Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:TERRITORIES

TERRITORIES

Territories

ocena:6
Rok prod.:2010
Reżyser:Olivier Abbou
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Roc LaFortune, Sean Devine, Nicole Leroux, Cristina Rosato, Michael Mando, Alex Weiner, Stephen Shellen, Tim Rozon
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Amerykańska interwencja w Iraku stworzyła zupełnie nowy ład na świecie i całkowicie odmieniła oblicze i wizerunek USA w oczach innych krajów – co do tego nie ma wątpliwości. Dla jednych była to zmiana na gorsze, a dla innych konieczny etap w rozwoju tego kraju jako „żandarma pokoju”. Świat muzułmański natomiast tylko na tym stracił: cień podejrzeń i nieskrywanych często uprzedzeń o podłożu rasistowskim spowodował, że dla wielu sam widok kobiety ubranej w burkę wystarcza, aby zaraz spodziewać się odgłosu wybuchających bomb. Nie ma tu za wiele miejsca na zdrowy rozsądek czy logikę, bo wszystko zastąpiły emocje, najczęściej negatywne. O dwóch takich, co wzięli sobie to wszystko za bardzo do serca opowiada film Oliviera Abbou.

Przedstawiona historia należy do nurtu tzw. „exploitation movies”, czyli filmów gdzie jeden lub kilku maniaków znęca się w przeróżny sposób na mniej lub bardziej przypadkowych ofiarach. W naszym przypadku ma to jednak drugie dno. Oprawcami (bezimiennymi) są weterani pierwszej wojny w Iraku, podczas której odbyli służbę w bazie Guantanamo (później „osławionej” z zupełnie innych powodów). Doświadczenia tej wojny odcisnęły na nich duże piętno, a styczność z używanymi tam chemikaliami całkowicie zrujnowały zdrowie jednego z nich. Ten akurat wątek jest dość autentycznym elementem filmu, a na temat traumatycznych skutków udziału w wojnie i dewastacji psychicznej i fizycznej u amerykańskich żołnierzy powstały setki artykułów i książek. Wątek zdecydowanie prosi się o pogłębienie, ale nie mamy wszak do czynienia z dramatem psychologicznym, a horrorem, więc musimy się zadowolić tym, co jest.

W łapy naszych weteranów-rzeźników dostaje się piątka młodych ludzi wracających z wesela z Kanady. Zostają zatrzymani krótko przed granicą amerykańską, a procedura sprawdzania tożsamości zaczyna się przedłużać. Pozornie pretekstem jest rutynowa procedura i stłuczone przednie światło (zderzenie z łosiem), ale zachowanie „strażników” granicznych staje się coraz bardziej inwazyjne i natarczywe. Sytuacja błyskawicznie wymyka się spod kontroli i ofiary same dostarczają pretekstów, aby oprawy mogli sięgnąć po przemoc. Widać, że jest to dobrze wyreżyserowany spektakl, a „strażnicy” ani na chwilę nie tracą zimnej krwi. Nie można tego natomiast powiedzieć o ofiarach, które powoli poddają się panice i ulegają przemocy. Przełomem jest chwila śmierci jednego z zatrzymanych, zastrzelonego w czasie szarpaniny ze „strażnikiem”. Od tego momentu ofiary są już całkowicie w mocy katów, a my, widzowie, zamieniamy się w niemych obserwatorów stopniowego procesu destrukcji psychicznej pojmanych. Już dość wcześnie pojawia się jednak trudność w zrozumieniu motywacji oprawców, którzy zdają się być fanatykami opętanymi ideą obrony kraju przed „obcymi elementami wywrotowymi”. Nie do końca bowiem czytelne jest wobec kogo kierują oni swoje pretensje: muzułmanom, Żydom, nie-Amerykanom w ogóle czy każdemu, kto wyda się im podejrzany? Wśród młodych ludzi wracających z wesela jest i ktoś o wyraźnie bliskowschodnich rysach, jest i Żydówka, ale także zwykli Amerykanie. Dalsze procesy inscenizowanych przesłuchań i tortur to nie tylko próba odtworzenia mąk, jakim poddawani byli więźniowie przetrzymywani przez siły koalicji anty-irackiej (tyle, że w czasie II, a nie I wojny w Iraku), ale także dowód na to, że katom chyba nie chodzi o nic innego, jak o wyładowanie własnych urojonych frustracji i lęków. Jeden z nich stracił wszak zdrowie walcząc dla kraju i wyraźnie widać, że chce się za to „odegrać”.

Myślę, że można interpretować film i jako zwykłą opowiastkę o parze psychopatycznych rzeźników, którzy umyślili sobie, że trzeba przywrócić Ameryce cześć i chwałę, ale także jako przypowieść o tym, do czego prowadzi fanatyczna, amerykańska wojna ze światem muzułmańskim. Nie posądzam pana Abbou o chęć moralizowania czy próbę wystawienia oceny za bezsensowną i okrutną okupację Iraku czy strefy Zatoki Perskiej w ogóle, bo do tego nurt filmów grozy raczej nie służy – nie ta publika i siła oddziaływania. Uważam jednak, że Olivier Abbou mógł zechcieć pobawić się z widzami w niedopowiedzenia i podteksty, które pozostawił do indywidualnej interpretacji. Jak bowiem odczytać postać prywatnego detektywa, który pojawia się zupełnie znikąd w środku filmu? Facet ma własne problemy – jest narkomanem i wydaje się, że samotnie wychowuje córkę – a jego działania, zachowanie i wygląd sugerują, że w jego życiu panuje spory bałagan. Jeżeli uznamy, że funkcjonuje on jako „zbawca” to jasno widać, że jest bezsilny w zderzeniu z tak skonstruowanym okrucieństwem. Może to jest alegoria dla całego zaangażowania Ameryki w niesienie „demokracji” do świata muzułmańskiego, a może jedynie puszczenie oka do widza, żeby miał o czym myśleć? Tak czy inaczej, film pozostawia interesujące pole do interpretacji.

Czy filmowi czegoś brakuje? Myślę, że przede wszystkim dynamiki. Po mocnym początku, który i tak jest dość ślamazarny, zanurzamy się całkowicie w świecie katów, a tam z niczym się nie spieszą. Akcja rozwija się powoli i bez wyraźnego celu. Widz szybko rozumie, że przełomów tu nie będzie. Nawet pojawienie się tajemniczego prywatnego detektywa (bo kto go właściwie wynajął?) niewiele zmienia, bo facet porusza się po omacku i ma więcej szczęścia, niż rozumu. Zabrakło także elementu jakiegoś szerszego oporu, a nie chce się wierzyć, żeby na walkę o życie zdobył się jedynie astmatyk, który ledwie oddycha? Zastanawiam się również, czy rzeczywiście nie było szans zorientować się, że patrol policji granicznej zachowuje się zbyt dziwnie, aby być prawdziwy? Czy to sugestia, że Amerykanie tak bardzo boją się wszelkich służb, że na ich widok idą na każdą współpracę? Jeżeli to prawda, to jest to istotnie przerażające, jak wielka jest ich władza. Nie chce się także wierzyć, że sprawą zaginięcia nie zainteresowała się policja federalna (chodzi wszak o pięcioro młodych ludzi), którzy zniknęli bez śladu? Żadnej ekipy poszukiwawczej, żadnych wizyt w domku obu weteranów (poza jednym szeryfem) – i to tyle? Myślę, że w klasycznym thrillerze psychologicznym potraktowano by to zupełnie inaczej. Mimo tych mankamentów film ogląda się dobrze, a jego nieco powolna i melancholijna atmosfera jest wystarczająco atrakcyjna, aby przykuć nas do ekranu na 90 minut.

Screeny

HO, TERRITORIES HO, TERRITORIES HO, TERRITORIES HO, TERRITORIES HO, TERRITORIES HO, TERRITORIES

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ciekawy pomysł na fabułę
+ nieco melancholijna atmosfera
+ interesujące wykreowania własnego, prywatnego wszechświata, gdzie rzeczywistość rządzi się innymi prawami
+ początek filmu jest ciekawym studium relacji obywatel-władza w USA

Minusy:

- za mało dynamiki
- nie do końca czytelne przesłanie
- chwilami kulejąca logika
- trudno uwierzyć, aby takie zdarzenie mogło się rzeczywiście wydarzyć

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -