Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:FERTILE GROUND

FERTILE GROUND

Fertile Ground

ocena:6
Rok prod.:2011
Reżyser:Adam Gierasch
Kraj prod.:USA
Obsada:Gale Harold, Leisha Hailey, Jami Bassman, Chelcie Ross, JoNell Kennedy
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:4.5
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Według pewnego powiedzenia najbardziej lubimy te piosenki, które doskonale znamy. Myślę, że sens tej frazy doskonale także wyjaśnia sposób postrzegania horroru przez jego miłośników. Niewielu z nich w zalewie lepszych i gorszych produkcji szuka czegoś oryginalnego w formie i dalekiego od banału w treści. Twórcy kina grozy doskonale zdają sobie sprawę z tej tendencji i zaspokajają gusta nie tych wybrednych, ale większości szukającej w kolejnych „straszydłach” ciągle tych samych motywów. Dla odbiorcy choćby w minimalnym stopniu „ogarniętego” w temacie kina grozy ewidentną „powtórką z rozrywki” będzie obraz „Fertile Ground” Adama Gierascha, który jako scenarzysta (lub współscenarzysta) przyczynił się do powstania takich produkcji jak „Crocodile”, „Mortuary” czy reamke’u „Night of the Demons”.

Bohaterką filmu jest Emily Weaver, która po osobistej tragedii (poronienie) wraz z mężem przenosi się do położonego na prowincji wielkiego domu. Początkowy entuzjazm kobiety wywołany niezwykle urokliwym usytuowaniem domostwa przeradza się w niepokój, kiedy odkrywa jego mroczną przeszłość. Okazuje się, iż w budynku na przestrzeni ponad stu lat w tajemniczy, często makabryczny sposób zginęło mnóstwo osób. Prawdziwy koszmar Emily rozpoczyna się w momencie, gdzie zdaje sobie sprawę z tego, iż piekielne moce drzemiące w ścianach gmaszyska zmieniają jej męża - artystę, człowieka łagodnego - w budzącego grozę psychopatę.

We wstępie do recenzji podkreśliłem, iż „Fertile Ground” to kolejny film grozy garściami czerpiący pomysły i rozwiązania fabularne z innych, dzisiaj znanych i bardzo popularnych horrorów. Kiedy Emily powoli zaczyna uświadamiać sobie, iż po przeprowadzce do nowego domu znalazła się w potrzasku, nie wie jeszcze, że udało jej się po raz drugi zajść w ciążę. Kiedy ów fakt wychodzi wreszcie na jaw, w nas, widzach, zaczynają rodzić się wątpliwości co do tego, czy dotychczasowe wizje bohaterki nie są aby objawem depresji okołoporodowej. Brzmi znajomo? No jasne, przecież ową dwuznaczność w mistrzowski sposób w wykorzystał Roman Polański w „Rosemary's Baby”. Mężem głównej bohaterki jest malarz, może nieszczególnie znany i ceniony, mający jednak ambicje bycia pokazywanym w galeriach i na wernisażach. Od momentu gdy pojawia się w nowym miejscu, jego zachowanie ulega zmianie. Staje się agresywny i zamiast z ciężarną żoną coraz więcej czasu spędza w swojej pracowni. Kiedy pod nieobecność Nate’a zaniepokojona Emily odwiedza jego studio, zastaje... mnóstwo niezamalowanych płócien. Koncepcja bohatera została wręcz żywcem „pożyczona” od Stanley’a Kubricka ze słynnego „The Shining”. I na koniec mamy dom - piękny i wymarzony dla licznej rodziny. Okazuje się jednak, iż w przeszłości jego mury świadkiem były licznych niezwykle brutalnych mordów. Nagromadzone w nim nieszczęścia teraz destrukcyjnie oddziałują na jego nowych mieszkańców. Jeśli ktoś oglądał „The Amityville Horror” Stuarta Rosenberga, ten wie, iż klasyk z 1979 roku opowiadał niemal identyczną historię.

Czy powyższe odniesienia oznaczają, iż film Gierascha należy mijać szerokim łukiem? Otóż nie, bo pomimo scenariuszowych kalek „Fertile Ground” ogląda się całkiem nieźle. Z przyjemnością patrzy się choćby na to, jak w nienachalny, a jednocześnie intrygujący sposób reżyser potrafi dawkować napięcie. Nie epatuje przemocą, nie atakuje naszych zmysłów agresywnym montażem, stroni także od „mięsnych” scen. Co Gierasch oferuje w zamian? Wtórną, ale nieźle opowiedzianą historię, wiarygodną bohaterkę, której emocjami i przeżyciami naprawdę można się przejąć, wreszcie spokojny, lecz nie pozbawiony pazura sposób narracji przywodzący na te myśl filmy grozy z lat 70-tych, w których kluczową rolę ogrywał sugestywny klimat i misternie budowana atmosfera narastającego zagrożenia. Reżyser ma odwagę na chwilę zatrzymać się, by w dłuższym ujęciu pokazać piękno otaczającego dom Weaverów wiejskiego krajobrazu albo bohaterkę targaną silnymi emocjami. Potrafi też wpleść w fabułę szczegóły, niby mało istotne, w kontekście całości jednak pełniące funkcję wypełnienia uwiarygodniającego szkielet fabularny opowieści (drzewo, stare fotografie). Warte zauważenia, i przy okazji docenienia, jest to, iż przez prawie półtorej godziny Gieraschowi udaje się skupić naszą uwagę na poczynaniach dwojga bohaterów. Co istotne, ta kameralność nie nuży i pomimo tego, iż zarówno postacie jak i ich perypetie nie należą do szczególnie oryginalnych, sprawia, że od początku sensu przejmujemy się ich losami.

Wybierając taki, a nie inny sposób narracji – bardzo tradycyjny, pozbawiony jakichkolwiek formalnych ekstrawagancji – siłą rzeczy Gierasch musiał także ograniczyć się do metod, jakimi chciał wpłynąć na emocje odbiorców filmu. Kreując klimat osaczenia oraz sugerując widzowi pewne interpretacyjne dwuznaczności reżyser nie mógł pozwolić sobie na wizualną dosadność. Dlatego też zamiast epatowania okrucieństwem mamy statyczne ujęcia ukazujące nawiedzone domostwo nocną porą, a w miejsce zbliżeń prezentujących szczątki ciał ludzkich mamy kilka umiejętnie wplecionych w tok fabuły „jump scenes”. Wreszcie dobrym pomysłem okazało się również zawierzenie wyobraźni widzów. Chcąc zawładnąć ich uwagą, Gierasch zamiast szokować bestialstwem, narażając się tym samym na trywialność, pewne rzeczy wolał jedynie zasugerować.

Gdyby wszystkie horrory określane mianem „wtórne” reprezentowałyby taki poziom jak „Fertile Ground”, gatunek na pewno tak jednoznacznie nie kojarzyłby się z Uroborosem, wężem pożerającym swój własny ogon. Niestety, rzeczywistość nie jest tak optymistyczna. Zalewająca nas fala prequeli, sequeli, remake’ów i reebotów sprawia, iż coraz trudniej natrafić jest na straszydło, które na dłużej zagościłoby w naszej pamięci. Co prawda filmowi „Fertile Ground” też to nie grozi, niemniej jednak produkcja Gierascha przynajmniej pozostawia po sobie pozytywne wrażenie.

Screeny

HO, FERTILE GROUND HO, FERTILE GROUND HO, FERTILE GROUND HO, FERTILE GROUND HO, FERTILE GROUND HO, FERTILE GROUND HO, FERTILE GROUND HO, FERTILE GROUND

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wiarygodna bohaterka
+ dobrze opowiedziana historia
+ momentami można nawet poczuć się nieswojo
+ nisko budżetowy, ale profesjonalnie nakręcony film
+ zakończenie

Minusy:

- ortodoksi szukający w horrorach oryginalności zauważą (słusznie zresztą), iż wszystko co reżyser chciał pokazać, było już w innych filmach

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -