Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:FORGOTTEN ONES, THE

FORGOTTEN ONES, THE

Forgotten Ones, The

ocena:5
Rok prod.:2009
Reżyser:Jorg Ihle
Kraj prod.:USA
Obsada:Jewel Staite, Justin Baldoni, Marc Bacher, Nikki Griffin, Kellan Lutz, Helena Barrett, Terry Notary
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:5
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Nieustannie odnoszę wrażenie, że w oczach filmowców z gatunku kina grozy świat jest zapełniony potworami, które czekają sobie w ukryciu, aż ktoś na nie trafi. Rzadko zdarza się, aby jedna czy druga kreatura zadała sobie trud podróżowania poza swój matecznik, aby siać zniszczenie i pożogę w innych zakątkach. Szkoda trochę, że te potwory są takie niechętne podróżowaniu, bo na pewno byłoby ciekawiej spróbować przyjrzeć się reakcjom ludzi, którzy nagle się zorientowali, że nie są na świecie sami. Mogłoby to być socjologicznie całkiem ciekawe, zamiast uganiać się za innymi rasami we wszechświecie. Niepokoi mnie tylko przekonanie graniczące z pewnością, że problemy zaludniających świat potworów dałoby się rozwiązać w bardzo prosty sposób: siłowo. Co innego bowiem wsadzić kilku nieuzbrojonych bohaterów na bezludną wyspę i skazać od razu na pewną śmierć, a co innego posłać danego stwora do uprzemysłowionego miasta, gdzie przejedzie go ciężarówka. Proporcje znacznie by się odwróciły na niekorzyść potworów, a zatem lepiej zostawić ich tam, gdzie są, aby nie niepokojone masakrowały kolejne turnusy odwiedzających. Dajmy potworom szansę.

W filmie Jorga Ihle potwory mają taką szansę i wygląda na to, że poczynają sobie nieźle od dość dawna. Żyją sobie zupełnie nieźle na jednej z wysp w archipelagu Antyli i wydają się być całkowicie samowystarczalne, zupełnie nie interesując się światem zewnętrznym. A jeśli już ktoś zdecyduje się ich „odwiedzić”, to cóż – jego problem, bo dla stworów oznacza to zabawę w gonitwy po lesie i całkiem niezłą wyżerkę.

Opowiadana w filmie historia rozciąga się w czasie na niemal 100 lat, gdy w 1922 roku na wyspę dotarli badacze, których misją było dowiedzenie się czegoś o zamieszkujących ją stworach. Wiele z tego nie wyszło, bo wszyscy polegli na ołtarzu nauki, ale dla potomności zachowało się ich obozowisko i dziennik zdarzeń, spisywany przez nieznającą strachu białogłowę. Minął niemal wiek, zanim na wyspę dotarli kolejni ludzie – dlaczego dopiero po niemal 90 latach nie wiadomo. Dość jednak powiedzieć, że przyjdzie im odnaleźć obozowisko badaczy z początku XX wieku w stanie zupełnie przyzwoitym, że nie wspomnę już o ocalonym dzienniku (na wyspie chłostanej ulewnymi deszczami) czy wbitej w pień maczecie, która cudem nie zardzewiała. Wystawia to znakomite świadectwo myśli technicznej ludzi z początków ubiegłego wieku, bo ich materiały przetrwały bardzo nieprzyjazne warunki i nadają się do użytku nawet po 100 latach. Coś wspaniałego.

Tym razem wyspę odwiedza piątka znajomych, którzy wybrali się łodzią na weekendowy wypad po Atlantyku. Już w czasie rejsu zaczynają szwankować przyrządy nawigacji satelitarnej, a łódź rozbija się u wybrzeży wyspy, której nie ma na żadnych mapach (jak jest to możliwe przy stosowaniu satelitarnej techniki mapowania – ponownie nie wiadomo). Cała piątka to znajomi, którzy specjalnie za sobą nie przepadają. Liz i Peter to para z „przejściami”, która próbuje dojść do ładu ze swoją przyszłością. Ira i Lauren to bliżej nieokreślona para lekkoduchów i typowo amerykańskich palantów, którzy niewiele potrafią i są nastawieni na hedonizm. Do kompletu mamy Jake’a – przyjaciela Petera – który jest bez pary. Widać, że reżyser postanowił spróbować dodać drugie dno swoim postaciom, bo wplótł w opowieść wątek nadwątlonej miłości (Liz i Peter), tchórzliwych i skoncentrowanych wyłącznie na sobie wielbicieli imprezowania (Ira i Lauren) oraz stojącego na uboczu Jake’a, który ostentacyjnie i bez żadnego osobistego powodu okazuje pogardę właściwie wszystkim, poza Peterem. Tyle dowiemy się o bohaterach, bo za wiele się tu nie mówi, a i jakość dialogów mierna. Dość powiedzieć, że specjalnie nie ma potrzeby zżywać się z postaciami, bo ich los jest przesądzony – można spokojnie zgadywać, kto pierwszy pójdzie pod nóż i raczej się nie pomylicie. Fabuła filmu streszcza się właściwie do prawie półgodzinnego rejsu po Atlantyku, gdzie film przypomina jakiś odcinek Beverly Hills 90210, a po rozbiciu łodzi możemy odliczać minuty do rozpoczęcia powolnej eliminacji bohaterów, bo do zapełnienia pozostaje tyle czasu ekranowego, że pośpiech jest niewskazany. Stwory objawiają się praktycznie od razu i nie ma możliwości zbudowania napięcia czy postraszenia nas czymś, czego nie widać. Cała reszta filmu to znany schemat: stopniowe wybijanie składu osobowego obsady do nogi i pozostawienie przy życiu jednej osoby, zwykle kobiety. Nasza heroina weźmie więc na barki ciężar zmierzenia się z całą potwornością sytuacji, bo któż inny to zrobi? Kobiety to wszak zwykle najtwardsze postaci w horrorach i w filmie p. Ihle nie jest inaczej. Jeżeli chcecie przetrwać ten film-mękę i przekonać się, czy wyjdzie z tego cała – robicie to na własną odpowiedzialność, bo film naprawdę nuży przewidywalnością i praktycznie całkowitym brakiem logiki. Czy to jednak jakieś novum w tym gatunku?

Dwa słowa należą się naszym zapomnianym przez ewolucję stworom. Nie dowiemy się o nich wiele, a już zupełnie nic o ich genezie. Wedle badaczy z początku XX wieku byli na wyspie od dawien dawna, bo mówią o nich legendy tubylców (nazywając ich tytułowymi „Zapomnianymi”). Polują w stadach, najchętniej jedzą mięso i są kanibalami (nie jest do końca jasne, jak udało się to zaobserwować, ale to – ponownie – nieistotne). Z wyglądu to połączenie małp (na myśl przychodzi Planeta małp), predatora (głównie fryzura i mimika twarzy) i neandertalczyków, a ich główną cechą jest to, że są... ślepe. Trudno więc zgadnąć w jaki sposób mogą skakać po drzewach i bezkolizyjnie przemieszczać się po gęstych zaroślach – echolokacja? Na pewno używają węchu, ale w skakaniu i bieganiu to on raczej nie pomoże. Nie wiadomo także skąd pochodzą, jakim cudem zaszły u nich takie mutacje rozwojowe i dlaczego nie potrafią się uczyć techniki (narzędzia itp.). Szkoda o tyle, że ktoś postarał się tu o stworzenie w miarę ciekawej postaci potwora, ale zupełnie zignorował potrzebę wyposażenia go w jakąś treść, która dodałaby mu autentyzmu.

Cóż można jeszcze powiedzieć? Film jest do bólu schematyczny, przewidywalny i po amerykańsku irytujący swoją nieporadnością, chwilami głupotą oraz całkowitym wyrugowaniem go z zaskoczenia czy napięcia. Być może nadawałby się na noc „najgorszych horrorów”, gdzie grupa maniaków zamierza zniszczyć swoje ośrodki mózgowe porcją alkoholu i filmami grozy najgorszego sortu, ale na poważnie nie da się go oglądać. Nie ma tu początku, ani zakończenia, więc jak nic prosi się o sequel i prequel – to oczywiście żart, bo film pojawił się tylko w dystrybucji wideo, co było słusznym posunięciem.

Dotykać tylko, jeżeli wiecie, co robicie.

Screeny

HO, FORGOTTEN ONES, THE HO, FORGOTTEN ONES, THE HO, FORGOTTEN ONES, THE HO, FORGOTTEN ONES, THE HO, FORGOTTEN ONES, THE HO, FORGOTTEN ONES, THE HO, FORGOTTEN ONES, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ w miarę ciekawe postaci stworów, ale jest to dość nachalny zlepek motywów znanych z innych filmów (np. Zejście czy Planeta małp)
+ nie najgorszy i klimatyczny wstęp (pierwsze 10 minut)
+ zadowalające wykonanie

Minusy:

- cały bagaż przewin: przewidywalność, nuda, brak logiki, papierowe postaci, itd.
- przetrwanie całego filmu bez uczucia kaleczenia mózgu to spory wyczyn

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -