Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SHIROME

SHIROME

Shirome

ocena:4
Rok prod.:2010
Reżyser:Kôji Shiraishi
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Momota Kanako, Takagi Reni, Ariyasu Momoka, Tamai Shiori, Hayami Akari, Sasaki Abaka
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Koji Shiraishi, jeden z najwszechstronniejszych japoński reżyserów horrorów, twórca takich kultowych obrazów jak ‘Dead Girl Walking”, „Slith-Mouthed Woman”, czy „Grotesque”, aż trzykrotnie w swojej reżyserskiej karierze sięgał po formułę mockumentary. Wedle konwencji mockumnetary, czyli tzw. „fałszywego dokumentu”, zrealizował „Noroi: The Curse” z 2005 r., „Occult” z 2008 oraz najnowsze „Shirome”. Nie wiadomo skąd atencja Shiraishiego dla paradokumentalnej formuły kina grozy, być może dlatego, że „Noroi: The Curse” jest najbardziej popularnym i zarazem najbardziej uznanym filmem Japończyka? W każdym razie po „Shirome” Shiraishi powinien dać sobie spokój z mockumentary, ponieważ to jego najsłabszy film. Niestety.

Bohaterem „Shirome” są nastolatki ze sześcioosobowy girl`s bandu, Momoiro Clover. Zespół jest autentyczny, autentyczne są piosenki i fragmenty koncertów grupy, zaś jego członkinie grają na ekranie samych siebie (autentyczny jest także Koji Shiraishi, który występuje w roli menadżera zespołu). Intryga jest jednak zmyślona, a w każdym razie w większości fikcyjna. Dziewczęta z zespołu marzą o występie w popularnym game show „The Red and the White Song” Konkurencja jest jednak duża, bo jak można się domyślić z fabuły, w Japonii każdy zespół marzy o udziale w tym programie. Aby zgłoszenie Momoiro Clover został pozytywnie rozpatrzone przez organizatorów, dziewczyny godzą się na udział w innym programie poświeconym eksploracji nawiedzonych miejsc. Tym razem chodzi o opuszczony budynek pewnej szkoły, w której zgodnie z jedną niezliczonych w Japonii miejskich legend, rezyduje istota zwana Shirome. Shirome ma moc spełnienia każdego życzenia, pod warunkiem, że ten, kto się do niej zwraca ma czyste serce i robi to na poważnie, a nie dla zabawy. Kto nie przestrzega tych zasad, wkrótce po spotkaniu z istotą traci życie…Zadaniem nastolatek z Momoiro Clover jest dotarcie do budynku szkoły, odnalezienie sali z rysunkiem motyla – miejscem gdzie podobno przebywa Shirome, a następnie złożenie prośby o to, aby mogły dostać się do TV show (a przy okazji zaśpiewać jeden ze swoich numerów). Wszystko rzecz jasna filmują wszędobylskie kamery. Od początku jednak programu o Shirome towarzyszą dziewczyną dziwne zdarzenia, jakby ktoś rzucił na nie klątwę.

Miałem okazję obejrzeć wiele horrorów paradokumentalnych, ale ostatnimi czasy oglądanie tego rodzaju produkcji coraz częściej ma charakter masochistycznej przyjemności. Z nielicznymi, chlubnymi wyjątkami jak na przykład hongkoński „Horror Hotline…The Big Head Monster” czy malezyjski „What?”, z filmami mockumentray zawsze jest tak samo: przez większość czasu ich trwania bohaterowie gadają, błąkają się po jakichś runiach, filmują popękane ściany i zarwane podłogi, gdy zaś zaczyna się w końcu cos dziać interesującego kamera dostaje delirium i niewiele widać. Ale jeszcze gorszy wariant tej finałowej części schematu „reporterskich horrorów” przedstawia obraz Shiraisihiego.

Dziwny to film w dorobku twórcy „Grotesque”. Znany z inteligentnego, śmiałego i pełnego inwencji traktowania różnych konwencji kina grozy reżyser, w „Shirome” pozostaje niewolniczo wierny formule typowego mockumentary. Przez trzy czwarte filmu oglądamy gadających bohaterów, a co gorsza musimy znosić obecność członkiń zespołu Momoiro Clover. Dziewczyny są młode i ładne, ale znoszenie ich zachowania na ekranie, piskliwych głosików, głupich odzywek i sztucznych śmiechów jest aktem prawdziwego męstwa. Zdobyłem się na ten akt, ponieważ członkinie zespołu są niemal w każdym ujęciu i gdybym nie chciał ich oglądać, nie obejrzałbym filmu. Niewątpliwie prawdą jest jednak to, co pisała w „Japońskim Wachlarzu” Joanna Bator – Japończycy dziecinnieją w tempie porażającym. Być może już w nieodległej przyszłości japońscy dyplomaci będą przywozić na ważne międzynarodowe konferencje zabawki i gaworzyć głosem niemowlaków.

No, ale „Shirome” to też horror. Rzekomo horror. Bo w istocie grozy jest tyle co kot napłakał. Chyba „najmocniejszą” sceną w filmie jest fragment wywiadu z kuzynem jednej z zaginionych w opuszczonej szkole nastolatek. Natomiast długo oczekiwany finał okazuje się być wielkim rozczarowaniem, zwłaszcza jeśli mamy na uwadze, co Shiriaishi pokazał w „Noroi: The Curse”. Zamiast zaskoczenia, inwencji i autentycznej, przeszywającej do szpiku kości grozy otrzymujemy scenę na granicy parodii. Wielki, naprawdę wielki zawód.

W istocie to, co jest najbardziej interesujące, to obraz japońskiej pop kultury ukazany na marginesie historii o klątwie. Wiele możemy się dowiedzieć na przykład o japońskich girl`s bandach i to, co się dowiadujemy jest bardziej przerażające niż jakaś tam Shirome. Dziewczyny z Momoiro Clover przypominają zuniformizowany, zautomatyzowany mechanizm, w którym przejawy indywidualnej osobowości poszczególnych dziewczyn są niemal całkowicie wyeliminowane. Dziewczyny razem śpiewają, tańczą, rozmawiają, śmieją się, a nawet drżą ze strachu. Wydaje się, że nawet w scenach, gdy kamera przygląda im się gdy znajdują się tylko we własnym gronie, wciąż nie przestają zachowywać się tak jakby były na scenie. Jest to smutny obraz odczłowieczającej funkcji showbiznesu, który twórców i wykonawców sprowadza do roli przedmiotu. Ale tego rodzaju refleksje, jakkolwiek cenne, nie powinny być jednak największą atrakcją horroru. Wystawiam „cztery czaszki” tylko dlatego, iż liczę na to, że „Shriome” to był jedynie wypadek przy pracy Koji Shiraishiego a nie sygnał twórczego kryzysu reżysera.

Screeny

HO, SHIROME HO, SHIROME HO, SHIROME HO, SHIROME HO, SHIROME HO, SHIROME

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jakby się uprzeć, to może znalazłby się ze dwie warte uwagi sceny grozy
+ kilka interesujących refleksji o japońskiej pop kulturze na marginesie historii o klątwie
+ Koji Shiraishi na żywo

Minusy:

- to nie horror to film promocyjny japońskiego girls bandu
- nuuuuda
- zero grozy
- rozczarowujący finał

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -