Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WHITE: THE MELODY OF THE CURSE a.k.a. Hwaiteu: Jeojooui Mell

WHITE: THE MELODY OF THE CURSE a.k.a. Hwaiteu: Jeojooui Mell

Biały: Melodia klątwy

ocena:6
Rok prod.:2011
Reżyser:Gok Kim, Sun Kim
Kraj prod.:Korea Południowa
Obsada:Ham Eun-jeong, Hwang Woo-seul-hye, Maydoni, Choi Ah-ra, Jin Se-yeon
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Jak powszechnie wiadomo wszystko ma swoją cenę. I o tej, często jakże bolesnej prawdzie, w sposób szczególny przekonują się osoby z tzw. show biznesu: gwiazdy filmowe, muzyczni idole, celebryci. Zwykli śmiertelnicy zazdroszczą im sławy, pieniędzy, popularności i atrakcyjnego życia w blasku jupiterów. A jednak czasem cena, którą gwiazdy płacą za uwielbienie fanów i bogactwo, jest ogromna. Samobójstwa, uzależnienie od narkotyków i leków nasennych, rozbite życie rodzinne, zdradzone miłości, samotność i pustka. Wszyscy znają tragiczne historię Marylin Monroe, Kurta Cobaina czy Amy Winehouse – show biznes bowiem to żarłoczny potwór, który łapczywie pożera każdą nazbyt wrażliwą, zbyt mało odporną, ludzką istotę. W kinie wątek blasków i cieniów sławy poruszano wielokrotnie: „Wszystko o Ewie”, „Cały ten zgiełk”, „Sława”, „Pret–at-porter”, „Spacer po linie” czy „Szalone serce” to tylko niektóre tytuły z długiej listy. Coraz częściej w rejony show biznesu zagląda kino grozy i to także azjatyckie. „Susuk”, „Perfect Blue” czy omawiany w tej recenzji koreański „White: The Melody of the Curse” w reżyserii braci bliźniaków: Kim Goka i Kim Suna to przykłady filmów, które starają łączyć się konwencje horroru z krytyką show biznesu. Z rożnym skutkiem.

Eun-joo oraz trzy jej koleżanki tworzą girl`s band Pink Dolls. Dziewczyny są młode, ładne mają przyzwoity repertuar, ale konkurencja na rynku muzycznym jest ogromna. Zespół ostatnimi czasy przeżywa wyraźny spadek popularności i receptą na poprawę pozycji Pink Dolls ma być praca w nowym studiu muzycznym. Budynek co prawda nawiedził kilkanaście lat temu pożar, w którym śmierć poniosło kilka osób, ale po tym tragicznym wydarzeniu pozostały na szczęście tylko przykre wspomnienia. A jednak nie tylko. W czasie jednego z treningów Eun-joo przypadkiem natrafia na kasetę wideo z piosenką „White”. Ponieważ utwór jest przebojowy a jej autor nieznany, menedżerka zespołu oraz dziewczyny postanawiają skorzystać z gotowego przeboju. Dokonują remake`u „White” i… znów są na topie, stając się prawdziwą sensacją koreańskiej sceny muzycznej. Wraz z sukcesem coraz bardziej jasne staje się, że dziewczyny rywalizują miedzy sobą; są zazdrosne jedną o drugą i zawistne. Eun-joo, choć jest najstarsza i jest nieformalną liderką, wzbudza największą agresję koleżanek. Do eskalacji negatywnych emocji dochodzi, gdy agencja girl`s bandu szykuje główną wokalistką do wykonania „White”. Uznanie w oczach menadżerki znajduje jedna z dziewczyn, Jenny. Jednak podczas próby piosenkarka omal nie traci życia i to w bardzo dziwnych okolicznościach. Sytuacja powtarza się za każdym razem, gdy któraś z dziewczyn z zespołu, zajmuje pozycję liderki. Eun-joo wraz ze swoją asystentką i akustykiem dochodzą do wniosku, że piosenka, która uczyniła zespół gwiazdą jest …przeklęta. Postanawiają dotrzeć do autora „White” i źródeł jej powstania. Wydaje się, że ma ona związek z tragicznym pożarem z przeszłości.

Był nawiedzony film wideo, nawiedzony telefon komórkowy, komputer, odtwarzacz dvd, a nawet buty na szpilkach i peruka. Nawiedzonej piosenki w azjatyckim horrorze sobie nie przypominam, choć pomysł nie jest oryginalny. Pojawił się choćby w brytyjskim horrorze „Reverb” w reżyserii Eitana Arrusiego z 2007 r., z którym notabene horror koreański łączy kilka fabularnych punktów stycznych. W obydwóch filmach akcja dzieje się w studiu muzycznym z mroczną historią z przeszłości; tajemniczy utwór, który odmienia losy bohaterów zostaje znaleziony w budynku studia i związany jest z jego historią a nadto w obu filmach okazuje się być przeklęty. Na tym podobieństwa się kończą. „White: The Melody of The Curse” bowiem to kolejny po „The Cat” koreański horror, który sięga po stylistykę J-horroru z charakterystyczną postacią długowłosego upiora, przybywającego z zaświatów by upomnieć się o swoją krzywdę.

Szczerze powiedziawszy po twórcach filmu, braciach: Kim Gok i Kim Sun (znanych także jako Goksa) spodziewałem się znacznie więcej inwencji. Rodzeństwo Kim zdobyło rozgłos w swej ojczyźnie nagradzanymi na festiwalach eksperymentalnymi filmami: „Exhausted” – naturalistycznie opowiedzianej historii chińskiej prostytutki i „Ani Gas Skin” – szalonej gatunkowej mieszanki. Tymczasem ich pierwszy komercyjny film: „White” okazał się obrazem tylko w nielicznych momentach, wybijającym się poza konwencję i przeciętność. Owszem, w porównaniu ze wspomnianym „Reverb”, film Koreańczyków wypada o niebo lepiej, a bracia, dający się poznać jako wnikliwi obserwatorzy współczesnej koreańskiej rzeczywistości, i tym razem przemycają kilka niegłupich refleksji. Niemniej jednak ogólne wrażenie po seansie pozostawia niedosyt.

Film braci Kim, bardziej niż krytyką raczej stereotypowo ukazanego show biznesu (przemijalność sławy, przedmiotowe traktowanie członkiń zespołu, naciski agencji, rywalizacja itp.), jest opowieścią o mrocznych ludzkich uczuciach: zazdrości, zawiści, nienawiści. Można w tym filmie odnaleźć ślady tematyki poruszanej przez serię „Whispering Corridors” (1999-2009), której akcja rozgrywała się w szkole, wśród koreańskich uczennic, ale najwidoczniej show biznes i rodzime placówki edukacji mają ze sobą wiele wspólnego. W obu bowiem zawzięta rywalizacja o sukces prowokuje w ludziach najgorsze cechy: zazdrość, zawiść, podłość i nielojalność. W „White” są one powodem nieszczęścia i źródłem wszelkiego zła.

O ile treść mimo tych kilku poważniejszych refleksji wpisuje się w klasyczny motyw azjatyckiej ghost story i ostatecznie niczym szczególnym się nie wyróżnia, to forma, realizacja, strona wizualna sprawia znakomite wrażenie. Nie jest to zaskoczeniem dla nikogo, kto obejrzał choć kilka koreańskich horrorów, niemniej warto podkreślić, że bracia Kim w tej materii prezentują najwyższy poziom. Oczywiście widzów horroru najbardziej interesują momenty filmowej grozy. Trzeba przyznać, że choć twórcy korzystają z typowej mieszanki efektów nastrojowego, jak też krwawego i gwałtownego straszenia, sceny grozy wypadają bardzo przyzwoicie. Warto zwrócić uwagę na scenę w kabinie dźwiękoszczelnej, w garderobie czy w sali z lustrami. Sporo grozy i napięcia wysokiej jakości oferuje także kulminacyjna sekwencja występu Eun-joo w przeklętej piosence. Szkoda tylko, że wysiłek realizacyjny duetu reżyserów i ich ekipy, umniejsza konwencjonalna, przeciętna fabuła. Na osłodę pozostaje uroda koreańskich aktorek.

Screeny

HO, WHITE: THE MELODY OF THE CURSE a.k.a. Hwaiteu: Jeojooui Mell HO, WHITE: THE MELODY OF THE CURSE a.k.a. Hwaiteu: Jeojooui Mell HO, WHITE: THE MELODY OF THE CURSE a.k.a. Hwaiteu: Jeojooui Mell HO, WHITE: THE MELODY OF THE CURSE a.k.a. Hwaiteu: Jeojooui Mell HO, WHITE: THE MELODY OF THE CURSE a.k.a. Hwaiteu: Jeojooui Mell HO, WHITE: THE MELODY OF THE CURSE a.k.a. Hwaiteu: Jeojooui Mell

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jak bywa to regułą w koreańskich horrorach – znakomita realizacja
+ świetnie sfilmowane sceny grozy
+ w tle kilka ważkich refleksji
+ urodziwe aktorki

Minusy:

- można było z tej historii wyciągnąć znacznie, znacznie więcej
- poza tym, że duch straszy z pomocą nawiedzonej piosenki, wszystko to już było

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -