Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RIFT, THE

RIFT, THE

Szczelina

ocena:6
Rok prod.:1990
Reżyser:Juan Piquer Simon
Kraj prod.:USA / Hiszpania
Obsada:Jack Scalia, R. Lee Ermey, Ray Wise, Deborah Adair
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:4
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

W 1989 roku miłośników filmowych superprodukcji naszpikowanych efektami specjalnymi zachwycił film „The Abyss” wyreżyserowany przez Jamesa Camerona. Jednak w tym samym roku na ekrany kin trafiły inne produkcje traktujące o podmorskich bataliach prowadzonych przeciwko najróżniejszego rodzaju stworom. Mam tu na myśli „Lords of the Deep” Mary Ann Fisher, “Leviathana” George’a P. Cosmatosa oraz “DeepStar Six” Seana S. Cunninghama. Można więc powiedzieć, iż na czas jakiś kino z pogranicza horroru i science-fiction przestało szukać zagrożenia w otchłani kosmicznej, zlazło je zaś w oceanicznych głębinach. Łabędzim śpiewem tej fali okazał się obraz „The Rift”, pod którym podpisał się znany i ceniony we własnym kraju, Hiszpanii, twórca kultowych horrorów, Juan Piquer Simón.

U wybrzeży Norwegii w tajemniczych okolicznościach ginie podwodny statek eksperymentalny „Syrena I”. Wyjaśnieniem przyczyn katastrofy zająć się ma załoga bliźniaczego statku, „Syreny II”. Jeszcze przed wypłynięciem drugiej ekipy dowiadujemy się, iż za szybką reakcją na zaginięcie łodzi stoi armia Stanów Zjednoczonych. Kiedy na statku dochodzi do eskalacji konfliktu na linii wojskowy dowódca-cywilny konstruktor „Syren”, łódź zostaje zaatakowana przez gigantyczne monstrum. Tylko dzięki współpracy wszystkich członków załogi „Syrena II” wychodzi z opresji bez szwanku. Co więcej, podczas dalszej eksploracji dna morskiego ekipie specjalistów udaje się odkryć monstrualnych rozmiarów jaskinię. Ta, jak się później okazuje, skrywa nie tylko tajemnicę zaginięcia statku „Syrena I”.

Tego typu historii nie ogląda się dla wielowątkowych i wieloznacznych fabuł czy ze względu na wiarygodne oddanie skomplikowanych relacji międzyludzkich. Przed seansem, widzowie wiedząc z grubsza z czym będą mieli do czynienia (wyżej wymienione przeze mnie filmy są do siebie dość podobne), od filmów podobnych do „The Rift” (obraz Simóna to typowy przedstawiciel B-movie) oczekują dynamicznej, trzymającej w napięciu akcji oraz oryginalnej wizji niezwykłego świata, z jakim wcześniej czy później zetknąć się będą musieli bohaterowie.

Patrząc z perspektywy współczesnego widza wychowanego na efektach specjalnych hollywoodzkich blockbusterów, „The Rift” jawić się może jako królestwo tandety i realizacyjnej nieporadności. Takiemu odbiorcy trudno zachwycić się będzie scenami kręconymi w studio, nielogicznymi dziwolągami (obraz dna morskiego oglądany na telewizorze niczym przekaz z zadbanego akwarium), a nade wszystko legionem gumowo-filcowo-cholera wie jakich, zaskakujących dziwacznością stworów sterowanych przy wykorzystaniu aniamtroniki. Z drugiej jednak strony filmy te mają w sobie mnóstwo uroku, zaś lubującemu się w nisko budżetowym kinie widzowi obrazy podobne do „The Rift” przysporzyć mogą ogrom frajdy.

Pierwsze dwadzieścia minut produkcji Simóna, stanowiące wprowadzenie do tej bardziej efektownej części filmu, rzeczywiście przypadkowego odbiorcę znudzić mogą swoją sztuczności i bazowaniem na po wielokroć już wykorzystywanych schematach. Kiedy jednak akcja przenosi się w oceaniczne odmęty, fabuła „The Rift” może nie zaskakuje czymś wyjątkowym (sprowadza się tak naprawdę do konfrontacji ludzi z potworami), z drugiej jednak strony stanowić może doskonałą ilustrację tego, jak istotną rolę w B-klasowych horrorach czy tanich filmach science-fiction pełniła nieskrępowana jakimikolwiek oczekiwaniami kreatywność twórców. Nie będę zdradzał fabularnych szczegółów historii, bo w znacznej mierze opiera się ona na zaskoczeniu. Warto jednak zwrócić uwagę na to, ile razy autorzy filmu próbują pokazać nam coś, co ze względu na zbytnią śmiałość pomysłu nie przeszłoby w obrazie wysoko budżetowym skierowanym do widza masowego (mam tu chociażby na myśli koncept z podwodną jaskinią albo ideę powstania istot, z którymi zetknąć będą musieli się bohaterowie filmu). Podobnie rzecz się ma z monstrami licznie i chętnie stawiającymi czoło członkom ekipy ratunkowej. Nie tylko z perspektywy lat wyglądają one intrygująco, to jeszcze w porównaniu z tymi dzisiejszymi, generowanymi za pomocą zaawansowanych technik komputerowych, naprawdę robią wrażenie ułudą bezpośredniej styczności z ludzkimi bohaterami. Owszem, niektóre z nich może nie do końca udały się realizatorom (pierwszy stwór, którego członkowie załogi „Syreny II” potraktowali ładunkami elektrycznymi), z drugiej jednak strony biorąc pod uwagę finansowe możliwości twórców oraz czasy, w jakich powstawał film, zdecydowana większość efektów specjalnych jak na kino nisko budżetowe prezentuje się naprawdę solidnie.

W trakcie seansu warto także zwrócić uwagę na aktorów, z których kilku to prawdziwi filmowy wyjadacze. Główne role zagrali Jack Scalia, weteran kina sensacyjnego, oraz R. Lee Ermey, przez wielu zapamiętany z kreacji w „Full Metal Jacket”, zaś fanom horroru znany z występu w remake’u „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” (niezła rola szeryfa Hoyta). Drugi plan to oczywiście Ray Wise, którego wszyscy pamiętają nie tylko z „Miasteczka Twin Peaks”, lecz także z obsady w doskonałym „Dead End”.

Jeśli ktoś szuka niezłej i bezpretensjonalnej rozrywki na weekendowy wieczór, a zarazem nie w smak mu dzisiejsze kino science-fiction – seansem „The Rift” powinien być usatysfakcjonowani. Jest to bowiem kino na wskroś oldschoolowe, swoją stylistyką mocno tkwiące w latach 80-ych. Dzisiaj tego typu obrazy zobaczyć jedynie na starych VSH-ach albo w ofercie kanałów telewizyjnych prezentujących filmowa klasykę.

Screeny

HO, RIFT, THE HO, RIFT, THE HO, RIFT, THE HO, RIFT, THE HO, RIFT, THE HO, RIFT, THE HO, RIFT, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ bardzo fajnie się ogląda
+ klimat rodem z tanich filmów produkowanych w latach 80-ych
+ niektóre kreacje aktorskie
+ intrygujący świat morskich głębin
+ jest bezpretensjonalnie, efektownie i dynamicznie

Minusy:

- słaby początek filmu
- dla widza przyzwyczajonego do CGI, film Simóna może być nie do przejścia

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -