Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CARVER

CARVER

Carver

ocena:8
Rok prod.:2008
Reżyser:Franklin Guerrero Jr.
Kraj prod.:USA
Obsada:Jonathan Rockett, Ursula Taherian, Matt Carmody, Neil Kubath
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:7
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

„Im mniejszy budżet, tym lepszy film” – tak postawionej tezie przyklasnąłby zapewne niejeden zagorzały fan filmowej makabry. Te bowiem robione w Stanach Zjednoczonych za wielkie pieniądze, a za jeszcze większe nagłaśniane, ze swoimi schematycznymi fabułami (a jakżeby inaczej, jeśli to najczęściej remake’i, sequele, rebooty czy inne spin offy), gładką realizacją i efektami (może i poprawnymi) CGI coraz bardziej zaczynają nużyć. Nic więc dziwnego, iż wielu miłośników ekranowych potworności sięga po filmy może nie powalające realizacyjnym rozmachem, za to cieszące oko realistycznymi efektami specjalnymi i bawiące odwołaniami do „horrorowej” klasyki. Taką produkcją – tanią, ale i sprawnie „skręconą”, schematyczną, ale napisaną przez znawcę gatunku, wreszcie jednocześnie makabryczną i zabawną – jest obraz „Carver” wyreżyserowany przez Franklina Guerrero.

Czworo młodych ludzi wyjeżdża na odludzie, by na dawno przez nikogo nie odwiedzanym polu namiotowym nabrać sił przed zbliżającym się rokiem akademickim. Na miejscu przyłącza się do nich nieznajoma dziewczyna. W piątkę postanawiają pomóc pewnemu człowiekowi w przewiezieniu kilku gratów z położonej nieopodal pola namiotowego stodoły. Okazuje się, iż owe „graty” to projektor oraz kilkanaście szpul taśmy filmowej. Nie bacząc na to, czyją własnością jest sprzęt, bohaterowie rozstawiają aparaturę i organizują sobie seans filmowy. Klimat szampańskiej zabawy jednak bardzo szybko umyka, bowiem amatorskie nagrania okazują się być rejestracją niezwykle brutalnych morderstw.

Na pierwszy rzut oka historia opowiedziana w „Carver” to fabularna kalka, z którą niejeden widz zetknął się już w dziesiątkach lepszych lub gorszych horrorów. Mamy bowiem grupę młodych i pełnych entuzjazmu ludzi, którzy postanawiają zabawić się na jakimś totalnym „zadupiu”. Dookoła jest brudno, wszystko śmierdzi, pole namiotowe zaś już dawno zarosło chaszczami. Naszym bohaterom to jednak nie przeszkadza. Najważniejsze jest to, iż są sami. My jednak szybko domyślamy się, jaki los ich spotka. Amerykańska prowincja bowiem jest wylęgarnią zwyrodnialców najgorszego sortu. I ktoś taki właśnie, a konkretnie zamaskowany olbrzym z arsenałem narzędzi tortur, staje na drodze młodych ludzi. Jedni zakończą swój żywot w niewyobrażalnych męczarniach, inni spróbują stawić czoła bezwzględnemu oprawcy.

Ale myliłby się ten, kto skazałby „Carver” Franklina Guerrero na miano kolejnej „zrzynki” z „The Texas Chain Saw Massacre” Tobe’a Hoopera. Schemat fabularny obu filmów może i jest podobny, ale wynika to z faktu, iż „Carver” jest swego rodzaju hołdem złożonym klasykowi (świadczy o tym choćby stylizowanie świata przedstawionego na lata 70-e, podobny w obu produkcjach pomysł na czarne charaktery oraz sugerowanie, iż historia przedstawiona w obu filmach wydarzyła się naprawdę). Diabeł jednak tkwi w szczegółach, a te oba filmy czynią różnymi. W obrazie Guerrero psychopatami nie są kanibale, a ludzie nagrywający swe „wyczyny” na taśmie filmowej. Te wypełnione po brzegi ekstremalną brutalnością snuff movies stają się pretekstem do rozmów bohaterów o tym, dlaczego ludzie znajdują sobie upodobanie w tego typu produkcjach. Wiele scen filmu Guerrero zwraca także uwagę umiejętnym balansowaniem między powagą, a bardzo ciężkim i smoliście czarnym humorem. Dla wielu zapewne znakiem rozpoznawczym „Carver” wcale nie będą wyjątkowo okrutne sceny mordów, a... ohydne i pełne ekskrementów oraz robactwa kible, w których bohaterowie „przypileni” nagłą potrzebą muszą się załatwiać. Trudno także nie zauważyć, iż wszystkie ekstremalne sceny (a tych filmie Guerrero jest naprawdę sporo) przygotowane zostały wręcz ze wzorcową dokładnością. Co ważne, „Carver” to film, w którym kamera ani razu nie robi uniku w pokazywaniu brutalności. W licznych zbliżeniach często przechodzących w detal z iście chirurgiczną precyzją Guerrero prezentuje nam cierpienie, jakiego doświadczają bohaterowie.

Nad innymi aspektami warsztatowymi obrazu twórcy „The 8th Plague” nie ma co dywagować, bo wszystko w „Carver” przygotowane zostało przez człowieka, który doskonale wie jak skręcić solidnego „niskobudżetowca”. Aktorzy niby amatorscy, ale grają z werwą i dystansem do całej historii. Trudno im także odmówić naturalności wynikającej z zabawy całym przedsięwzięciem. Sama opowieść może i nie grzeszy oryginalnością, ale przez to, że nakręcona została z biglem (Guerrero doskonale radzi sobie z niełatwym przecież zabiegiem, jakim jest umiejętne dozowanie napięcia) kiedy trzeba szokuje, a w odpowiednich momentach wywołuje śmiech. „Carver” udowadnia także, iż jego reżyser nie tylko doskonale czuje konwencję, w jaką „wtłoczony” został film, lecz także czyniąc „zgrywę” z niektórych jej prawideł potrafi się nią bawić.

Od razu ostrzegam, iż nie jest to film dla każdego. Na pozór bowiem „Carver” wygląda na pół amatorską produkcję wypełnioną po brzegi ekstremalną przemocą (miłośnicy hollywoodzkiego rozmachu i gwiazdorskiej obsady nie znajdą w nim nic interesującego). Produkcja Guerrero to obraz nakręcony z myślą o tych, dla których najlepsze horrory to przede wszystkim filmy z lat 70-ych. Im seans „Carver” powinien sprawić szczególnie wiele frajdy.

Screeny

HO, CARVER HO, CARVER HO, CARVER HO, CARVER HO, CARVER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ stylizacja na horror z lat 70-ych
+ mnóstwa scen gore
+ doskonale dobrane plenery i wnętrza
+ dużo czarnego humoru
+ dystans twórców do całej historii
+ nawiązania do klasyków kina grozy, przede wszystkim do „The Texas Chain Saw Massacre”
+ dobre zakończenie

Minusy:

- dla widzów nie czujących konwencji film może okazać nie do strawienia

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -