Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PULSE (1988)

PULSE (1988)

Impuls

ocena:6
Rok prod.:1988
Reżyser:Paul Golding
Kraj prod.:USA
Obsada:Cliff De Young, Roxanne Hart, Joseph Lawrence, Matthew Lawrence
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Dwudziesty wiek to okres niesamowitego postępu technologicznego, możliwego przede wszystkim dzięki powszechnej elektryfikacji, która w wielu krajach (także w Polsce) rozpoczęła się pod koniec XIX wieku. Obecnie jesteśmy całkowicie uzależnieni od energii elektrycznej. Czy bez zastanowienia potraficie wymienić choć jedno urządzenie domowe, które nie potrzebuje przynajmniej kilku woltów? Dwudziestowieczny postęp techniczny to nie tylko nowe wynalazki, ale także ich ciągły rozwój. Wystarczy wspomnieć komputery, ale przecież znaczna przemiana spotkała zwykłą żarówkę. Progres i nowe urządzenia elektryczne spowodowały w dwudziestowiecznym człowieku obawy przed nowymi wynalazkami. W filmie i literaturze reprezentowane przede wszystkim przez komputery i androidy. W 1988 roku Paul Golding poszedł jednak nieco inną drogą. W recenzowanym „Impulsie” zagrożenie stanowi bezpośrednio płynący w przewodach prąd, bądź poza nimi iska elektryczna.

Głównym bohaterem obrazu Goldinga jest David, chłopiec, który przyjeżdża w odwiedziny ojca i macochy, do ich nowego domu na przedmieściach. Któregoś dnia dorośli wychodzą na imprezę, zostawiając chłopca samego. Kilka godzin po ich wyjściu w budynku zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Pierwszy psuje się telewizor, potem różnego typu awariom ulegają także inne elektryczne sprzęty. Początkowo zdarzenie wydaje się splotem dziwnych okoliczności. Usterki jednak nie ustają, a ich występowanie dalekie jest od przypadku. Ze strony domu, a w zasadzie tego, co się w nim czai, rodzinie zagraża niebezpieczeństwo.

Dom kojarzy się z poczuciem bezpieczeństwa, którego nie jesteśmy pewni nigdzie poza nim. Im na dłużej go opuszczamy, tym bardziej jesteśmy ostrożni. Na zewnątrz spotkać nas może wiele złego – wypadki drogowe, katastrofy lotnicze, narażeni jesteśmy na groźne wirusy. Twórcy filmu częściej jednak poruszają się po drastyczniejszych spotkaniach z innymi ludźmi – bezwzględnymi mordercami, czasem z dzikimi zwierzętami oraz wszelkimi ponad naturalnymi stworami. Najbardziej jednak przerażają te obrazy, których akcja rozgrywa się w naszej „twierdzy”, w naszym domu. Bohaterowie recenzowanego filmu to przeciętna rodzina. Przeciętna nie tylko w amerykańskim rozumieniu, choć typowa dla USA – średniozamożna, żyjąca na przedmieściach. Golding, co uważam za bardzo udane, nawet w jakiś sposób to podkreśla. Główni bohaterowie to rozbita, ale nie nieszczęśliwa, rodzina. Rodzice Davida ułożyli sobie życie od nowa. W filmie nie poznamy bezpośrednio rodzicielki chłopca, jednak będzie ona porównywana z nową żoną jego ojca. Golding nawet wykorzystał tę sytuację by uwidocznić wspomnianą przeze mnie we wstępie nieufność ludzi wobec nowych wynalazków. „Impuls” zatem to dosyć typowa opowieść o rodzinie (na szczęście bez nadmiernego dramatyzowania), która zmierzy się z tym „czymś”. Nie było to oczywiście niczym nowym, również w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Także zło czające się w urządzeniach elektrycznych już się pojawiało. Warto sobie przypomnieć telewizor z „Ducha” (oryg. „Poltergeist”, 1982, reż. Tobe Hooper). Recenzowany obraz wyróżnia jednak sposób przedstawienia zagrożenia, które nie przybiera człekokształtnej formy, a jednocześnie podkreślony jest technologiczny aspekt ataku.

Fabuła recenzowanego obrazu została bardzo sprawnie przeprowadzona. W typowy, ale zazwyczaj skuteczny sposób, czyli najpierw prezentacja głównych bohaterów, potem stopniowe zwiększanie niebezpieczeństwa. Golding w swoim debiucie reżyserskim (i niestety zarazem ostatnim filmie) uczynił to bardzo udanie. Obraz nigdy nie miał aspiracji do nominacji na największego „straszaka” w historii kina, dlatego nie doczekamy się naprawdę przerażających i brutalnych scen. Warto pamiętać, że motorem napędowym fabuły był około dziesięcioletni chłopiec, co miał swoje konsekwencje. Nie powinno to jednak zniechęcać do seansu starszych widzów, których z pewnością zaintryguje cyberpunkowa otoczka. Dosyć udanym zabiegiem było wprowadzenie do fabuły drugiego dziecka, sąsiada, dzięki któremu David, ale także widzowie, poznają okolicę, choć nie tylko. Ciekawostką jest fakt, że odtwórcy wspomnianych dziecięcych ról prywatnie są braćmi (ciągle w zawodzie) - Joseph i Matthew Laurence, posiadający już pewne doświadczenie przed kamerą. Oprócz nich w obrazie możemy zobaczyć weteranów - Cliffa De Younga („The Hunger”) i Roxanne Hart („Highlander”), którzy bardzo udanie wcielili się w ojca i macochę Davida. Brawa należą się młodszemu z braci – filmowemu sąsiadowi. Niestety starszy Joseph, odtwórca głównej roli, nie wypadł zbyt przekonująco. Z pewnością jego gra jest pewną ujmą dla obrazu, ale w ostatecznym rozrachunku niezbyt wielką.

Tego typu film nie mógł się obejść bez efektów specjalnych. Nie byłoby wielkiego zaskoczenia, gdyby się zestarzały, tak się jednak nie stało. Choć faktem jest, że były dosyć „monotematyczne”, ograniczone przede wszystkim do iskier i łuków elektrycznych. Wykonane jednak dosyć starannie i na tyle pomysłowo, że nawet dzisiaj robią wrażenie. Oczywiście obecnie można je odebrać tylko jako dobre podkreślenie fabuły, którego zbyt mocno nie pokrył kurz. Niewątpliwym atutem „Impulsu” jest również praca Petera Lyonsa Collistera, autora zdjęć, bardzo dobrze obrazujących filmową rzeczywistość.

Koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia to schyłek najlepszych, jakościowo – nie finansowo, czasów amerykańskiej kinematografii. „Impuls” to jedna z tego typu pozycji, po którą warto sięgnąć. Przede wszystkim dlatego, że nie tak mocno pokryta kurzem, jak inne obrazy z tamtych czasów. Nie zestarzała w sensie „technologicznym”, gdyż Golding poszedł w dobrym kierunku – nie starał się zaimponować widzom super wynalazkami, zagrożeniem ze strony superkomputerów, etc. Tego typu filmy dzisiaj oglądamy raczej z przymrużeniem oka, nawet jeżeli są bardzo dobre od strony fabularnej. Twórca „Impulsu” postanowił szukać zagrożenia nie w technologiach przyszłości, ale w teraźniejszości, dlatego jego technicznymi bohaterami była zwykła kuchenka mikrofalowa oraz telewizor i przede wszystkim to, co je napędzało – prąd elektryczny. Choć z drugiej strony zarzucę temu obrazowi starość (nie w sensie innowacji). Obecnie zupełnie inaczej spojrzelibyśmy na zagrożenie zaprezentowane we filmie. Po prostu jesteśmy od niego znacznie bardziej uzależnieni od energii elektrycznej, niż to było przeszło trzydzieści lat temu. Reżyser nie potrafił również zerwać do końca okowów „ghost story”. „Impuls” to z pewnością obraz dla widza, który nie boi cofnąć się w czasie i zobaczyć, jak się kiedyś kręciło filmy w USA. Można było bez nadmiernego kopiowania, remakowania, objaśniania widzowi w ostatnich scenach, co tak właściwie zobaczył - po prostu ciekawie.

Screeny

HO, PULSE (1988) HO, PULSE (1988) HO, PULSE (1988) HO, PULSE (1988) HO, PULSE (1988) HO, PULSE (1988) HO, PULSE (1988) HO, PULSE (1988) HO, PULSE (1988) HO, PULSE (1988) HO, PULSE (1988) HO, PULSE (1988) HO, PULSE (1988)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ aktorstwo
+ efekty specjalne
+ wciągająca fabuła
+ praca kamer
+ tematyka

Minusy:

- zestarzał się w niektórych elementach
- dobre aktorstwo, oprócz głównego bohatera
- raczej dla młodszego odbiorcy, choć nie tylko

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -