Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HUMAN CENTIPEDE II (THE FULL SEQUENCE), THE

HUMAN CENTIPEDE II (THE FULL SEQUENCE), THE

Ludzka stonoga 2

ocena:8
Rok prod.:2011
Reżyser:Tom Six
Kraj prod.:Holandia/ Wielka Brytania/ USA
Obsada:Laurence R. Harvey, Ashlynn Yennie, Maddi Black, Bill Hutchens, Vivien Bridson
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:5
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Zamiast wstępu, w którym rozwodziłbym się nad naturą ludzkiego okrucieństwa, obłędu i deprawacji, o czym wszyscy fani filmów grozy zapewne całkiem sporo wiedzą, dam ostrzeżenie, które należy potraktować bardzo poważnie:
FILM DLA LUDZI O BARDZO MOCNYCH NERWACH.

Kontynuacja "Ludzkiej stonogi" z 2009 roku była z pewnością bardzo oczekiwanym filmem, bo dzieło Toma Sixa sprzed dwóch lat „namieszało” nam nieco w głowach. Recenzując pierwszą część cyklu, nie okazałem może przesadnego entuzjazmu, ale film zdecydowanie zapadł mi w pamięć i już wtedy było widać (o czym zresztą pisałem), że powinien mieć dalszy ciąg. Wyrażałem wtedy nadzieję, że wraz z kolejną częścią granica ekstremum zostanie przesunięta znacznie dalej, bo tej w pierwszym filmie zdecydowanie brakowało. Dziś, będąc już po seansie drugiej części cyklu, mogę powiedzieć, że Tom Six chyba wsłuchał się w te apele, bo zafundował nam istną krwawą łaźnię, która ma wszelkie atuty, aby dostać się do panteonu najbardziej okrutnych i obrzydliwych filmów grozy w historii.

Już na początku filmu Tom Six puszcza do nas oko, bowiem na ekranie widzimy fragmenty pierwszej części „Gąsienicy”, oglądane przez Martina, pracownika ochrony, którego aparycja i walory fizyczne budzą niepokój. Zaiste, aktor dobrany do głównej roli (Laurence R. Harvey – o ile wygląda tak w rzeczywistości) to mało atrakcyjny widok i trudno nie przyznać reżyserowi, że dobrze wiedział, co chce osiągnąć. Wygląda także, że pan Laurence to debiutant na ekranie, co tym bardziej odsłania śmiałość zamysłu twórcy filmu. Aktor poradził sobie z rolą tak znakomicie, że wcale się nie zdziwię, jeżeli osoby znające film nie będą miały wielkiej ochoty poznać go osobiście. Stworzona przez niego kreacja zdeprawowanego, upośledzonego i absolutnie pozbawionego ludzkich odczuć psychopaty to z pewnością bardzo mocna strona filmu i poważny kandydat do ścisłej czołówki zapadających w pamięć rzeźników kina. Być może nieco przesadzam, ale sami sobie na niego popatrzcie i oceńcie, czy nie będziecie mieć lęków, wysiadając wieczorami z samochodu, gdzieś w podziemnym parkingu.

Najsłabszą stroną filmu jest jego fabuła. Całość sprowadza się właściwie do osoby wspomnianego Martina, który jest do tego stopnia zafascynowany dokonaniami dr Heitera z pierwszej części "Ludzkiej stonogi", że postanawia odtworzyć tamtą historię samodzielnie, ale nie mając ani wiedzy medycznej, ani narzędzi. Martin nie jest osobą psychicznie zrównoważoną, a wręcz przeciwnie: w dzieciństwie wykorzystywany seksualnie przez ojca, fizycznie nieatrakcyjny (delikatnie mówiąc), nie wykształcił żadnych ludzkich odruchów i trudno nawet odgadnąć, jak dalece sięga jego upośledzenie. W filmie Martin nie wypowiada ani słowa i artykułuje wyłącznie piski i bliżej nieokreślone krzyki/wrzaski. Cała fabuła sprowadza się właściwie do dwóch rzeczy: obserwowania, jak Martin „kolekcjonuje” kolejne ofiary do swojego eksperymentu (ma ambitne założenie zrobienia „gąsienicy” złożonej z 12 osób!) oraz jednoczesnego przyglądania się spirali szaleństwa i okrucieństwa, które nasila się wraz z upływem minut. Nie znajdziemy tu żadnej innej treści: tylko rzeź, rzeź i rzeź. Jeżeli założymy, że Tom Six uznał, że ciężar filmu spoczywa na jego makabrycznym aspekcie, a treść schodzi na dalszy plan (czyli patrzymy na psychopatę i nie analizujemy, dlaczego robi to, co robi), to dla mnie jest to do przyjęcia. Jestem nawet gotów wybaczyć nielogiczności i widoczne dziury w i tak już okrojonej fabule, np.: jakim cudem Martin dostał pracę na parkingu, skoro nie mówi? (a wszystko na to wskazuje, że nie chce lub nie potrafi); dlaczego pojmane ofiary, pozostawiane na całą noc w pustej hali, nie podejmują próby ucieczki, chociaż wyraźnie widać, że nie byłoby to trudne; w jaki sposób udaje mu się nawiązać kontakt z agentami aktorów i uzgodnić ich pojawienie się na planie fikcyjnego filmu Tarantino? Kilka takich potknięć jeszcze by się znalazło, ale zakładamy, że to nieistotne, ponieważ film powstał tylko w jednym celu: dostarczenia prawdziwie makabrycznych doznań.

Postanowiłem, że nie będę się rozwodził nad poszczególnymi scenami czy pomysłami na zadawanie człowiekowi bólu, jakie pokazano w tym filmie. Niech każdy, kto zdecyduje się na seans, sam sprawdzi, gdzie leżą jego granice wytrzymałości. Spieszę jedynie donieść, że w kinie europejskim (i amerykańskim) już dawno nie było filmu, który zrobiono by z taką dozą dosłowności i dokumentalnej wręcz drobiazgowości. Narracja jest bezosobowa i całkowicie zewnętrzna, co powoduje, że widz staje się biernym obserwatorem rozgrywającego się na ekranie okrucieństwa i deprawacji. Tom Six wykorzystał tutaj dorobek kina azjatyckiego – o wiele mocniejszego i dalece bardziej naturalistycznego w przekazie – charakteryzującego się obojętnym, niemal perwersyjnie ciekawskim przyglądaniem się/podglądaniem upadku człowieczeństwa i pogrążaniu się jednostki ludzkiej w morzu szaleństwa i krwi. Sięgnięcie po czarno-biały obraz to także ukłon w kierunku minimalizmu i skoncentrowaniu uwagi widza na opowiadanej historii, bo oczy nie zajmują się już kolorowym tłem, a jedynie esencją obrazu, czyli Martinem i jego światem. Przez cały niemal czas śledzimy akcję tylko jego oczami i można wręcz powiedzieć, że Tom Six chciał, abyśmy spróbowali przez chwilę „być” Martinem, co może stanowić barierę nie do przekroczenia dla bardziej wrażliwych widzów. Tak czy inaczej, od strony techniczno-wizualnej film prezentuje się znakomicie i dawno nie widziałem tak sugestywnego i wyrazistego obrazu.


Jeżeli pierwszą połowę filmu potraktujemy jako rozbieg do wielkiego finału, czy też jako fazę przygotowawczą dla zwieńczenia „dzieła życia” Martina, to zaręczam, że i tak nie przygotuje nas ona na to, co będziemy oglądać potem. Tom Six podniósł poprzeczkę brutalności i odrazy naprawdę wysoko – niewprawieni widzowie, a i ci bardziej wrażliwi na ludzką krzywdę będą mieli spory problem, żeby wytrwać do końca. Dzięki temu, że film jest czarno-biały, nie zobaczymy na ekranie morza czerwonej krwi i całej feerii innych barw, które zwykle towarzyszą horrorom. Zobaczymy natomiast szaleńca, który nie zna ludzkich uczuć i nie potrafi ocenić swoich zachowań od strony moralnej. Druga połowa filmu to pokaz okrucieństwa i bestialstwa, które choć dalekie od realizmu i prawdopodobieństwa, stanowi bardzo mocny akcent w niekończącym się podnoszeniu poprzeczki filmowej potworności. Daleko tu jeszcze do znanych z kina azjatyckiego, odhumanizowanych seansów upodlenia i zeszmacenia jakichkolwiek zasad moralnych, ale Martin na pewno mógłby dostać się na kurs „doszkalający” w Japonii.

Screeny

HO, HUMAN CENTIPEDE II (THE FULL SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE II (THE FULL SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE II (THE FULL SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE II (THE FULL SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE II (THE FULL SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE II (THE FULL SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE II (THE FULL SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE II (THE FULL SEQUENCE), THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ szokujący, dosłowny pokaz filmowego okrucieństwa
+ doskonały warsztat i dopracowana strona wizualna
+ zastosowanie czarno-białego obrazu to trafiony zabieg artystyczny, który zmienia charakter filmu
+ nawiązanie do osławionego kina azjatyckiego
+ doskonała, bardzo wyrazista i odhumanizowana rola pierwszoplanowa

Minusy:

- szczątkowa fabuła, pełniąca wobec obrazu wyraźnie serwilistyczną rolę
- chwilami zbyt widoczne dziury w wewnętrznej logice filmu
- historia bez pretensji do realizmu czy krztyny prawdopodobieństwa

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -