Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:INTRUDER, THE a.k.a. Khew ar-khard

INTRUDER, THE a.k.a. Khew ar-khard

The Intruder

ocena:3
Rok prod.:2010
Reżyser:Thanadol Nualsuth
Kraj prod.:Tajlandia
Obsada:Akara Amarttayakul, Parichat Asadornteptai, Chaiwat Boonsungnuern, Vasana Chalakorn
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Horror karmi się ludzkimi lękami. Lęk może budzić to co nieznane, tajemnicze, niewytłumaczalne (np. duchy), ale również to, co jest przedmiotem tabu (np. ludzkie zwłoki) albo to, co wywołuje odrazę (np. robactwo). Od wieków wstręt wzbudzały w człowieku także niektóre zwierzęta, które ze względu na swoją budową anatomiczną, zwyczaje czy zachowania, traktowane były jako stworzenia wyjątkowo niemile widziane w otoczeniu człowieka. Niektórzy odczuwali wobec nich nie tylko odrazę, ale wręcz czuli lęk. Uważane za swoiste persony non grata w świecie ludzi są różnego rodzaju owady (karaluchy), pająki, nietoperze, myszy, szczury i węże. Te ostatnie ze względu na swoją bezkończynową, oślizgłą budowę ciała oraz niejednokrotnie śmiercionośny jad od wieków traktowane były jako stworzenia szczególnie wrogie człowiekowi a zarazem budzące lęk (ofidofobia). Nic dziwnego, że w religiach monoteistycznych wąż symbolizuje szatana, a w krajach azjatyckich jest tępiony na skalę przemysłową. Przeklęty, wyganiany gad znalazł jednak przytulne schronienie w… kinie grozy. Śmiertelnie niebezpieczny, odrażający, tajemniczy i nieprzewidywalny wąż stał się niemal wymarzonym „czarnym charakterem” horrorów. Serwis IMDB podaje ok. tysiąca tytułów, w których pojawia się ten oślizgły gad. I jeśli nawet nie wszystkie filmy z tej pokaźnej liczby opowiadają o krwiożerczych wężach, to i tak nie ulega wątpliwości, że filmowcy w sposób szczególny upodobali sobie te jadowite bestie. Oto jeden z najświeższych przykładów – tajlandzki horror „The Intruder” w reżyserii Thanadola Nualsutha.

Suvarnabhumi to największy port lotniczy w Tajlandii. Zanim jednak w 1983 r. został wybudowany tereny, na których miał stanąć znane były jako Bagna Królewskiej Kobry. Robotnicy pracujący na budowie natknęli się podczas swoich prac na nieoczekiwaną przeszkodę - ogromne drzewo bananowca. Gdy je wycięli, spod jego korzeni wypełzło tysiące węży, które zostały w brutalny sposób spacyfikowane przez ludzi. Okoliczni mieszkańcy zaczęli opowiadać o Duchu Kobry, który pałał zemstą za masakrę gadów wyrządzoną przez człowieka. Wiele lat później w pobliżu lotniska wybudowano apartamentowiec. Choć w okolicy dochodziło do zagadkowych ataków węży wymierzonych w ludzi, mieszkańcy apartamentowca nie przypuszczali, że wkrótce w zamieszkanym przez nich budynku rozegra się prawdziwy koszmar. Oto bowiem nadszedł czas krwawej zemsty Ducha Kobry. Grupa bohaterów, wśród których jest zarówno troje nastolatków, amatorski zespół hardrockowy, jak też małżeństwo z córeczką, dwoje ludzi z kamerą a także lekarz Nick oraz jego była dziewczyna Jan – wszyscy oni już niebawem znajdą się w śmiertelnej pułapce otoczeni przez tysiące węży.

„The Intruder” Thanadola Nualsutha to smutny przykład, że węże nawet w kinie grozy nie mogą znaleźć sobie godnego miejsca. Prawda jest bowiem okrutna. Spośród wspomnianego tysiąca obrazów traktujących o oślizgłych gadach trudno byłoby znaleźć choćby jeden, który zapadałby na dłużej w pamięci. Kandydatem mógłby być ewentualnie hammerowski klasyk „Kobieta-wąż” Johna Gillinga z 1966 r. gdyby się tak mocno nie zestrzał. Obraz Nualsutha nie jest stary, wręcz przeciwnie do pełni „nowoczesności" brakuje mu tylko 3D. Trójwymiaru nie ma, ale za to straszą nas komputerowe, niezbyt udane podróbki autentycznych węży. Ale podróbek jest tu więcej.

Te generowane w komputerze węże trafnie odzwierciedlają charakter tego tajlandzkiego animal attack. Tak jak nienaturalne, sztuczne są sunące z zawrotną prędkością po podłodze korytarzy budynku gady, tak sztuczna, wyprana choćby z pozorów realizmu, i co gorsza logiki jest cała przedstawiona opowieść. Szczerze powiedziawszy chyba po raz pierwszy spotkałem się z horrorem, który zachowując śmiertelną powagę i nie kryjąc swych moralizatorskich ambicji, jest filmem w tak rażący sposób pozbawionym logiki. Scenarzyści „The Intruder” ( w liczbie dwóch) pisali skrypt do filmu najpewniej będąc na ciężkim kacu, bo ilość scen, w których bohaterowie zachowują się jak osoby pozbawione mózgów jest przerażająca. Przykłady? Choćby scena, w której bohater pozbywa się strażackiego topora, choć mógłby mu posłużyć za broń niewątpliwie bardziej skuteczną niż gołe ręce, którymi rzuca się na węże. Zaskakujące (hehe!) jest to, że w budynku przestają nagle działać telefony komórkowe, a jedyny sprawny aparat jedna z bohaterek wykorzystuje nie do wezwania pomocy, lecz konwersacji ze swym szefem. Z kolei innemu z bohaterów komórka spada w kłębowisko węży, ten zaś wyciąga rękę, by ją sięgnąć i – co za niespodzianka! - zostaje pokąsany. Bohaterka, którą zostaje wypchnięta z windy zamiast czym prędzej uciekać przed ścigającymi ją gadami, rozpacza tak długo, że w końcu dopada ją chmarę gadów, które – i tu kolejna niespodzianka! - bez pospiechu, zbiorowo atakują nieszczęśniczkę. Dwie jednak fabularne wpadki biją na głowę wszystkie mniejsze lub większe niedorzeczności przedstawione w „The Intruder”. Po pierwsze: dlaczego bohaterowie po prostu nie wyszli z budynku, tylko bezcelowo biegają po jego korytarzach, dając się łatwo pożreć wściekłym gadom? Gdyby widz został poinformowany, że droga wyjścia jest zablokowana czy z jakiegoś powodu niedostępną, ale nic z tego. Bohaterowie niczym stado baranów przeganiane jest przez chmary wężów z jednego kąta w drugi. A po drugie właśnie: twórcy filmu… gubią po prostu jedną z postaci (dziewczyna w stroju stewardesy).

Jasne, horror nie jest gatunkiem, w którym precyzja i logika są najistotniejsze, ale choćby pozory prawdopodobieństwa i realizmu są wskazane. Są wskazane po to, żeby na czas seansu „zawiesić swą niewiarę” i utożsamić się bohaterami. W „The Intruder” głupota filmowych postaci i fabularny chaos sprawia, że guzik nas obchodzi kto, kiedy i jak zginie. A przecież film Nualsutha opowiada o dramatycznych wydarzeniach: grupa osób otoczona przez jadowite bestie walczy o przetrwanie. Sytuacja uciekających przed wściekłymi gadami bohaterów jest napięta do granic możliwości wszak muszą podejmować dramatyczne decyzje. Nic dziwnego, że co poniektórym bohaterom puszczają nerwy, że rzucają się sobie do gardeł. Ale jedyną reakcją ze strony widza jest nerwowe zerkanie na zegarek. Jak na złość film trwa ponad 100 minut!

Czy są jakieś zalety? Niezła jest czołówka (przypomniał mi się tajlandzki horror „Body #19) – nakręcona w jednym długim ujęciu wędrówka po kanałach, której nie psuje nawet komputerowa kobra, atakująca z nagła szczura, którego śledzi kamera. Niezły i efektownie, prezentujący najważniejszych bohaterów jest także prolog, gdy w jednym ujęciu kamera podąża za poszczególnymi postaciami. Niestety, kiedy miałem nadzieję, że chociaż od strony realizacyjnej obraz Nualsutha będzie trzymał wysoki poziom typowy dla tajlandzkich produkcji grozy, w jednej ze scen ( w mieszkaniu, w którym skryli się bohaterowie) w kadr bezczelnie wpychają się mikrofony! Dla profesjonalnego obrazu, jakim ambicję ma być „The Intruder”, to kompromitacja! Daję „trzy czaszki” tylko dlatego, że początek wypada efektownie, no i bywają znacznie gorsze filmy.

Screeny

HO, INTRUDER, THE a.k.a. Khew ar-khard HO, INTRUDER, THE a.k.a. Khew ar-khard HO, INTRUDER, THE a.k.a. Khew ar-khard HO, INTRUDER, THE a.k.a. Khew ar-khard HO, INTRUDER, THE a.k.a. Khew ar-khard

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ czołówka i prolog od strony realizacyjnej
+ dwa, trzy momenty gore

Minusy:

- puk, puk, jest tam choćby jakiś cień logiki?
- mikrofony w kadrze
- komputerowe węże
- zero emocji
- zero napięcia
- zero grozy
- trwa ponad 100 minut

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -