Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:UNDOCUMENTED

UNDOCUMENTED

Undocumented

ocena:8
Rok prod.:2010
Reżyser:Chris Peckover
Kraj prod.:USA
Obsada:Scott Mechlowicz, Alona Tal, Yancey Arias, Greg Serano, Kevin Weisman, Peter Stormare
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Czy horror to gatunek, który powinien podejmować poważne tematy? Czy to na pewno dobre medium to analizowania drażliwych i skomplikowanych problemów, które dręczą ludzkość? Takie i podobne pytania zadałem sobie po zapoznaniu się z produkcją Chrisa Peckovera, który podjął się pokazać zjawisko nielegalnego przekraczania granicy pomiędzy Meksykiem a USA. To temat niezwykle delikatny i nacechowany emocjami, pełen nienawiści, rasizmu i skrajnie zabarwiony politycznie. Zdaję sobie sprawę, że horrory już od dawna próbują zabrać głos w dyskusji o sprawach trudnych, ale dawno nie widziałem obrazu, który zająłby tak zdecydowane stanowisko, jak widać to w Undocumented. Myślę sobie jednak, że poważne tematy zasługują na szersze audytorium niż fani filmów grozy i powinny być raczej wysokobudżetowymi, dobrze nagłośnionymi dramatami, a nie pożywką dla spragnionych silnych doznań wielbicieli gore. Bo zastanówcie się: czy na pewno dobrym posunięciem byłoby pokazywać w konwencji horroru zjawiska typu apartheid, handel ludźmi, porwania dzieci czy zbrodnie wobec ludzkości? Odpowiedź pozostawiam Wam.

Rozwijając myśl ze wstępu wypada powiedzieć, że film Chrisa Peckovera balansuje na cienkiej granicy pomiędzy poważnym filmem, a tanim horrorem żywiącym się autentycznymi lękami i rozpaczą ludzi, których opowiadana w nim historia mogłaby dotknąć naprawdę. Odczuwam pewien niesmak, że film został przygotowany właśnie w tej konwencji, bo jeżeli założymy, że zawarty w nim przekaz nie jest żadnym głosem w dyskusji, a jedynie narzędziem do straszenia, to ja się na to nie godzę. Zbyt dużo czytałem i słyszałem o losie ludzi, którzy z rozpaczy czy nędzy decydują się na bardzo ryzykowną, nielegalną ucieczkę z Meksyku do USA, aby mógł spokojnie uznać, że to temat na brutalny horror. Być może przesadzam, ale obejrzyjcie sami, zanim wydacie werdykt.

Tworzywem technicznym filmu jest bardzo ostatnio popularny nurt paradokumentu i exploitation movie, o którym pisałem zaledwie w ostatniej recenzji. Stylizowanie filmu na pseudo-dokument z pewnością przydaje mu autentyzmu i podnosi ogólny poziom adrenaliny, bo nawet, jeżeli wiemy, że to fikcja, to chaotyczne, rozedrgane i szarpane zdjęcia zmieniają naszą optykę. Zaczyna działać mechanizm podglądania i ludzkiej ciekawości, aby zajrzeć za jeszcze jeden róg i zobaczyć, co tam będzie. Bohaterowie stają się nam bliżsi, a ich los już nie taki obojętny. Na tej płaszczyźnie film Peckovera jest strzałem w dziesiątkę, bo nawet trzeźwo myślący widz może chwilami ulec wrażeniu, że to się wydarzyło naprawdę (chociaż film nie stara się tego nachalnie nam wmówić). Jeżeli dodatkowo oczami dokumentu oglądamy tortury i cierpienie ludzi, którzy padli ofiarą bandy zwyrodnialców z poczuciem misji, a tematyka dotyczy czegoś, co znamy z telewizji, to mamy gotową receptę na coś konkretnego i poważnego.

Historia ma się tak: grupa studentów szkoły filmowej/dziennikarskiej (to nie jest jasne) podejmuje się zrobić dokument na zaliczenie, traktujący o nielegalnych imigrantach przekraczających granicę pomiędzy Meksykiem i USA. Od początku traktują temat poważnie, ale w miarę rozwoju zdarzeń decydują się pójść krok dalej i wziąć udział w autentycznym przekroczeniu granicy, udając imigrantów. Wszystko idzie dobrze, powstają kolejne minuty materiału, a cała grupa nielegalnych uciekinierów przekracza granicę. Dopiero tu okazuje się, że padli ofiarą dobrze zorganizowanej, samozwańczej grupy radykałów, którzy obwołali się patriotami chcącymi uwolnić Amerykę od plagi uciekinierów z Meksyku. Są, naturalnie, samozwańczą grupą, która działa poza prawem i z dala od świadków. Nie dowiadujemy się o nich niczego poza strzępami informacji: jeden z nich okazuje się Meksykaninem, który dostał amerykańskie obywatelstwo, inny miał meksykańską żonę, itp. Nic konkretnego. Ich metody działania są skrajnie ekstremistyczne, a cel od razu jasny: pojmani ludzie muszą zginąć. Skoro jednak w nowej grupie porwanych znajdują się ludzie robiący reportaż, nadarza się znakomita okazja, aby nakręcić materiał i pokazać, o co chodzi naszym radykałom. W ten sposób młodzi studenci z kamerami stają się świadkami i rejestratorami brutalnego znęcania się nad grupą uprowadzonych Meksykanów. Z początku młodym „dziennikarzom” wydaje się, że fanatycy nie posuną się do ostateczności, a im samym uda się ujść z życiem, ale seria kolejnych mordów uświadamia im, że wszyscy wpadli w ręce sadystów, którzy nie idą na kompromis. Od tej chwili znaczenie ma już tylko jedno: przeżyć za wszelką cenę.

Film Chrisa Peckovera jest chwilami niesłychanie brutalny, ale nie poprzez skalę efektów specjalnych, a fakt, że film udaje dokument. Patrzenie na tortury okiem kamery sprawia, że czujemy się winni, że tylko patrzymy, a nic nie robimy. W ten sposób nie trzeba uciekać się do jakichś szczególnie brutalnych scen, aby wywołać w nas odrazę. To kolejny wielki plus dla Peckovera. Tu jednak zaczynają się wątpliwości, o których pisałem na początku: niby to wszystko fikcja, ale dotyczy spraw, które nie powinny stawać się kanwą do zwykłej opowieści o przemocy i zabijaniu. Pojawia się dysonans, czy potraktować wszystko jako konwencję, czy jednak na serio. Czasem film zbacza wyraźnie w kierunku dramatu o ludziach, których schwytano w pułapkę i trudno uwierzyć, że to tylko horror. Ja w każdym razie miałem spore problemy, aby obojętnie patrzeć na rozgrywający się tu dramat i sądzę, że nie jest to odosobnione odczucie. Mnóstwo scen rozgrywa się tu w ciemności, a jedynym źródłem obrazu jest kamera w trybie night vision. Oglądanie wystraszonych, ludzkich twarzy w zielono-czarnych barwach dodatkowo podnosi ciśnienie i sprawia, że ich strach przechodzi na nas. Sceny tortur i mordów są przedstawione bardzo sugestywnie, ale bez nadmiernego epatowania brutalnością. Wystarcza to jednak, aby mieć wrażenie, że cała historia mogłaby się naprawdę wydarzyć. Podobnie realistycznie wypadają sceny walki o przeżycie i konfrontacji z oprawcami, gdzie film nie ucieka się do absurdalnych czy groteskowych zagrań z rodzaju deus ex machina. Od początku do końca film podtrzymuje poczucie autentyzmu i realizmu, a jego zakończenie nie przynosi oczekiwanego oddechu. Zło triumfuje, a poczucie bezsilności utrwala się w nas na dobre. Jest to tym bardziej tragiczne i bolesne, że takie rzeczy mogłyby się rozgrywać dzisiaj, w naszym świecie (i może tak jest, tylko media o tym nie wiedzą?).

Film zdecydowanie dla ludzi o mocnych nerwach, którzy nie boją się konfrontacji z tematyką, która nie jest fikcyjna. Tym, którzy wolą opowieści niemające pokrycia w rzeczywistości odradzam seans.

Screeny

HO, UNDOCUMENTED HO, UNDOCUMENTED HO, UNDOCUMENTED HO, UNDOCUMENTED HO, UNDOCUMENTED

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ mocna, bardzo sugestywnie opowiedziana historia
+ potężny ładunek autentyzmu i prawdopodobieństwa
+ doskonałe wykorzystanie konwencji para-dokumentu
+ robiąca wrażenie i chwilami szokująca dawka brutalności
+ bardzo trudno będzie pozostać obojętnym wobec tego, co rozgrywa się na ekranie
+ świetny przykład pokazujący, jak niewielkie środki są potrzebne do zrobienia czegoś dobrego

Minusy:

- rodzi się wątpliwość, czy tak poważna tematyka powinna trafić do kina grozy, które z definicji jest raczej niszowe?

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -