Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:100 FEET

100 FEET

100 Feet

ocena:7
Rok prod.:2008
Reżyser:Eric Red
Kraj prod.:USA
Obsada:Famke Janssen, Bobby Cannavale, Ed Westwick, Michael Paré
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Na dobrą sprawę, by usłyszeć jakąś historię mrożącą krew w żyłach nie trzeba wcale sięgać do zasobów światowego kina. Wystarczy kupić kilka gazet albo włączyć dowolny kanał telewizyjny nadający audycje interwencyjne, by dowiedzieć się, ile cierpienia może wyrządzić jeden człowiek drugiemu. Śmiem nawet twierdzić, iż doniesienia o wieloletnim katowaniu kobiet czy nad wyraz okrutnym znęcaniu się nad dziećmi swoją ilością zaczynają przytłaczać, a tym samym prowadzić do zobojętnienia. Nie zmienia to jednak faktu, iż szokująca jest konstatacja, że my, ludzie uznający się za światłych, wrażliwych i wierzących w pewne uniwersalne wartości, z niewiadomych przyczyn często nie chcemy dostrzec piekła, jakie dzieję się obok nas. O skutkach takiego zaniechania całkiem sugestywnie opowiada film „100 Feet” autorstwa znanego fanom horroru Erica Reda (reżyser „Bad Moon”, twórca scenariuszy do filmu „The Hitcher”).

Decyzją sądu ostatni rok kary za zabicie męża Marnie Watson ma spędzić w areszcie domowym. Od stojącego w domu przekaźnika bohaterka nie może oddalić się na odległość większą niż 100 stóp. Zlekceważenie tego nakazu skutkuje natychmiastowym powrotem do celi więziennej. Początkowo Marnie bardzo cieszy status samotnika. Wolna od strachu przed mężem-psychopatą powoli, zaczynając od najprostszych spraw, odbudowuje nieudane dotąd życie. Z czasem jednak uświadamia sobie, iż egzystencja z piętnem morderczyni daleka jest od sielanki. Z ostracyzmem sąsiadów i rodziny jakoś sobie radzi. Nie za bardzo przejmuje się także tym, iż nieustannie obserwowana jest przez policjanta, byłego współpracownika jej męża. Prawdziwe niebezpieczeństwo nadchodzi z zupełnie innej strony. Okazuje się nim być zmarły mąż, którzy jako budzący grozę upiór przybywa z zaświatów, by zemścić się na swej żonie. Dom, będący przez krótki czas oazą spokoju, zmienia się w śmiertelną pułapkę.

Pomysł zaprzęgnięcia w fabułę horroru, gatunku stricte rozrywkowego, treści podejmujących ważkie problemy natury społecznej (przemoc w rodzinie) nie bez kozery uznać można za ryzykowny. Wszak zadaniem kina grozy nie jest szukanie odpowiedzialnego za całe zło świata, a dostarczanie satysfakcji z oglądania dobrze nakręconych historii. Artysta łącząc w swym dziele ogień i wodę posądzony może zostać o łopatologię w ukazaniu trudnych kwestii albo o ich potraktowanie w sposób naskórkowy. Z drugiej jednak strony próba udowodnienia, iż to nie eskapizm determinuje jakość opowieści w obrębie kina grozy, może w dużej mierze zdecydować o jego atrakcyjności i wiarygodności. Uważam, iż dowodem na to mogą być nie tylko adaptacje prozy Jacka Ketchuma, ale także omawiany tu „100 Feet” Erica Reda.

Na pierwszy rzut oka film jest realizacją wielokrotnie już podejmowanych przez horror motywów - nawiedzonego domu oraz zemsty zza światów. Dla doświadczonej przez życie bohaterki dwupiętrowa budowla zamiast stać się oazą bezpieczeństwa, za sprawą żądnego krwi ducha przeistacza się w matnię, z której nawet próby wydostania się skazane są na porażkę. Duch zmarłego męża pragnie tylko jednego – śmierci Marnie za to, co ta uczyniła mu za życia. Co więcej, istota stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo również dla tych, którzy z różnymi intencjami starają się zbliżyć do bohaterki. I w tym miejscu kończy się schemat, a coraz większą rolę zaczynają odgrywać co prawda niuanse, ale z tych, co to nadają całemu filmowi smaczku.

Niby to główna bohaterka ma na sumieniu największą zbrodnię - morderstwo, ale to nie ona jest filmowym czarnym charakterem. „Złym kolesiem” okazuje się być jej mąż – policjant, a więc człowiek wykonujący zawód zaufania publicznego. Jako osoba prywatna katuje żonę, jako policjant nie tylko czuwa nad tym, by jego występki nie ujrzały światła dziennego, lecz także dopuszcza się wielu oszustw przynoszących mu znaczne korzyści finansowe. Cały czas w życiu głównej bohaterki obecny jest jeszcze jeden policjant – Shanks, były partner jej męża. Mężczyzna początkowo bardzo nieufnie odnosi się do Marnie, ta przecież zabiła jego najlepszego kumpla. Nie współczuje jej, nie przyznaje się także do tego, iż wiedział o bólu zadawanym przez byłego męża. Z czasem jednak zaczyna coraz bardziej zaczyna wątpić w winę Marnie. Zdaje sobie sprawę z tego, iż jego kolega po fachu i wieloletni partner wcale nie był krystalicznie czystym gościem. W sposób dość obcesowy i szorstki daje do zrozumienia bohaterce, iż wierzy w jej niewinność. Rzecz w tym, iż kiedy ta tłumaczy mu, z kim obecnie oboje mają do czynienia, policjant uznaje kobietę za wariatkę i z jeszcze większą determinacją stara się ją inwigilować.

Największą jednak siłą filmu Erica Reda jest kreacja aktorska Famke Janssen. Jej Marnie Watson to postać dalece odbiegająca od schematu bohaterki, która musi stawić czoło wrogowi z piekła rodem. Jej poczynania nie są nacechowane ani budzącym wątpliwość heroizmem, ani każącą uciekać przed agresorem bojaźliwością. Jej największym pragnieniem jest zaznać wreszcie spokoju, a za najcenniejszą wartość bohaterka uznaje bezpieczeństwo. Nic więc dziwnego, iż kiedy jej mir, o który musiała stoczyć walkę na śmierć i życie, zostaje zakłócony, najpierw straszliwie boi się. Kiedy jednak orientuje się, iż nie ma innego wyjścia, decyduje się na kolejną batalię o prawo do szczęśliwego życia.

A jak film Reda sprawdza się jaklo horror? Myślę, że po seansie „100 Feet” szczególnie usatysfakcjonowani będą widzowie, którzy w kinie grozy cenią sobie konsekwentnie budowaną atmosferę zagrożenia oraz umiejętne dawkowanie napięcia. Reżyserowi bowiem zależało przede wszystkim na tym, abyśmy uwierzyli w główną bohaterkę oraz spróbowali zrozumieć złożoność i specyfikę sytuacji, w jakiej się znalazła. Nic więc dziwnego, iż groza z jaką zmierzyć ma się kobieta przeraża zarówno ją, jak i nas, widzów. Jeśli chodzi o granie na emocjach odbiorców, Red w „100 Feet” nawet nie stara się odkrywać Ameryki. Stosuje nagłe przyspieszenia akcji, umiejętnie stopniuje napięcie, potrafi zaskoczyć niespodziewanym ruchem na dalszym planie, nie stroni także od „jump scenes”. Siła tych chwytów nie tkwi w ich potencjalne fabularnym (bo, po pierwsze, nie mają one mocy nadawania filmowi dodatkowych znaczeń, a po drugie, widzieliśmy je w dziesiątkach horrorów), a w umieszczeniu każdego z nich w odpowiednim kontekście. Niestety, tego wyczucia i konsekwencji reżyserowi zabrakło w finale całej opowieści. Nie mając dobrego pomysłu na rozwiązanie całej fabuły, Red postawił na tanie efekciarstwo.

Gdybym miał podsumować „100 Feet” jednym przymiotnikiem, zdecydowałbym się na epitet „solidny”. Obraz Reda niby nic nowego do gatunku nie wnosi, sam seans jednak dostarczyć może wiele satysfakcji. Stąd nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić do obejrzenia filmu.

Screeny

HO, 100 FEET HO, 100 FEET HO, 100 FEET HO, 100 FEET HO, 100 FEET HO, 100 FEET HO, 100 FEET

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ całkiem zgrabnie opowiedziana historia
+ straszy, ale nienachalnie
+ rola Famke Janssen
+ pomysł z „uziemieniem” głównej bohaterki
+ budowanie napięcia
+ scena śmierci kochanka głównej bohaterki

Minusy:

- właściwie nic nowego
- rozwiązanie całej intrygi za pomocą wielkiego „bum”

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -