Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:11-11-11

11-11-11

11-11-11

ocena:6
Rok prod.:2011
Reżyser:Darren Lynn Bousman
Kraj prod.:USA/Hiszpania
Obsada:Timothy Gibbs, Wendy Glenn, Michael Landes, Montserrat Alcoverro
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:6.5
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Wystarczy na Google wpisać hasło „numerologia”, by przekonać się, ilu ludzi święcie wierzy w sprawczą moc numerów, cyfr i magii z nimi związanej. Pełna ukrytych znaczeń może być nie tylko data urodzenia, lecz także nasze imię i nazwisko, a według niektórych „szamanów” dzięki liczbom znaleźć możemy sobie idealnego partnera (lub partnerkę) na całe życie. A co najważniejsze, „specjaliści” od tego rodzaju opisu świata twierdzą, iż „magia liczb” nie ma nic wspólnego z wróżbiarstwem, a jej natura dużo bliższa jest filozofii. Okazuje się, iż nawet filmowcy są podatni na ten rodzaj sugestii. Im nie chodzi jednak o cyferkowy hokuspokus, a o wpływ daty premiery filmu na zyski, jakie on może przynieść. I tak remake filmu „The Omen” na ekranach kin mogliśmy zobaczyć 06 czerwca 2006 roku. W wielu krajach film „The Number 23” Joela Schumachera swoją premierę miał 23 lutego 2007 roku. 11 listopada 2011 roku obejrzeć mogliśmy najnowszy obraz Darrena Lynn Bousmana (twórcy m.in. „Saw 2”, „Saw 3” i „Saw 4”) zatytułowany nomen omen „11-11-11”.

Głównym bohaterem filmu jest Joseph Crone, niezwykle popularny pisarz, mający na świecie rzeszę wielbiących jego twórczość czytelników. Mężczyzna od dłuższego czasu jednak cierpi na depresję. Od momentu, kiedy jego żona i kilkuletni syn zginęli w pożarze domu, bohater nieustannie myśli o samobójstwie. Co prawda pisze, w tym i dzienniki, ale czynność tę traktuje bardziej jako formę terapii niż jako coś, co przynosi sławę i mnóstwo satysfakcji. Jakby tego było mało, Joseph dzięki dawno niewidzianemu bratu, Samuelowi, dowiaduje się o bardzo ciężkim stanie ojca. By spotkać się z nim po raz ostatni bohater podejmuje decyzję o wylocie do Barcelony, miasta jego dzieciństwa. Tam, nękany przez demony przeszłości, będzie musiał również stoczyć walkę z coraz częściej nawiedzającymi go makabrycznymi wizjami.

Schemat fabularny najnowszego filmu Bousmana jest bardzo prosty. Główny bohater, zgorzkniały nieszczęśnik i zapiekły ateista, zaczyna dostrzegać wokół siebie coraz więcej zjawisk, których istotę bardzo trudno jest mu wytłumaczyć w sposób racjonalny. Znalazłszy się w Hiszpanii, miejscu przesiąkniętym kościołami, symbolami religijnymi i tradycją katolicką, jego niewiara zaczyna wręcz przyjmować formę buntu. Nie tylko nie może porozumieć się z umierającym ojcem, fanatykiem religijnym, lecz także z trudem przychodzi mu to w kontaktach z bratem, księdzem, który odszedł od zinstytucjonalizowanego kościoła i powołał do życia własny zbór z sobą w charakterze proroka. Czując narastającą presję ze strony religijnych fanatyków - ojca i brata, coraz bardziej dojmujących wspomnień o rodzinie oraz przerażających wizji pełnym makabrycznych widm zaczyna wątpić w wyznawane dotąd wartości i powoli przekonuje się do poglądu, iż zarówno Bóg jak i szatan istnieją naprawdę. Z Internetu oraz z kart okultystycznych tomiszczy dowiaduje się, iż 11 listopada 2011 roku otworzą się wrota, dzięki którym ludzie będą mieli „zaszczyt” gościć istoty niebiańskie lub piekielne.

Bousman to sprawny rzemieślnik, który nawet z przeciętnego scenariusza (trudno doszukiwać się w pomyśle na „11-11-11” zarówno znamion oryginalności jak i skłaniających do refleksji kontekstów), potrafi wycisnąć tyle, żeby móc opowiedzieć niezłą, momentami nawet przykuwającą do ekranu historię. Całość jego najnowszego filmu oparta została jednak nie na ciekawym koncepcie fabularnym, a na zbiegu okoliczności w postaci charakterystycznej daty. Oprócz tego, widz mający w pamięci ileś tam horrorów o tematyce religijnej od razu zorientuje się, iż obraz Bousmana to nic innego jak kolejna realizacja fabularnego schematu, w którym bohater, twardo stąpający po ziemi racjonalista, nagle musi stawić czoła licznym zjawiskom wymykającym się „mędrca szkiełku i oku”.

Wielu widzów przyzna mi rację, iż jednym z najważniejszych elementów czyniących horror dziełem intrygującym i sugestywnym są występujący w nim postacie. To z nimi się identyfikujemy, podczas projekcji filmu to ich emocje udzielają się nam. Jeśli filmowi bohaterowie są jednowymiarowi i do bólu sztampowi trudno nazwać produkcję z ich udziałem za sugestywną. Z taki przypadkiem mamy, niestety, do czynienia w „11-11-11”. Wydawałoby się, iż człowiek obdarzony niepospolitą wrażliwością i spostrzegawczością, potrafiący zawładnąć czyjąś wyobraźnią (Joseph Crone to przecież autor uwielbianych przez czytelników bestsellerów) będzie postacią przykuwającą do ekranu. Nic z tych rzeczy, główny bohater obrazu Bousmana (zagrany przez Timothy’ego Gibbsa) ani nie intryguje, ani nie uwiarygodnia widzianej na ekranie opowieści. Swą nijakością i brakiem choćby kilku charakterystycznych rys idealnie wpisuje się w cały film – niby niezły, ale w dzień po seansie trudno już o nim powiedzieć coś konkretnego. Podobnie jest ze statystującymi Josephowi Crone postaciami drugoplanowymi – Samuelem i Sadie. W innej produkcji pierwszy były filmowym samograjem – młody mający wizję nowego kościoła ksiądz-odszczepieniec. Jednak zarówno on jak i wspomniana wyżej kobieta zamiast przykuwać uwagę jedynie asystują głównemu bohaterowi.

Czy w filmie Bousmana jest zatem jakiś haczyk, na który można się złapać? Otóż konstrukcja całego scenariusza „11-11-11” zbudowana jest na wieńczącym opowieść zwrocie akcji. Trzeba przyznać, iż zabieg ten robi wrażenie. Nie tylko zaskakuje i w pewnym sensie zmienia nasze myślenie o filmie jako całości, lecz także prowokuje do przemyśleń (po raz pierwszy w tym filmie) i odniesienia ich do rzeczywistości pozafilmowej. Zakończenie zdradza (z wiadomych przyczyn nie będę się rozwodził nad jego szczegółami), iż „11-11-11” nie miał być tylko i wyłącznie kinowym aperitifem do dania głównego, czyli coli i popcornu. Bousman próbując pokazać w swoim filmie, jak pewne idee urzeczywistniają się i zdobywają poklask wśród jakiejś społeczności, chciał zapewne wynieść swój film ponad te produkcje, które określa się mianem „banalne”. Niestety, by pokusić się o kino z ambicjami trzeba zdobyć się na odwagę napisania czegoś, co wyróżniać będzie się niejednoznacznością oraz oryginalnym ujęciem tematu. W przypadku „11-11-11” do czynienia nie mamy ani z jednym, ani z drugim.

Screeny

HO, 11-11-11 HO, 11-11-11 HO, 11-11-11 HO, 11-11-11 HO, 11-11-11 HO, 11-11-11

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niezła historia
+ poprawna realizacja
+ zaskakujący „twist” na koniec
+ momentami (zwłaszcza pod koniec) skłania do refleksji

Minusy:

- nijacy bohaterowie
- chwilami troszkę nuży
- w temacie horrorów religijnych nic oryginalnego

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -