Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ATROCIOUS

ATROCIOUS

Atrocious

ocena:5
Rok prod.:2010
Reżyser:Fernando Barreda Luna
Kraj prod.:Hiszpania / Meksyk
Obsada:Cristian Valencia, Clara Moraleda, Sergi Martin
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Przygody horroru z konwencją mockumentary ciąg dalszy. Tym razem w przy udziale producentów hiszpańskich i meksykańskich. Niejaki Fernando Barreda Luna kręcąc „Atrocious” postanowił zmierzyć się z najbardziej komentowanymi filmami wspominanego wyżej nurtu, mianowicie z „Blair Witch Project” oraz „Paranormal Activity”. Z racji ewidentnych inspiracji wymienionymi filmami trudno wobec „Atrocious” użyć miana „powiew świeżości”, niemniej jednak fanom found-footage-movies obraz Luny powinien się spodobać.

Rodzina Quintanilla wyjeżdża na prowincję, do letniej posiadłości, w której nie byli przez 10 lat. Cristian i July, najstarsze z trojga dzieci Quintanilla, postanawiają wykorzystać rodzinną eskapadę, by przyjrzeć się bliżej legendzie poświęconej terenom znajdującym się nieopodal posiadłości. Młodzi ludzie mają plan, by w oparciu o zebrane materiały nakręcić film dokumentalny traktujący o jednej z miejscowych „urban legends”. Jak nietrudno się domyślić, dom do którego zawitali Quintanilla stanie się areną przerażających wydarzeń.

Uważam, iż konwencja mockumentary, ze względu na subiektywny, a przez to bazujący na emocjach sposób prowadzenia filmowej narracji jest wręcz stworzona do opowiadania historii mających wywołać w odbiorcy uczucie niepokoju. Pozornie bowiem przekaz, czyli opowieść oraz przeżycia uczestniczących w niej bohaterów, dociera do nas nie dzięki ekipie filmowej, a więc grupie anonimowych pośredników, a bezpośrednio od ludzi, którzy zetknęli się z czymś budzącym skrajne przerażenie. Ów trick wywołuje w nas, widzach, wrażenie, iż obcujemy z czymś na kształt autentycznego zapisu niezwykłych wydarzeń. Taki „dokument” często „podrasowany” zostaje informacją, jakoby stanowił materiał zabezpieczony przez policję na miejscu zbrodni (tak jest chociażby w przypadku „Paranormal Activity” czy opisywanego tu „Atrocious”). Inną sprawą jest to, iż na horrory stylizowane na dokumenty panuje ostatnio moda. A ta, jak nic innego, zabija w sztuce oryginalność i niweczy w twórcach pragnienie poszukiwania w swych dokonania wyjątkowości i różnorodności.

Pierwsze pół godziny „Atrocious” nawet nie sugeruje tego, co wydarzy się w drugiej części filmu. Dzięki temu, że rodzeństwo ma dwie kamery, lepiej poznajemy zarówno ich, jak i resztę familii Quintanilla. Kiedy wszyscy wreszcie trafią do letniej posiadłości w Sitges, zaprezentowany zostaje nam zarówno sam budynek, wcale niemały, jak również położony nieopodal strasznie zapuszczony, ale na swój sposób imponujący ogród-labirynt. To po odkryciu jego tajemnic - dziwnej świątyni dumania, tajemniczych ścieżek, wreszcie głębokiej studni - w domostwie zaczynają dziać się coraz straszniejsze wydarzenia. I finał, wraz z co prawda trochę mętnym, lecz na pewno zaskakującym zakończeniem, to najmocniejszy punkt całego filmowego przedsięwzięcia. Akcja mknie do przodu, jedno niespodziewane wydarzenie goni następne, zaś prawdziwy horror twórcy postanowili zawrzeć nie w przemocy czy w lejącej się hektolitrami krwi, lecz w tym, co niewidoczne i niedopowiedziane.

Słabość „Atrocious” tkwi nie w braku oryginalności, bo i gatunek nie rości sobie do tego praw, a i twórcy wręcz jawnie odwołują się do „Blair Witch Project” i „Paranormal Activity”, lecz w sposobie zawiązania akcji oraz prezentacji bohaterów. A przecież oba aspekty w filmowej grozie odgrywają kluczowe znaczenie. Pierwsza część produkcji Luny została najzwyczajniej niewykorzystana. Nie dowiadujemy się z niej nic ponad to, iż Quintanilla to dosyć zamożna rodzina, którą stać na utrzymanie domu za miastem. Poza tym ot, zwyczajna, normalna hiszpańska rodzina z psiakiem. Tyle że innym filmowcom dzięki kilku inteligentnym ujęciom zajęłoby to nie pół godziny, a kilka minut. Potem „Atrocious” na szczęście nabiera tempa i kiedy akcja przenosi się do wspomnianego wyżej labiryntu, gdzie na bohaterów naprawdę czyha niebezpieczeństwo, można powiedzieć, iż wreszcie mamy do czynienia z filmem grozy.

Czy „Atrocious” Fernando Barreda Luny oferuje coś więcej poza opowieścią o przyczajonym w mroku złu? Cytat poprzedzający film oraz symbolika (labiryntu oraz studni) mogłyby sugerować, iż twórcy próbują nam sprzedać jakąś prawdę o naturze człowieka. Nie wiem jednak, czy w przypadku „Atrocious” jest sens wnikać szczególnie mocno w tego typu zagadnienia. Wszak omawiany tu obraz jest horrorem, a więc filmem mającym trzymać widzów w napięciu. Tym bardziej, iż formuła quasi dokumentu, z definicji charakteryzująca się chaotycznym prowadzeniem narracji, nie służy kontemplacji znaczeń i „rozkminiania” metafor. Komu zatem obraz Fernando Barreda Luny powinien się spodobać? Tym fanom kina grozy, dla których „Blair Witch Project”, „Paranormal Activity”, „[REC]” czy „Lake Mungo” to perełki gatunku. Inni będą kręcić nosem, „bo to przecież już było”, a poza tym „trzęsąca kamera tylko mnie denerwuje”.

Screeny

HO, ATROCIOUS HO, ATROCIOUS HO, ATROCIOUS HO, ATROCIOUS HO, ATROCIOUS HO, ATROCIOUS HO, ATROCIOUS HO, ATROCIOUS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ naprawdę niezła druga część filmu
+ przekonujące zdjęcia nocne
+ akcja dziejąca się w labiryncie
+ zakończenie

Minusy:

- dla tych, którym przejadło się mockumentary „powtórka z rozrywki”
- nudna pierwsza część obrazu
- mało przekonujący bohaterowie
- kilka zbędnych, bo nic niewnoszących do filmu scen

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -