Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BLOOD RUNS COLD

BLOOD RUNS COLD

Blood Runs Cold

ocena:4
Rok prod.:2011
Reżyser:Sonny Laguna
Kraj prod.:Szwecja
Obsada:Hanna Oldenburg, Patrick Saxe, Andreas Rylander, Elin Hugoson, Ralf Beck
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Za sprawą cyklu „Cold Prey” oraz filmu „Dead Snow” Norwegowie pokazali, iż slasher czy zombie movie wcale nie muszą być domeną kina anglosaskiego. Wystarczy bowiem pragnącą zażyć trochę odosobnienia grupę „rozwirowanej” młodzieży wrzucić w „okoliczności” mroźnej i śnieżnej zimy, by wspominane wyżej podgatunki horroru zyskały pozór świeżości i oryginalności. Sukces Norwegów musiał zostać zauważony w Szwecji, bowiem w 2011 roku swoją premierę miał film „Blood Runs Cold” wyreżyserowany przez niejakiego Sonny’ego Lagunę.

Niespełna osiemdziesięciominutowy obraz opowiada historię Winony, młodej artystki (pisarki? piosenkarki? aktorki?), która zmęczona pierwszymi sukcesami zawodowymi postanawia odpocząć od medialnego zgiełku na prowincji, w swoich rodzinnych stronach. Zlękniona atmosferą pustego domu położonego z dala od ludzkich skupisk, postanawia spędzić wieczór w jednym z jednym z barów. Tam spotyka Richarda, miłość sprzed lat. Po krótkiej rozmowie bohaterka jego oraz dwoje znajomych, z którymi spędzał czas w barze, zaprasza do siebie. Kiedy po upojnym wieczorze obie pary kończą imprezę w swych ramionach, w budynku pojawia się zamaskowany mężczyzna uzbrojony w potężny topór.

Dalej jest już do bólu standardowo. Nie mogąc ani uciec (zwyrol uszkodził samochód Winony), ani zadzwonić po pomoc (działając z zaskoczenia morderca nie daje na to najmniejszych szans) bohaterowie rąbani toporem umierają jeden po drugim. Nietrudno się także domyśleć, kto będzie ostatnią ofiarą i kto psychopacie przysporzy najwięcej kłopotów. Oczekujący „twistów” i szokujących zwrotów akcji również srodze się zawiodą, bo scenariusz „Blood Runs Cold” jest równie skomplikowany, co przysłowiowa konstrukcja cepa.

Przeglądając skandynawskie portale poświęcone kinu natknąć się można na informację, iż film Laguny zrealizowany został za „oszałamiającą” sumę 5 tys. dolarów. W jednym z wywiadów reżyser powiedział, iż zaangażowani w projekt twórcy pieniądze na jego realizację wyłożyli z własnych kieszeni. Trudno nie uchylić czoła takiemu poświęceniu, tym bardziej, że strona wizualna to najmocniejszy punkt całego przedsięwzięcia. W przeciwieństwie chociażby do Uthauga („Cold Prey”) czy Stenberga („Cold Prey 2”), Laguna zrezygnował long shotów prezentujących piękno oraz dziką surowość skandynawskiego krajobrazu. W „Blood Runs Cold” dominuje formalny minimalizm sprowadzający się do rozchybotanych ujęć oraz kompozycji kadru charakterystycznego dla nisko budżetowych produkcji (z postaciami lub elementami nieruchomymi w centrum). Ową prostotą w doborze środków wyrazu emanuje cały film. Dzięki pozbawieniu obrazu wszelakich ozdobników (zima może być mroczną i pod każdym względem nieprzyjazna człowiekowi porą, zaś nie każdy stary dom musi być osobliwie piękny)

Niestety, niezła oprawa wizualna nie zmienia faktu, iż „Blood Runs Cold” to cyniczny skok na kasę. Film Laguny bowiem to wierna kopia „Cold Prey” Roara Uthauga, który zarówno w Europie jak i za oceanem zdobył uznanie rzeszy widzów. Wskazując na podobieństwa obu filmów nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie umiejscowienie akcji w środku mroźnego pustkowia czy przeciwstawienie demonicznemu psychopacie młodej i wyglądającej na delikatną dziewczyny. Wszak slashery nie ogląda się dla wyszukanej formy czy zachwycających oryginalnością treści. Ale w „Blood Runs Cold” zbyt wiele jest szczegółów, które jednoznacznie wskazują, iż głównym celem Laguny nakręcenie taniej podróbki „Cold Prey”. Aby się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się filmowemu „bad guy’owi” – jego historii, wizerunkowi oraz temu, w jaki sposób uśmierca on swoje ofiary. Ponadto w jednym z wywiadów reżyser powiedział, iż jego scenariusz (napisany wraz z Tommym Wiklundem) zainspirowany został skandynawskimi legendami. Trudno oprzeć się wrażeniu, iż takie stwierdzenie też ma coś z próby wprowadzenia widza w maliny. Akcja filmu bowiem może rozgrywać się wszędzie tam, gdzie choć przez kilka dni w roku panują zimowe warunki. Ani nadające miejscu nimb wyjątkowości podania, ani charakteryzujący je folklor w przypadku „Blood Runs Cold” nie odgrywają najmniejszego znaczenia.

Jeśli ktoś „połyka” horrory tonami i film Laguny „zaliczy” bez zżymania się na jego nielogiczności i liczne zapożyczenia (to eufemizm, oczywiście). Również fan slasherów nie powinien narzekać, bo i krew leje się gęsto i często, killer potrafi robić użytek ze swej broni, w kilku ujęciach można także sobie popatrzyć na kobiece „organy rozrywkowe”. Mnie jednak film z premedytacją „skrojony” pod anglosaskiego widza zupełnie nie przekonał. Wtórność bowiem też powinna mieć swoje granice.

Screeny

HO, BLOOD RUNS COLD HO, BLOOD RUNS COLD HO, BLOOD RUNS COLD HO, BLOOD RUNS COLD HO, BLOOD RUNS COLD HO, BLOOD RUNS COLD

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ da się obejrzeć
+ nieźle prezentująca się strona wizualna
+ chwilami jest krwawo i dynamicznie

Minusy:

- kopia „Cold Prey” Roara Uthauga
- czarny charakter wręcz bliźniaczo podobny do tego z filmu Uthauga
- brak tropów mogących sugerować, iż film jest inteligentną zabawą konwencją

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -