Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:AMERICAN HORROR STORY (SEASON 01)

AMERICAN HORROR STORY (SEASON 01)

American Horror Story (sezon 01)

ocena:7
Rok prod.:2011
Reżyser:Ryan Murphy, Alfonso Gomez-Rejon i inni
Kraj prod.:USA
Obsada:Dylan McDermott, Jessica Lange, Connie Britton, Taissa Farmiga, Denis O'Hare, Evan Peters
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Czerpiący pełnymi garściami z poetyki grozy serial między wierszami traktujący o mentalności Amerykanów? Dlaczego nie? Wszak nie pierwsza to produkcja w odcinkach będąca w pewnym sensie krytycznym rozliczeniem z etosem „American Dream”. Kilka lat temu na ekranach naszych telewizorów oglądać mogliśmy serial „Deadwood” niepozostawiający złudzeń, co do tego, na fundamencie jakich wartości zbudowano podwaliny amerykańskiej państwowości. Niedawno swoją emisję zakończyły kolejne serie dwóch genialnych telewizyjnych produkcji – „Boardwalk Empire” i „Mad Men”. Pierwszy opowiada o narodzinach kapitalizmu w Stanach, drugi zaś w niezwykle trafny sposób zgłębia zmiany, jakie w latach 60-ych zaszły w amerykańskiej obyczajowości. Jak na tym tle wypada „American Horror Story” Ryana Murphy’ego i Brada Falchuka?

Przeżywające kryzys małżonkowie wraz z kilkunastoletnią córką przenoszą się z Bostonu do Los Angeles. Początkowo zachwyceni są zarówno urokami Zachodniego Wybrzeża jak również swoim nowym domem – ogromnym i dającym ogromne pole do popisu dla kogoś z zacięciem dekoratorskim. Czerpiąc radość z urządzenia nowego „gniazdka” Ben i Vivien pragną na nowo odnaleźć w sobie entuzjazm z początków swojego związku. Dość szybko jednak orientują się, iż dom w którym zamieszkali kryje w sobie jakąś straszliwą tajemnicę. Z czasem ich śmiertelnymi wrogami nie będą tylko zamieszkujące gmaszysko duchy, lecz przede wszystkim oni sami w sytuacjach krytycznych postępując pod dyktat swych najgorszych przywar.

U niektórych fanów filmowego straszenia już powyższe streszczenie skłonić może do wygłoszenia kilku niewybrednych uwag na temat „oryginalności” konceptów fabularnych wykorzystanych w „American Horror Story”. I rzeczywiście, konstruując zarys fabuły swojego serialu panowie Murphy i Falchuk koła nie wymyślili. Motyw pragnienia ratowania związku przez próbę zerwania z przeszłością i przeprowadzkę na drugi koniec świata nie tylko wydaje się być do cna zgranym, lecz także zalatuje kiczowatym melodramatyzmem. Jeśli do przeżywających kryzys małżonków dodamy zbuntowaną i lubującą się w „mrokach” nastolatkę, w rezultacie będziemy mieli familię rodem z dziesiątków tanich dramatów kręconych dla telewizji. Ale na tych „kalkach” autorzy nie poprzestają. Najważniejszym czynnikiem nadającym filmowi cech gatunkowych horroru jest miejsce akcji – posępne gmaszysko z żyjącymi w nim duchami osób, które zakończyły w jego murach swój najczęściej nieszczęśliwy żywot. Najstraszniejszym jest budząca grozę zamaskowana postać bez litości mordująca wszystkich jego nowym lokatorów. I wreszcie kończąc temat „zapożyczeń” i schematów grzechem byłoby pominięcie ekscentrycznej sąsiadów bohaterów - Constance Langdon. Wszak bohaterami niejednego horroru były osoby na pozór tylko sprawiające wrażenie zrównoważanych, których intencje – czasami szlachetne, innym razem sugerujące skłonność do psychopatii – nadawało im cechy bomby z opóźnionym zapłonem.

Czy powyższy akapit sugerować ma, iż przez wtórność i epigoństwo „American Horror Story” omijać należy jak najszerszym łukiem? Wręcz przeciwnie, bowiem serial Ryana Murphy’ego i Brada Falchuka jest wręcz wzorcowym przykładem na to, jak w sposób intrygujący, czasami zabawny, a nade wszystko emocjonujący można grać kliszami, które wydawałoby się, już nigdy nie powinny stanowić tematu żadnego dobrego filmowego straszaka. Zarówno bowiem wizerunek nawiedzonego domu jak i jego mieszkańców - i tych żywych, i tych martwych – dalece odbiega od wzorców, jakie przez lata wykorzystywane były w dziesiątkach, jak nie setkach, filmach grozy. Począwszy od któregoś odcinka uważny widz zorientuje się, iż to nie z głównymi bohaterami ma się utożsamiać - ci bowiem są puści i momentami wyjątkowo antypatyczni - a z nawiedzającymi ich duchami. Im bowiem scenarzyści poświęcili dużo więcej miejsca i czasu, czyniąc niektóre postaciami z krwi i kości. Trudno także większości umarłym przypisać którąś jednoznacznie opisującą go etykietkę - „zły”, „psychopata”, „prześladowca”, „zwyrodnialec”. Wszyscy, podobnie jak historia Miasta Aniołów, tworzą galerię niezwykle barwnych indywiduów, dla dążeń których śmierć wcale nie stała się kresem. Co więcej, niezwykle ciekawymi bohaterami okazują się również ci żywi, którzy ze zjawami obcują na co dzień od dziesiątków lat. Niczym postacie z utworów romantycznych, w pełni ludzkimi, a tym samym ciekawymi i wielowymiarowymi, stają się dopiero wtedy, gdy życie ich samych oraz najbliższych naznaczone zostanie cierpieniem i tragedią.

Nie da się na tej samej nucie i za pomocą ciągle tych samych chwytów przez dwanaście odcinków zaskakiwać i straszyć. Podobnie jak w większości horrorów i w „American Horror Story” mamy do czynienia z suspensem, nagłym przyspieszeniem wydarzeń, agresywnym montażem, jump scenes, efektami gore czy z niespodziewanymi zwrotami akcji. W procesie budowania napięcia nie te jednak elementy gatunkowego sznytu są u Murphy’ego i Falchuka najistotniejsze. W serialu zdecydowanie ważniejszą rolę pełni obfitujące w fabularne „twisty” łączenie wątków oraz stopniowe, służące podtrzymywaniu napięcia, „podrzucanie” przez realizatorów interpretacyjnych tropów. Jedną z wad licznych filmów grozy pragnących być czym więcej niż tylko, skądinąd czasami fascynującą, niszą „B-movie”, są jednowymiarowe, szeleszczące papierem (naprędce pisanego scenariusza) postacie. Tego na pewno powiedzieć nie można o bohaterach „American Horror Story”. Ci główni, ze względu na swoją przeszłość i niedojrzałość, szczególnie ciekawymi personami nie są. Ale wydaje mi się, że to świadomy zabieg twórców, pozwalający na tle Bena, Vivien oraz ich córki pokazać zestaw naprawdę nietuzinkowych i świetnie zagranych osobników (szczególne brawa należą się odtwórcom Constance Langdon i Larry’ego Harvey’a, odpowiednio Jessice Lange i Denisowi O'Hare).

Akcja filmu dzieje się w Los Angeles, miejscu będącym jednym z symboli współczesnej Ameryki. W Fabryce Snów tylko nielicznym dane było zrobić wielką karierę (często okupioną wieloma dramatami i osobistymi tragediami). Dla większości studia filmowe i chociażby epizodyczne role w drugorzędnych produkcjach okazywały się jedynie marzeniem. Szybko zabłysnąć chciały także niektóre postacie „American Horror Story”. Przeniesienie akcji w przeszłość, chwyt zastosowany w prologach kilku epizodów, pokazuje, iż pragnienie zrobienia wielkiej i najlepiej natychmiastowej kariery to temat ponadczasowy i uniwersalny. Jego ilustracją jest postać Constance Langdon (brawurowo zagranej przez Jessicę Lange), której sny o wielkości szybko kończyły się licznymi romansami, kolejnymi ciążami i wyprowadzką na mało prestiżowe przedmieścia Los Angeles. Jak nietrudno się domyślić, również dla Bena, Vivien i Violet Miasto Aniołów „przygotuje” mnóstwo niespodzianek. Nie tylko „potraktuje” ich żądnymi krwi zjawami, lecz także „obnaży” wszystkie wady, słabości i przywary.

„American Horror Story” to kawał świetnie skrojonej rozrywki. Nie nudzi, intryguje, momentami bawi, wreszcie za każdym razem zachwyca kapitalną czołówką. Szkoda tylko, że ów efekt psuje ostatni odcinek serii – nie tylko na siłę zamykający wszystkie wątki to na dodatek wprowadzający nijaką pasujące do całości elementy parodystyczne.

Screeny

HO, AMERICAN HORROR STORY (SEASON 01) HO, AMERICAN HORROR STORY (SEASON 01) HO, AMERICAN HORROR STORY (SEASON 01) HO, AMERICAN HORROR STORY (SEASON 01) HO, AMERICAN HORROR STORY (SEASON 01) HO, AMERICAN HORROR STORY (SEASON 01) HO, AMERICAN HORROR STORY (SEASON 01) HO, AMERICAN HORROR STORY (SEASON 01) HO, AMERICAN HORROR STORY (SEASON 01) HO, AMERICAN HORROR STORY (SEASON 01)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ świetnie zrealizowany serial
+ mnóstwo smaczków dla fanów horroru
+ kapitalna Jessica Lange
+ znakomicie skrojone postacie
+ momentami naprawdę jest strasznie
+ epizody dziejące się podczas Halloween
+ umiejętne wykorzystanie wydawałoby się do cna zgranych pomysłów
+ ani przez moment nie nudzi

Minusy:

- mogłoby być trochę bardziej drapieżnie
- cała historia powinna skończyć się na jedenastym odcinku

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -