zdziesiątkowała ludzkość. Głównymi bohaterami filmu są Igor i Alen, dwaj łowcy parający się wyłapywaniem żywych trupów mających posłużyć jako materiał eksperymentalny dla Gyno, naukowca starającego odwrócić proces zamiany człowieka w zombie.

Apokalipsę podobną do tej, jaką zaserwowali nam w „Eaters” Włosi widzieliśmy już wielokrotnie. Jedynym novum w ich obrazie jest to, iż wirus, który uczynił z ludzi hordy żywych trupów okazał się szczególnie zjadliwy wobec kobiet. Tym samym właściwie od początku seansu wiemy, iż dla świata, który obserwujemy na ekranie nie ma żadnego ratunku. Wszak bez żeńskich przedstawicieli danego gatunku jego odtworzenie jest niemożliwe. Poza tym włoska produkcja to chaotyczny i na poły amatorski konglomerat klisz „pożyczonych” od Romero, Boyle’a, Paula W.S. Andersona czy Hillcoata. Mamy więc nie tylko legion żywych trupów bezwładnie przemierzający połacie opuszczonych przez ludzi ziem, lecz także na wpół szalonego naukowca dokonującego na zombie (i nie tylko) ogromną ilość eksperymentów, nielicznych pragnących jakoś przeżyć w strasznych czasach i wreszcie ocalałych, dla których apokalipsa oznacza także zerwanie ze wszystkimi wartościami, dzięki którym ludzie żyli ze sobą w stanie względnego pokoju. Podobnie jak w licznych straszakach o monstrach powstałych na skutek pandemii, bohaterowie „Eaters” dość szybko przekonują się, iż żyjący mogą stanowić nie mniejsze niebezpieczeństwo niż sfora nieumarłych.

Boni & Ristori w przeciwieństwie chociażby do Romero czy Yanna Demange nawet nie starali się nadać swojemu filmowi dodatkowych znaczeń czyniąc go czymś więcej niż tylko dynamicznym akcyjniakiem z rozwalaniem zombie jak clou całego przedsięwzięcia. Bohaterowie „Eaters” niby jakąś tam misję mają, rzecz w tym, iż ich historia sprowadza się tak naprawdę do wędrówki z punktu A do punkt C przez punkt B. Co jakiś czas łowcy muszą stawić czoło wrogowi czyhającemu na ich życie. Agresorami są zarówno martwiaki jak i żywi i całkiem żwawi ludzie. Gdyby ów pomysł, prosty bo prosty, ale horror bardzo często takimi konceptami się „żywi”, zrealizowany został na fundamencie kilku intrygujących zwrotów akcji, nadających filmowi przykuwający uwagę rytm, wszystko byłoby w porządku. Włoska produkcja stanowiłaby przykład idealnego filmu na jeden seans. Z czasem jednak kolejne pojedynki bohaterów zaczynają nużyć, retrospekcje przestają ciekawić, zaś finał, efekciarski i przewidywalny, zamiast trzymać w napięciu wywołuje uczucie ulgi, że lada moment zobaczymy napisy końcowe.

Zamysł, by umieścić akcję filmu w świecie chylącym się ku całkowitemu upadkowi, to o wiele za mało, by uczynić produkcję grozy zajmującą. Dzisiaj trudno także za arcyciekawe uznać zombie efektownie unicestwiane przez bohaterów. U współczesnego odbiorcy grozy nie budzą również monstra co jakiś czas krwawo unicestwiające ocalałych z pandemicznej hekatomby. Starsze horrory z zombie w roli głównej cieszyły albo niezłymi pomysłami fabularnymi (np. u Romero), albo dopracowanymi, a przez to szokującymi, efektami gore (włoskie kino grozy). Boni & Ristori postarali się jedynie, by czołówkę ich „Eaters” „uświetniło” nazwisko Uwe Bolla.

Ujmując rzecz najkrócej, “Eaters: Rise of the Dead” słabo sprawdza się zarówno jako budzące fascynację zombie movie, jak również w charakterze zgrywy z tejże odmiany horroru.

Screeny

HO, EATERS a.k.a Eaters: Rise of the Dead HO, EATERS a.k.a Eaters: Rise of the Dead HO, EATERS a.k.a Eaters: Rise of the Dead HO, EATERS a.k.a Eaters: Rise of the Dead HO, EATERS a.k.a Eaters: Rise of the Dead HO, EATERS a.k.a Eaters: Rise of the Dead HO, EATERS a.k.a Eaters: Rise of the Dead HO, EATERS a.k.a Eaters: Rise of the Dead

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ momentami jest krwawo i dynamicznie
+ kilka ciekawych pomysłów
+ dołująca atmosfera braku nadziei

Minusy:

- chwilami nudzi
- kolejny film z cyklu „bij, zabij zombiaka”
- brak logiki w poczynaniach bohaterów
- fabularny chaos

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -