Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô

EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô

Executive Koala

ocena:6
Rok prod.:2005
Reżyser:Minoru Kawasaki
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Lee Ho, Eiichi Kikuchi, Arthur Kuroda, Hironobu Nomura
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Nie raz się nam przytrafia podczas seansu, że wiemy, kim jest okrutny morderca, w odróżnieniu od bohaterów filmu. Zdarza się, iż emocję biorą górę i krzyczymy prosto w telewizor, że „X” to zabójca. Tak to czasem bywa w kryminałach, thrillerach, czy horrorach. Nie lepiej jest po „drugiej stronie” w świecie humoru i romansu. Zakochana dziewczyna nie dostrzega, a my widzowie owszem, że obiekt jej westchnień to paskudny człowiek, który w dodatku zdradza ją z jej najlepszą przyjaciółką, a ślub niedługo. Żal nas ogarnia. Chcielibyśmy ją ostrzec. Niestety, nie możemy. Nieco inną drogą, ale w podobny sposób oddziałującą na widza, poszedł Minoru Kawasaki w recenzowanym „Executive Koala”. Bohaterem obrazu jest sympatyczne tytułowe zwierzę. Problem w tym, że ludzkich rozmiarów pożeracz liści eukaliptusowych żyje pośród ludzi, a ich to wcale nie dziwi, na dodatek są całkowicie świadomi z kim mają do czynienia. Czy oni nie wiedzą, że ze zwierzętami nie rozmawia się w ten sposób? To chyba możliwe tylko w bajkach, filmach i w wigilijną noc.

Tamura, tak nazywa się wspomniany Koala, jest handlowcem w firmie z branży spożywczej. „Człowiekiem” niezmiernie zapracowanym i odnoszącym sukcesy zawodowe. Poza biurem również mu się wiedzie, jest zaręczony z piękną (ludzką) dziewczyną. Któregoś dnia w pracy pojawiają się detektywi, którzy informują Tamurę, że jego narzeczona została brutalnie zabita. Koala dosyć szybko staje się głównym podejrzanym. Nie cieszy się także przychylnością mediów. W prasie pojawiają się nagłówki nazywające go „Koalą w owczej skórze”. Czy faktycznie zabił ukochaną?


Minoru Kawasaki to prześmiewca. Taki przynajmniej charakter przyjmują jego filmy. Niezależnie od tematyki – kino katastroficzne, monster movie, etc. Niszowy reżyser zachodniemu widzowi może być znany z „The Calamari Wrestler” (2004), „The World Sinks Except Japan” (2006), czy „The Monster X Strikes Back: Attack the G8 Summit International” (2008). Zatem niczego innego nie można się spodziewać również po recenzowanym obrazie. Kawasaki tworzy pastisze, a zatem w jego obrazach pełno jest wszelakich klisz, zazwyczaj obyczajowych. Nie brakuje również nawiązań do różnych filmów, które przywoływane są w sposób całkowicie dowolny, często nieprzewidywalny. Można doszukać się odniesień nawet do twórczości Miike Takashi'ego, ale także do zachodnich produkcji i różnych elementów kulturowych. W obrazie „użyto” min słynne więzienie Alcatraz. Oczywiście związek z filmami traktującymi o tym miejscu jest oczywisty, choć raczej twórcy nie korzystali bezpośrednio z wątków fabularnych obecnych w zachodnich produkcjach.

Scenariusz recenzowanego obrazu to w zasadzie wielki śmietnik. Kubeł o określonym przeznaczeniu, którym nikt się nie przejmuje i wrzuca, co popadnie (zamiast posegregowane odpadki). Podstawą gatunkową filmu jest kryminał, thriller z elementami slashera. Do tego Kawasaki podoklejał właściwie wszystko co można było – min. romans, operę i karate. Całość oczywiście we wspomnianej komediowej (pastiszowej) otoczce, o której wcześniej wspomniałem. Trzeba przyznać, że mikstura została sporządzona w taki sposób, że podczas seansu trudno się nudzić. Akcja rozwija się dosyć szybko z kilkoma zaskakującymi „wybojami” fabularnymi.

Wartka i pomysłowa fabula niestety nie przesłania różnych przymiotów kina niskobudżetowego. W recenzowany obraz zainwestowano ok. 40 mln jenów (1.5 mln. złotych), co widać. Jednak dla Kawasaki'ego to nie tylko nie problem, wręcz odwrotnie. Kiepska scenografia jest raczej dodatkową atrakcją (lub stara się nią być), niż czymś, czego należy się wstydzić. Gra aktorska? Co to takiego? Przecież mamy maskę Koali. Tym razem aktor japoński nie może „stroić min”. Właściwie w taki sposób można tłumaczyć wszelkie niedociągnięcia obrazu, który nie zawsze może liczyć na tak wielką wyrozumiałość. W scenariuszu bowiem jest dziur więcej niż w szwajcarskim serze. To co w przypadku scenografii, gry aktorskiej absolutnie nie denerwuje, to w przypadku nieścisłości fabularnych może irytować. Może, choć nie powinno, bowiem fabułę należy potraktować raczej jako surrealistyczny wygłup, w którym twórcy umieścili niektóre sceny tylko po to, by bawiły, by robiły wrażenie. Logika to raczej drugorzędna sprawa.

Sporym rozczarowaniem dla mnie były sceny gore, a właściwie ich brak. Nie do końca jestem przekonany dlaczego Kawasaki z nich zrezygnował, choć wyraźnie sygnalizował brutalne momenty rozbryzgami posoki. Czyżby naśmiewał się z krwawej grozy sprowadzając ją tylko do zakupu i rozlewu odpowiedniej ilości ostrego ketchupu (lub jak kto woli soku malinowego)? To bardzo prawdopodobne, choć jeżeli tak faktycznie było, to nie był to zbyt udany zamysł. Tym bardziej, że wspomniany miks gatunków filmowych był przygotowany dosyć ciekawie. Właściwie zawsze wiemy, jaki rodzaj kina oglądamy. Twórcy do określonej sceny odpowiednio przygotowują muzykę, scenografię, oświetlenie, itd. W ten sposób fragmenty mroczne i groźne odbywają się zazwyczaj w półmroku, muzyka straszy, a negatywny bohater używa odpowiednich rekwizytów. Oczywiście taka „horrorowa” scena mogłaby nieźle nastraszyć, gdyby po niej nie pojawiał się znacznie lżejszy i z innej „bajki” fragment.

„Pluszowe” zwierzaki – ludzie (tak naprawdę to po prostu aktorzy w maskach i odpowiednich strojach). Nie tylko sympatyczny koala, ale także ludzkich rozmiarów żaba i królik oraz nieco mniejsza wiewiórka, to znaki firmowe recenzowanego obrazu, jego wielkie atuty. Niewątpliwie w filmie góruje absurd (znakomicie podkreślany przez muzykę), który wielu zapewne odstraszy. Sporo w nim różnego typu odwołań, choć często stosunkowo subtelnie zarysowanych, tak że czasem można się nie połapać skąd pochodzą. Zwłaszcza jeżeli ich rodowód sięga japońskiej kultury i tradycji. Jeżeli spodziewacie się rozrywki, to ją dostaniecie. Krwi – owszem, choć szkoda, że bez przerażającej otoczki. Grozy? Niewiele. Przesłanie? Oczywiście. Nie jest ono zbyt skomplikowane, ale trudno mi się z nim nie zgodzić. Co nam chciał przekazać Mr Kawasaki? Zobaczcie sami. Choć na własną odpowiedzialność.

Screeny

HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô HO, EXECUTIVE KOALA a.k.a Koara kachô

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ Koala, królik, żaba i wiewiórka
+ pomysł
+ nie nudzi
+ przesłanie
+ miks gatunków filmowych
+ muzyka

Minusy:

- bałagan w scenariuszu
- to jednak niski budżet
- odważniej z tymi scenami gore

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -