Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PANIC AT ROCK ISLAND

PANIC AT ROCK ISLAND

Panika na Rock Island

ocena:4
Rok prod.:2011
Reżyser:Tony Tilse
Kraj prod.:Australia / Nowa Zelandia
Obsada:Viva Bianca, Grant Bowler, Luke Arnold, Anna Hutchison, Jessica Tovey, Christian Byers
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W większości filmów traktujących o dziesiątkującej populację ludzką epidemii ich autorzy skupiają się albo na wyeksponowaniu histerii wywołanej nadciągającą apokalipsą, albo na pokazaniu świata, w którym po ataku bioterrorystycznym niewielka grupa ocalałych toczyć musi krwawe boje z powstałymi na skutek zarażenia hordami monstrów. Wartym odnotowania odstępstwem od tak pokazywanej pandemii jest film „Contagion” wyreżyserowany przez Stevena Soderbergha. Twórca „Traffic” bowiem zamiast wyciskać łzy wrażliwców obrazami umierających dzieci, potraktował wybuch zarazy jako pretekst do pokazania tego, jak w obliczu śmiertelnego zagrożenia funkcjonują różne struktury państwa zarówno w obrębie jego granic jak i w kontaktach z innymi krajami. Niestety, w równie zachęcający sposób nie da się nic powiedzieć o filmie o „Panic at Rock Island”, telewizyjnej produkcji z antypodów wyreżyserowanej przez Tony’ego Tilse.

Dwoje młodych ludzi decyduje się na niebezpieczną wycieczkę kanałami, by dostać się wyspę położną nieopodal Sydney. Na Rock Island co roku odbywa się niezwykle popularny w tamtym regionie festiwal rockowy. Bohaterowie podczas wędrówki natrafiają na rannego mężczyznę. Przestraszeni z powodu jego dziwnego zachowania szybko opuszczają budzące grozę tunele. O zakrwawionym nieznajomym przypominają sobie dopiero wtedy, kiedy w trakcie imprezy na nieznaną chorobę zaczyna umierać coraz więcej ludzi. W obliczu zagrożenia epidemią władze Australii postanawiają objąć wyspę kwarantanną.

Akcja australijsko-nowozelandzkiego „Panic at Rock Island” aż kłuje w oczy schematycznymi rozwiązaniami fabularnymi, żerowaniem na wrażliwości widzów oraz pomysłami rodem z opowieści sygnowanych mianem „spiskowe teorie dziejów”. Ale nie ma się co dziwić takiej konstrukcji filmu – wszak jest to produkcja telewizyjna robiona z myślą o „targecie”, który przez media non stop karmiony jest sensacyjnymi wiadomościami na temat wąglika oraz najróżniejszych odmian grypy. Dlatego spodobać im się mogą nie tylko strasznie efekciarskie obrazy krwawiących i wymiotujących dzieciaków, lecz także wątki melodramatyczne – rodziców walczących o dostęp do swoich dzieci oraz historia rodzącej się miłości między dwojgiem młodych ludzi.

Dla żądnego sensacji telewidza przygotowano inne atrakcje. Mamy więc nie tylko choróbsko zmieniające ciało człowieka w krwawy strzęp, ale też wojsko starające się trzymać w ryzach spanikowaną dziatwę i wreszcie niejasne powiązania armijnych decydentów z medyczną korporacją potajemnie pracującą nad bronią biologiczną. Jak zwykle w tego typu filmach mamy także Don Kichota samotnie stawiającego czoła zarówno zbierającej śmiertelne żniwo epidemii, jak również cynicznym politykom starającym się wykorzystać tragedię ludzką dla swoich celów. Gdzieś między wierszami Tony Tilse dotknął także tematu funkcjonowania mediów w sytuacjach kryzysowych. Jak nietrudno się domyśleć, te ściśle „współpracując” z politykami podają tylko takie „newsy”, na jakich najważniejszym w kraju decydentom zależy.

Jeśli spojrzeć na „Panic at Rock Island” trochę łaskawszym okiem, obraz ten nie jest najgorszym, na jaki można się natknąć. Scenariusz rzeczywiście do jego najmocniejszych stron nie należy, ale już od strony realizacyjnej film Tony’ego Tilse prezentuje się całkiem nieźle. Reżyser bardzo dobrze poradził sobie z nadaniem akcji odpowiedniego tempa, nie gorzej także, dzięki sprawnemu montażowi i wpleceniu w tok akcji zsubiektywizowanych ujęć, wyszły mu próby „grania” na emocjach widzów. Również i fan horroru w „Panic at Rock Island” może znaleźć coś dla siebie. Otóż jak na produkcję telewizyjną, a co za tym idzie, zrobioną za niewielkie pieniądze, nieźle wyglądają wszystkie ujęcia prezentujące chorych i umierających ludzi. Dzięki niezłej charakteryzacji, licznym zbliżeniom oraz zdjęciom z zastosowaniem slow-motion na odbiorcach sporadycznie oglądających filmy grozy mogą one zrobić niemałe wrażenie.

Szczerze wątpię w to, iż widzowi szczególnie lubującemu się w filmowej makabrze „Panic at Rock Island” przypadnie do gustu. Niby jest to film poprawie zrobiony, jednak z tego względu, iż potencjalnym jego odbiorcą miał być widz telewizyjny, a więc taki, któremu w zasadzie obojętne jest to, co ogląda, miłośnicy horroru nie znajdą w nim nic interesującego.

Screeny

HO, PANIC AT ROCK ISLAND HO, PANIC AT ROCK ISLAND HO, PANIC AT ROCK ISLAND HO, PANIC AT ROCK ISLAND HO, PANIC AT ROCK ISLAND HO, PANIC AT ROCK ISLAND

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ od strony realizacyjnej trudno się do czegokolwiek przyczepić
+ tempo narracji
+ niektóre sceny przedstawiające zarażonych ludzi

Minusy:

- schematyczni bohaterowie
- do bólu wtórna fabuła
- ogląda się bez większych emocji
- film przedstawiający bardzo uproszczoną wizję wielu aspektów rzeczywistości
- fatalne zakończenie (wg. reguły „deus ex machina”)

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -