Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MOTHER’S DAY

MOTHER’S DAY

Mother’s Day

ocena:8
Rok prod.:2010
Reżyser:Darren Lynn Bousman
Kraj prod.:USA / Kanada
Obsada:Rebecca De Mornay, Jaime King, Patrick John Flueger, Warren Kole, Deborah Ann Woll, Briana Evigan, Shawn Ashmore, Frank Grillo, Lisa Marcos, Matt O’Leary
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:7
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Lubię, gdy film, czy sztuka w ogóle, odchodzi od schematów i stara się pokazać, że ich właściwie nie ma. Wydaje nam się, że istnieją pewne niezmienne zasady czy mechanizmy, a naszą pewność opieramy najczęściej na zdaniu innych lub własnych obserwacjach zapominając jednak, że widzimy tylko wycinek ogromnej całości. Logika naucza przecież, że prawo analogii działa tylko w wąskim zakresie i nie możemy opierać na nim całego wnioskowania logicznego czy formułować jakieś nadrzędne prawdy. W naszym przypadku mamy do czynienia ze złamaniem mylnego schematu, że tyranem, który terroryzuje rodzinę jest zawsze mężczyzna. Okazuje się bowiem, że kobiety też potrafią to robić i są w tym o wiele bardziej wyrafinowane, nie stosując przemocy czy innych form przymusu, a sięgając do pokładów emocjonalnych. Dzięki temu ich oddziaływanie jest mocniejsze i o wiele trwalsze.

Film Darren L. Bousmana opowiada historię rodziny Koffin (nazwisko jest grą słów, ponieważ w j. angielskim słowo coffin oznacza „trumnę”), która składa się z charyzmatycznej matki i czworga rodzeństwa: trzech braci i siostry. Rodzina od dawna para się rozbojem, który zapewnia im utrzymanie, a całą grupą przestępczą rządzi matka. Wyraźnie widać, że mechanizm działa niezawodnie tylko dlatego, że opiera się na ślepym posłuszeństwie i niekwestionowaniu zasad – dzieci są całkowicie podporządkowane matce. Pewnego dnia, po jednym z kolejnych napadów na bank bracia Koffinowie chronią się w swoim zwyczajowym miejscu, czyli w domu (swoją drogą jest to mało sensowne rozwiązanie). Niespodziewanie okazuje się, że wystrój domu nie wygląda tak samo, a na dole odbywa się przyjęcie organizowane przez obcych ludzi. Pech chce, że jeden z braci został postrzelony w czasie napadu, a pieniądze przepadły. Pozostali nie mają wielkiego wyboru i terroryzują nowych właścicieli domu i ich gości. Nie wiedząc, co dalej robić, kontaktują się z matką, która zjawia się niedługo potem w towarzystwie ich siostry. Matka przejmuje kontrolę nad sytuacją i zaczyna szukać sposobu na wyjście z matni. Bracia chcą wiedzieć, dlaczego matka sprzedała dom bez powiadamiania ich o tym, a w trakcie dyskusji wychodzi na jaw, że od dawna bracia wysyłali matce pieniądze pod ten adres. Konkluzja jest prosta: pieniądze trafiały pod wskazany adres, ale przejmowali je nowi właściciele (kolejna nieścisłość: czy byłoby to w ogóle możliwe od strony administracyjnej?). Poziom komplikacji wzrasta, ponieważ teraz rodzina Koffinów nie tylko musi wydostać się bezpiecznie poza teren stanu, gdzie trwają poszukiwania sprawców napadu na bank, ale także wydobyć ze swoich zakładników informacje o wysyłanych tu pieniądzach. Z biegiem czasu okaże się, że matka i jej dzieci nie cofną się przed niczym, aby odzyskać pieniądze...

Nie można nie zacząć od stwierdzenia, że film ogląda się z rosnącym zainteresowaniem. Studium relacji zakładnicy-oprawcy jest naprawdę starannie przemyślane i rozegrane, a wraz z rozwojem sytuacji ujawniają się kolejne płaszczyzny relacji pomiędzy poszczególnymi protagonistami. W czasie tak ekstremalnych zdarzeń ujawnia się prawdziwa natura człowieka i to właśnie możemy tu obserwować. Na palecie jest wszystko: tchórzostwo i spolegliwość, udawane bohaterstwo podszyte strachem, kłamstwa, zawiść, wreszcie agresja i wrogość. W ostatecznym rozrachunku okaże się, że nikt nie jest szlachetny i na tyle bezinteresowny, aby działać na rzecz innych. Z bohaterów filmu wyziera egoizm i najbardziej prymitywna chęć przetrwania, choćby i kosztem innych. Jednocześnie mamy okazję przyjrzeć się relacjom wewnątrz rodziny Koffinów, a czynnikiem sprawczym do tej analizy staje się jeden z zakładników, który jest lekarzem i stara się pomóc postrzelonemu w czasie napadu Johnny'emu Koffinowi. Widzimy więc kolejne warstwy sieci, jaką matka oplotła wokół swoich dzieci, którym od samych narodzin wpajała szacunek do zasad, bezwzględne posłuszeństwo i umiejętność przetrwania w nienawistnym świecie. Dopiero wtedy widzimy, że rodzeństwo to bezwolne maszyny, które za nadrzędny cel obierają zawsze to, aby matka była zadowolona. Lekarz próbuje rozbić relacje rodzinne poprzez siostrę, która wydaje się najsłabszym i najbardziej zdominowanym ogniwem całości. Wraz z rozwojem wypadków i odsłanianiem kolejnych ukrytych relacji pomiędzy dramatis personae rośnie napięcie, które musi zaowocować eksplozją przemocy i sięganiem po coraz bardziej bezwzględne metody perswazji. Centralnym punktem tego zamętu jest niezmiennie matka – zimna, wyrachowana, chwilami wręcz szalona, która ma tylko jeden cel: doprowadzić sprawy do pomyślnego finału. Tyle, że nawet ją zaskoczy w końcu cena, jaką trzeba za to zapłacić.

Najważniejszym bohaterem filmy są tutaj kobiety, które w obliczu walki o przetrwanie (własne lub swojej rodziny) nie cofną się przed niczym. Na ich tle mężczyźni jawią się jako tchórze, kunktatorzy czy zwykli rzeźnicy, którzy robią tylko to, co każą im silniejsi od nich. To kolejny dowód na to, że tkwiący w kobietach instynkt opiekuńczo-macierzyński to potężna siła, której nic nie może się równać. Cały dramat ogląda się bardzo dobrze niemal do samego końca (zakończenie nie należy akurat do mocnych stron filmu), ale im dalej w las, tym bardziej natarczywa staje się pytanie: czy to aby na pewno jest horror? Dzieło Bousmana to znakomicie skrojony thriller z gatunku exploitation movie, który przypomina nieco takie klasyki jak Funny Games czy Ils, a one przecież nie są filmami grozy. To raczej bardzo mocny thriller psychologiczny, którego ciężar gatunkowy spycha do kategorii filmów „ekstremalnych”, ale nie ma o nic wspólnego z klasyczną grozą. Coraz wyraźniej widać więc, a wspominam o tym już od pewnego czasu, że kino grozy rozszerzyło swoją definicję na tyle mocno, że współczesny horror to raczej wybuchowa mieszanka psychoanalizy, dramatu i thrillera, gdzie strach nie ma żadnej personifikacji, niż opowieść o nieistniejących stworach czy inwazji z Kosmosu. Trochę to zamazuje granice jednoznaczności gatunkowej, bo stąd tylko krok do uznania za kino grozy filmów typu Przylądek strachu, Siedem czy Milczenie owiec. W tym aspekcie film Bousmana, biorąc go jako horror, jest tak daleki od np. Koszmaru z ulicy Wiązów, jak Białoruś od demokracji. Szkoda tylko, że do takich wniosków dochodzi się dopiero po lekturze filmu, a nigdy wcześniej.

Powyższe nie zmienia jednak faktu, że szczerze polecam Mother’s Day wszystkim wielbicielom dobrego kina, które ucieka od schematów i pokazuje studium relacji między ludzkich w obliczu konieczności walki o życie.

Screeny

HO, MOTHER’S DAY HO, MOTHER’S DAY HO, MOTHER’S DAY HO, MOTHER’S DAY HO, MOTHER’S DAY HO, MOTHER’S DAY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ doskonałe studium relacji międzyludzkich
+ logiczne i konsekwentne zachowanie bohaterów
+ wiarygodna, mocna historia
+ kilka znakomitych, niespodziewanych zwrotów akcji
+ mocne, poważne i zdecydowane podejście do tematu przemocy
+ przemyślana, spójna historia
+ widoczne zaangażowanie aktorów

Minusy:

- czy to rzeczywiście można nazwać horrorem?
- niepotrzebnie spłycona końcówka

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -