Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HUSH… HUSH SWEET CHARLOTTE

HUSH… HUSH SWEET CHARLOTTE

Nie płacz, Charlotte

ocena:7
Rok prod.:1964
Reżyser:Robert Aldrich
Kraj prod.:USA
Obsada:Bette Davis, Olivia de Havilland, Joseph Cotten, Agnes Moorehead, Cecil Kellaway, Mary Astor, Victor Buono, Bruce Dern
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Hag” to angielskie słowo oznaczające „wiedźmę, jędzę”. Jest ono także częścią słowa określającego nazwę jednego z nurtów kina eksploatacji zwanego hagsploitation (inna terminologia: Grand Dame Guignol, psycho-biddy). Pierwszym, najsłynniejszym przedstawicielem tego nurtu jest ponury thriller Roberta Aldricha „Co się zdarzyło Baby Jane?” z 1962 r.. Zawierał on to, co najbardziej charakterystyczne dla tej specyficznej odmiany filmowej grozy: połączenie „starego” z „nowym”. „Stare” uosabiały hollywoodzkie gwiazdy, które apogeum popularności osiągnęły w latach międzywojennych, a po zakończeniu drugiej wojny światowej w większości przypadków wylądowały na bocznym torze. To właśnie one były owymi „wiedźmami”, ponieważ najczęściej występowały w rolach zapomnianych, samotnych starszych kobiet. „Nowe” z kolei oznaczało zazwyczaj historię a`la „Psychoza”, która na dwa lata przed premierą filmu Aldricha weszła do kin, czyli różnego rodzaju psychiczne patologie okraszone dawką makabry i brutalności. W przeciwieństwie jednak do klasycznego, niskobudżetowego kina eksploatacji hagsploitation moviesodznaczały się walorami artystycznymi a miniony blask wielkich gwiazd hollywoodzkiego kina międzywojennego na nowo w nich rozbłyskał. Filmy tego nurtu powstają nadal (np. telewizyjny „The Little House” z Francesca Annis z 2010 r.), lecz największy rozkwit tej odmiany łączącej thriller, horror i dramat psychologiczny przypadał na lata 1962-1970. To z tego okresu pochodzą: „Co się zdarzyło Baby Jane?”, „Strait Jacket”, „Dead Ringer”, „The Nanny”, „Fanatic”, „What's the Matter With Helen?” a przede wszystkim drugi, obok „Co się zdarzyło Baby Jane?”, z najpopularniejszych filmów nurtu - „Hush…Hush Sweet Charlotte” z nieodżałowaną Bette Davis.

Rok 1964. Luizjana. Charlotte Hollis mieszka samotnie w wielkiej rezydencji odziedziczonej po zmarłym ojcu. Mieszkańcy pobliskiego Baton Rouge uważają obecną właścicielkę posiadłości za na w pół obłąkaną i obwiniają ją o morderstwo sprzed lat. W 1927 r. podczas uroczystego balu w rezydencji Hollis`ów w okrutny sposób został zamordowany John Mayhew, żonaty mężczyzna, z którym Charlotte miała romans. Ponieważ wkrótce po morderstwie dziewczyna pojawiła się na balu w zakrwawionej sukni, podejrzenia o dokonanie zbrodni padły na Charlotte. Choć nigdy nie udowodniono jej popełnienia tego morderstwa, okolica wciąż huczała od plotek. Ale plotki to niejedne zmartwienie właścicielki posiadłości. W miejscu rezydencji ma przebiegać autostrada i most a jedyną przeszkodą jest Charlotte, z uporem odmawiająca opuszczenia swej własności. Ponieważ sama nie jest w stanie uporać się z urzędnikami, postanawia poszukać pomocy u młodszej kuzynki, Miriam Deering, licząc na jej znajomości. Przebycie Miriam jednak nie rozwiązuję problemów. Charlotte, żyjąca tragiczną przeszłością i rozpamiętująca ukochanego Johna, czuje się coraz gorzej. Słyszy głosy i dźwięki fortepianu, na którym ktoś gra jej ulubioną piosenkę, ktoś chodzi po tarasie posiadłości a pewnego wieczoru ktoś rozbija wszystkie lustra w bawialni. Dr Drew Bayliss ordynuje kolejne leki Charlotte, ale pacjentka czuje się coraz gorzej. Tymczasem wierna i nad wyraz wścibska służąca Charlotte, Velma dowiaduje się, że Miriam oraz dr Baylissa łączy dawna, zażyła znajomość…

Nie do końca wiadomo czy realizacja filmu została narzucona przez włodarzy wytwórni 20 Century Fox, czy też z inspiracji samego reżysera, ale obraz ten pomyślany był jako swoista kontynuacja „Co się zdarzyło Baby Jane?”. W każdym razie pomysł na film był identyczny: zatrudnić dwie wielkie gwiazdy hollywoodzkiego kina w pełnej makabry historii o obłędzie. Ale ponowne zatrudnienie do głównych ról Bette Davis i Joan Crawford nie było jedynym łącznikiem z filmem Aldricha z 1962 r. Scenariusz po raz wtóry powstał na podstawie, tym razem niepublikowanej noweli, Henry`ego Farella „What Ever Happend To Cousin Charlottte?”. Jego opracowaniem zajął się, pracujący już przy poprzednim filmie Lukas Heller. Poza tym w ekipie znajdziemy kompozytora Franka de Vola oraz scenografa Williama Glasgow`a. Co więcej z planu filmowego „Co się zdarzyło Baby Jane?” odtwórczynie głównych ról przeniosły wzajemną nienawiść. Po kilka dniach wspólnych zdjęć Crawford rozchorowała się na tyle poważnie, że trafiła na pięć tygodni do szpitala. Podobno jednak wcale nie była chora, tylko stwierdziła, że nie wytrzyma z Davis ani minuty dłużej i najzwyczajniej uciekła z planu. Swoją drogą jej rywalka robiła wszystko, aby zmusić ją do tak desperackiego kroku: nie szczędziła złośliwości, kpiła z niej i prowokowała na każdym kroku. Rejterada (nieoficjalnie) Crawford miała jednak poważne konsekwencje dla realizacji filmu, ponieważ niedyspozycja aktorki w jednej z głównych ról uniemożliwiała dalsze zdjęcia. Aldrich rozglądał się za zastępczynią, ale Katharine Hepburn, Vivien Leigh, Loretta Young oraz Barabra Stanwyck po kolei odmawiały udziału w filmie (jak można się domyślić choćby po wypowiedzi Leigh z powodu nadzwyczaj trudnego charakteru Bette Davis). Ostatecznie produkcję filmu uratowała znana choćby z „Przeminęło z wiatrem” Olivia de Havilland, która nota bene zaprzyjaźniła się z Davis.

Nie da się jednak ukryć, że „Hush… Hush Sweet Charlotte” to film, który powstał być może jedynie dlatego, że sukces odniósł poprzedni film Aldricha, „Co się zdarzyło Baby Jane?”. Podobieństw fabularnych jest wiele. Miejscem akcji jest w zdecydowanej większości olbrzymia rezydencja, pełna ponurych sal, korytarzy i krętych schodów, na dodatek będąca niemym świadkiem brutalnej zbrodni. Relacje głównych bohaterek: Charlotte i Miriam opierają się na narastającej nienawiści. Bette Davis zaś z długimi warkoczami, ubrana w zwiewne suknie wygląda jak nieco łagodniejsza wersja obłąkanej dziecięcej gwiazdy Jane Hudson. Na dodatek jej postać również ma problemy psychiczne, a przynajmniej taki trop podrzucają twórcy filmu w początkowych partiach filmu. Bohaterka grana przez Davis mimo podobieństw, różni się od Jane Hudson z „Co się zdarzyło Baby Jane?”. Jane była szalona „od początku” a widz był jedynie świadkiem jej postępującej choroby psychicznej. Charlotte jest zagadką (przynajmniej do finału lub wcześniej – jeśli domyślimy się przed czasem finałowej puenty o co nie jest, niestety, trudno). Ciąży na niej podejrzenie morderstwa, jej zachowanie zdradza problemy z psychiką – czy nie mogłaby zabić swego kochanka, który miał zamiar poinformować ją, że zrywa z nią romans? Z drugiej strony czy Charlotte nie jest jedynie samotną. nieszczęśliwą kobietą, pogrążoną w nieukojonym bólu po tragicznym i wyjątkowo okrutnym morderstwie? A być może jest jeszcze kimś innym? Dzięki znakomitej grze Davis ta niejednoznaczność przez większość filmu skłania widzów do snucia różnych własnych domysłów.

Wspominam o grze Bette Davis, ale tym razem na wyróżnienie zasługują także inni aktorzy. De Havilland jest bardzo przekonująca w roli demonicznej kuzynki Miriam, Joseph Cotten znany z filmów Orsona Wellesa („Obywatel Kane”) i Hitchcocka („Cień wątpliwości”), choć rolę ma drugoplanową, również wypada wiarygodnie, jednak najlepsze wrażenie, poza Davis, pozostawia po sobie Agnes Moorhead, która występował m.in. filmach Wellesa („Wspaniałość Ambersonów”). Wspominam o aktorach, ponieważ ten film w głównej mierze opiera się na aktorskich kreacjach, dialogach i scenariuszu, choć dopiero mistrzowska reżyseria Aldricha sprawiła, że wszystkie te elementy stworzyły spójną i intrygującą całość. Niemniej nie sposób nie zauważyć, że spośród wymienionych elementów, scenariusz Farella i Hellera jest nie tylko nie tak błyskotliwy i głęboki jak w przypadku „Co się zdarzyło Baby Jane?”, ale też nie ustrzegł się wtórności. Scenarzyści czerpią bowiem sprawdzone pomysły zarówno z poprzedniego filmu, jak też „Rebecci”, „Psychozy” a nade wszystko z „Widma” Georgesa Clouzota. Miałbym również zastrzeżenia do kilku scen, które zwłaszcza z perspektywy czasu, wydają się przegadane i niepotrzebnie przedłużone. Można mieć też wątpliwości innego rodzaju: mam wrażenie, że twórcom filmu i Bette Davis zależało aby przywrócić pozytywny a w każdym razie bardziej pozytywny wizerunek nadwątlony przez rolę psychopatycznej Jane Hudson. Dlatego też fabuła w kilku momentach, ze szkodą dla wiarygodności i naturalności zdarzeń, przebiega tak, aby Charlotte nie była kolejna wersją bohaterki „Co się zdarzyło Baby Jane?”

A jednak, nawet biorąc pod uwagę powyższe zarzuty, jest to kawał znakomitego kina grozy. „Hush … Hush Sweet Charlotte” zaskakuje przede wszystkim dawką brutalności i makabry, wprawdzie ograniczoną właściwie do trzech scen, ale odcinane dłonie czy turlająca się po schodach zdekapitowana głowa, sprawiają spore wrażenie. Wszak film Aldricha to jednak „mainstream” a nie niszowe, campowe filmy Hershela Gordona Lewisa, który właśnie tylnymi drzwiami dokonywał w horrorze rewolucji gore. Warto też zwrócić uwagę na kilka mistrzowskich scen grozy, które nawet dziś wywołują uznanie. Mam na myśli scenę z prologu, gdy na balu pojawia się w zakrwawionej sukni Charlotte i naraz wszyscy balowicze zatrzymują się wlepiając przerażone spojrzenia w bohaterkę. Choć teatralna i „hollywoodzka”, podobała mi się też scena burzy, która zastaje Charlotte błąkającą się po rezydencji – ma ona w sobie sporo odlschoolowego uroku. Jednak najlepszy fragment filmu to scena halucynacji, podczas której Charlotte wraca na wspomniany bal, który kończy się makabrycznym i tragicznym akcentem.

„Hush … Hush Sweet Charlotte” nie jest z pewnością filmem wybitnym i z pewnością nie dorównuje klasą „Co się zdarzyło Baby Jane?”, a jednak jego seans stanowi cenną odtrutkę od współczesnej fali horrorów, w których fabuła, gra aktorska, stylowa reżyseria są zupełnie bez znaczenia, ponieważ wszystko załatwią wypatroszone wnętrzności i fontanny tryskającej krwi. Warto wracać do filmów takich jak omawiany w tej recenzji obraz Roberta Aldricha, żeby przypomnieć sobie, że film to przede wszystkim sztuka opowiadania zajmujących historii. Ja w każdym razie nie zamierzam zaprzestać tych powrotów do starego, dobrego kina..

Screeny

HO, HUSH… HUSH SWEET CHARLOTTE HO, HUSH… HUSH SWEET CHARLOTTE HO, HUSH… HUSH SWEET CHARLOTTE HO, HUSH… HUSH SWEET CHARLOTTE HO, HUSH… HUSH SWEET CHARLOTTE HO, HUSH… HUSH SWEET CHARLOTTE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jeden z najlepszych filmów nury hagsploitation
+ interesująca historia
+ niejednoznaczna postać głównej bohaterki
+ reżyseria Roberta Aldricha
+ sceny grozy doprawione zaskakującą jak na klasę filmu i rok produkcji makabrą
+ Bette Davis oraz pozostali aktorzy
+ mimo upływu wielu lat wciąż bardzo dobrze się ogląda

Minusy:

- nie powstałby, gdyby nie sukces „Co się zdarzyło Baby Jane?”
- kilka zapożyczeń z innych filmów
- scenariuszu nie jest tak błyskotliwy i wieloznaczny jak w przypadku „Co się zdarzyło Baby Jane?”
- klika przegadanych scen
- finał można przewidzieć przed czasem

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -