Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WOMAN, THE

WOMAN, THE

Woman, The

ocena:9
Rok prod.:2011
Reżyser:Lucky McKee
Kraj prod.:USA
Obsada:Pollyanna McIntosh, Sean Bridgers, Angela Bettis, Lauren Ashley Carter
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Współczesny horror przyzwyczaił nas przez lata, że najgorszy koszmar często nie kryje się w mrokach krypt i katakumb, ale na podwórkach takich, jak nasze własne. Dziś nie ma w tym już nic odkrywczego ani zaskakującego – co nie zmienia faktu, że od dawna nikt nie przypomniał mi owej prawdy tak dobitnie, jak duet Lucky McKee i Jack Ketchum.

Ci dwaj panowie spotkali się już raz na planie filmowym przy okazji ekranizacji powieści Ketchuma „Red”. Tym razem jednak współpraca była jeszcze głębsza, gdyż powieść, na podstawie której powstało „The Woman”, jest efektem ich wspólnych wysiłków. Nie czytałem jeszcze książki, jednak na podstawie jej ekranizacji mogę powiedzieć bez cienia wątpliwości, że była to kooperacja nader owocna.

Tytułowa kobieta to ostatnia ocalała z plemienia kanibali, dobrze znanych fanom Ketchuma z jego powieści „Off Season” i „Offspring”. Nawiązania do poprzednich książek – i filmów – nie będą jednak odgrywać tutaj większej roli. Ważne jest tylko to, że nasza antybohaterka żyje na własną rękę w lesie i prowadzi egzystencję idealnie wręcz zgodną z naturą. Twórcy kreują ją na drapieżnika, śmiertelnie niebezpiecznego, który potrafi zarówno budzić zachwyt, jak i napełniać odrazą. Naprawdę ciekawie zaczyna się jednak robić dopiero później, kiedy na ekranie pojawiają się tak zwani „zwyczajni” ludzie.

Chris Cleek jest dobrze prosperującym prawnikiem, który wraz z rodziną mieszka w wiejskim domu na amerykańskiej prowincji. Właściwie już od pierwszej sceny wyraźnie czuć, że coś w tym sielankowym gospodarstwie jest nie tak. Jaki rak toczy rodzinę Cleeków – tę tajemnicę twórcy odkryją dopiero pod koniec filmu, a i tak pozostanie kilka bardzo przyjemnie drażniących niedopowiedzeń.

Pod względem fabularnym „The Woman” to kompilacja motywów najbardziej typowych dla prozy Ketchuma, lecz połączonych bardzo logicznie i zmieszanych w niezwykle strawne danie. Nie zdradzę wiele mówiąc, że Chris Cleek odkrywa obecność dzikiej mieszkanki w pobliskim lesie – i postanawia zatrzymać ją dla siebie.

Nie chcę więcej mówić o fabule, gdyż zwyczajnie szkoda zdradzać szczegóły. Film bardzo oszczędnie dawkuje informacje na temat postaci, stara się też unikać niepotrzebnych dialogów i banalnych, nic nie wnoszących scen. Prawie wszystko tutaj jest zapięte na ostatni guzik; trudno znaleźć element, który nie pasuje do reszty lub wydaje się wepchnięty na siłę. Jestem pod wrażeniem narracyjnych umiejętności Lucky’ego McKee. Reżyser z pewnością jest człowiekiem operującym niezwykłymi pomysłami i z pełnym workiem ciekawych rozwiązań. Za scenariusz należą się ogromne brawa jemu oraz, rzecz jasna, Jackowi Ketchumowi, którego wpływ na fabułę jest aż nazbyt oczywisty. Doskonała robota, panowie.

Sposób, w jaki opowiedziano historię w „The Woman” sprawia, że jest to bodaj najbardziej oryginalny film grozy, jaki widziałem w ostatnich latach. Duża w tym także zasługa aktorów; każdy z nich pokazał naprawdę wyjątkowe umiejętności. Dodajmy jednak, że gra aktorska odróżnia „The Woman” od większości horrorów. Postaci są tutaj dość silnie przerysowane, do czego z początku może być trudno się przyzwyczaić, tym bardziej, że w innych aspektach film jest aż nazbyt realistyczny. Grający Chrisa Cleeka aktor Sean Bridgers przez cały czas mówi w złowieszczo spokojny sposób, który niemal natychmiast kojarzy się z filmowymi psychopatami. Obłędne spojrzenia Angeli Bettis sprawiają, że grana przez nią postać Belle Cleek to wręcz karykatura udręczonej żony. Chyba najbardziej realistyczną kreację proponuje nam Lauren Ashley Carter w roli Peggy Cleek, starszej córki, która też będzie bodaj jedyną postacią, z którą możemy bez problemów sympatyzować. Nie można też zapomnieć o tytułowej kobiecie, granej przez Pollyannę McIntosh, która co prawda nie ma zbyt wielu kwestii dialogowych (poza powarkiwaniem i charczeniem, ha, ha), ale swoją rolę odtwarza wręcz brawurowo.

Kolejnym elementem zasługującym na uwagę jest muzyka. Soundtrack do filmu jest przebogaty i… niezwykle wpadający w ucho. McKee postawił na budowanie atmosfery w nietypowy dla horrorów sposób, sięgając po metody znane chociażby Wesowi Cravenowi, twórcy „Ostatniego domu po lewej”. Nawet najstraszniejsze i najbardziej krwawe sceny (a gore, zwłaszcza w końcówce, nie brakuje) odbywają się przy akompaniamencie znakomitych, lekkich i chwytliwych rockowych kawałków. Niektóre z piosenek z pewnością będę chciał usłyszeć jeszcze nie raz – ale teraz już na zawsze będę miał przed oczami kontekst, w którym się pojawiają. To kolejny bardzo dobry chwyt ze strony McKee.

Film obfituje w długie, staranne ujęcia i jest nakręcony ręką doskonałego operatora. Reżyser jest świadomy możliwości, jakie daje mu współczesne kino, i z powodzeniem je wykorzystuje. Od strony technicznej „The Woman” to najlepszy film, z jakim miałem od dawna do czynienia. Nie do końca podobały mi się efekty gore, które odgrywają kluczową rolę w finałowych scenach – ale może to tylko efekt szoku, jaki wywołują takie ilości krwawej przemocy po prawie półtorej godziny spokojnie toczącej się akcji.

Podsumowując, „The Woman” to jeden z najlepszych horrorów, jakie oglądałem w ostatnich latach. Prawdopodobnie dałbym mu palmę pierwszeństwa wśród większości produkcji nakręconych po roku 2000. To dość mocne słowa, przyznaję, jednak mówię je bez najmniejszych wątpliwości. Film zyskuje dość marne oceny w licznych serwisach niezwiązanych z grozą, co kazało mi się przez chwilę zastanawiać nad tym, czy oglądaliśmy tę samą produkcję. Ale odpowiedź może leżeć w tym, że „The Woman” jest produkcją doskonałą dla miłośników dobrej grozy. Ludzie nieprzepadający za krwią i flakami na ekranie mogą uznać ów obraz za niezrozumiały i zbyt przerysowany. Jeśli jednak lubicie grozę – zarówno w wydaniu bardziej brutalnym, jak i tym czysto psychologicznym – to „The Woman” będzie dla Was filmem roku 2011.

Screeny

HO, WOMAN, THE HO, WOMAN, THE HO, WOMAN, THE HO, WOMAN, THE HO, WOMAN, THE HO, WOMAN, THE HO, WOMAN, THE HO, WOMAN, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ znakomity scenariusz
+ przemyślana, oryginalna narracja
+ świetna reżyseria
+ doskonałe zdjęcia
+ ciekawa, choć przerysowana gra aktorska
+ muzyka
+ klimat!

Minusy:

- mimo wszystko, to nie jest film dla każdego (choć to nie wada, a bardziej ostrzeżenie)

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -