Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PECADOR

PECADOR

Pecador

ocena:8
Rok prod.:2009
Reżyser:Dawid Gryza & Paweł Kaczmarek
Kraj prod.:Polska
Obsada:Bałżej Wojtczak, Joanna Gałecka, Radosław Szymański, Tomasz Zybert, Janusz Rybakowski
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Naprawdę nazywał się Rodolfo Guzmána Huerty, ale prawie wszyscy mieszkańcy Meksyku i sąsiednich krajów znali go jako El Santo („Święty”). Santo to największa ikona meksykańskiej pop kultury, bardziej fenomen społeczny niż człowiek z krwi i kości, ulubieniec tłumów, wzór młodzieży, idol kilku pokoleń. Słowem: bohater narodowy. Czym tak bardzo zasłużył się Santo? Był gorliwym patriotą, który oddał życie za ojczyznę? Rozsławił Meksyk na niwie naukowej, dokonując przełomowego odkrycia? A może wprawił w oniemienie świat swoimi dokonaniami na polu działalności artystycznej? Ciepło, ale jeszcze nie gorąco. Santo był zapaśnikiem, specjalizującym się w lucha libre („wolna walka”), czyli rodzimej odmianie wrestlingu. Sława, którą zdobył na ringu doprowadziła go na duży ekran. Wystąpił w blisko sześćdziesięciu filmach – zawsze ze swoją nieodłączną białą maską z otworami na oczy, nos i usta. Tytułów większości filmów, poza ojczyzną Santo, właściwie nikt nie pamięta. Co najwyżej garstka zagorzałych fanów, którzy w kiczowatych, tandetnych i do bólu schematycznych filmach z udziałem meksykańskiego zapaśnika dostrzegli ujmujący urok B-klasowego niskobudżetowego kina. Wśród tego grona znaleźli się dwaj polscy miłośnicy „dziwnego kina”: Dawid Gryza i Paweł Kaczmarek – twórcy pełnometrażowego, amatorskiego obrazu o imponującym tytule: "Pecador el enmascarado de negro contra el profesor loco y la invasion de otra galaxia", a który pozwolę sobie zapisywać w formie zdecydowanie skróconej, czyli po prostu „Pecador”.

Rok 1960. Meksyk. Niedaleko San Juan ląduje niezidentyfikowany statek kosmiczny. Fakt ten nie umyka uwadze profesora, obserwującego przez teleskop niebo. Naukowiec postanawia w pierwszej kolejności skontaktować się z Pecadorem, mistrzem lucha libre. Bohaterowie udają się na miejsce lądowania pojazdu kosmitów i zostają zaatakowani przez włochatą bestię. Pecador stacza z potworem zażarty pojedynek, ale dopiero odgłos dzikiej świni, przebiegającej przez las, płoszy intruza. Tymczasem w samotnej wilii profesor Loco konstruuje robota z ludzkim mózgiem, który przeszczepia od otrutej i porwanej kobiety. Okazuje się także, że szalony profesor jest na usługach kosmitów, którzy przybyli by zapanować nad Ziemią. Do całkowitej realizacji planu kosmici potrzebują tajnej receptury zaszyfrowanej w kodeksie Majów, którą strzeże pradawna mumia. Jedyną osobą, która jest w stanie powstrzymać inwazję Obcych jest Pecador.

Czego spodziewać się po filmie, który już tytułem i streszczeniem fabuły mruga do widza wielkim okiem? Oczywiście, dobrej zabawy. Czy wszyscy dobrze się bawili podczas realizacji filmu tego nie wiem. Wiem natomiast, że nie obyło się bez różnego rodzaju problemów, tym bardziej, że „Pecador” to właściwie dwa filmy. W pierwszej wersji aktorzy mówią po polsku, w drugiej po hiszpańsku, a ponieważ tym językiem potrafiła władać tylko jedna osoba, trudności było co niemiara a zdjęcia znacznie się przedłużyły. Ale gdy film powstaje z autentycznej pasji, każdą przeszkodę można pokonać. „Pecador” jest tego najlepszym dowodem. Obaj twórcy to amatorzy, miłośnicy „dziwnych filmów”, którym poświecili nie tylko internetową stronę, ale mający wystartować 4 sierpnia, w ich rodzinnym mieście, Pabianicach, Festiwal „Kocham Dziwne Kino”. Festiwal powstał przede wszystkim, dlatego że żaden z „poważnych” organizatorów nie chciał pokazać „Pecadora”. Właściwie nie ma w tym nic zaskakującego, ponieważ jest to naprawdę „dziwny” film.

Wspomniałem we wstępie do tej recenzji o postaci Santo. Tytułowy bohater filmu Gryzy i Kaczmarka nosi bowiem „santową” maskę, tyle że nie białą, a w ciemnych kolorach. Jest również luchadorem, czyli zapaśnikiem lucha libre, zapasów, które uprawiał Santo. Film młodych Pabianiczan nawiązuje też do stylu meksykańskich obrazów ze słynnym zapaśnikiem takich, jak „Santo vs. the Martian Invasion” (1967), „Santo in The Treasure of Dracula” (1969) czy „The Aztec Mummy Against the Humanoid Robot” (1958). Gryza w jedynym z wywiadów przyznaje także, że obaj z Kaczmarkiem wzorowali się nie tylko na filmowych dokonaniach Santo, ale także na innych luchadorach: Blue Demonie i Mil Mascarase. Ale „Pecador” to dzieło autentycznych filmożerców, filmowych fanatyków, którzy są tak naładowani obrazami obejrzanych filmów, że wprawne oko dostrzeże w ich utworze także inne filmowe wpływy, choćby amerykańskich horrorów SF z lat pięćdziesiątych o inwazji z kosmosu, radosnej i kuriozalnej twórczości „najgorszego reżysera świata”, Ed Wooda (Gryza urodził się w dniu śmierci Amerykanina, co wydaje się być dziwnie niedziwne), a także wpływy estetyki campu, tandety i świadomego kiczu.

Największa wartość „Pecadora” tkwi bowiem w doskonałej, niebywale konsekwentnej i kompleksowej stylizacji na ulubione filmy twórców. Gdzieś przeczytałem, że to polska parodia mexican retro movies, ale parodia ośmiesza, karykaturalnie deformuje i złośliwie kpi sobie z parodiowanego oryginału. Parodia w istocie dekonstruuje z sadystyczną rozkoszą oryginalny obraz, a tymczasem film Gryzy i Kaczmarczyka niczego nie dekonstruuje. Widać raczej ogromną dbałość o wierność filmom, które stanowiły podstawę dla tandemu reżyserów. A zatem nie parodia, ale pastisz. Pastisz wymaga olbrzymiej wiedzy od jego twórców. Żeby bowiem naśladować skutecznie oryginał, trzeba znać go w najdrobniejszych szczegółach. I tę imponującą wiedzę posiadają Gryza i Kaczmarek, a fakt, że zdecydowali się nakręcić „Pecadora” w języku hiszpańskim, dodatkowo potwierdza, że zrealizowali wzorcowy pastisz „dziwnego kina” rodem z Meksyku i innych rejonów filmowego campu i bardzo niskiego budżetu.

A budżet był rzeczywiście niewiarygodnie niski. Gryza w wywiadzie zdradza, że zamknął się on w tysiącu złotych. Ten mikroskopijny budżet widać na każdym kroku, ale tym większe wrażenie sprawia imponująca kreatywność twórców filmu. Pojawiający się w czołówce statek kosmiczny Obcych to mały odkurzacz zakupiony na Allegro i odpowiednio spreparowany. Ale efekt ekranowy jest doskonały. Oczywiście z łatwością rozpoznanym, że jest to „coś co udaje” pojazd kosmitów, ale ten brak realizmu w przypadku „Pecadora” nie tylko nie przeszkadza w odbiorze, lecz wydaje się wręcz konieczny. Podobnie rzecz ma się z absurdalną historią, teatralną grą aktorów i ze wszystkim tworzonymi chałupniczą metodą „efektami specjalnymi”. Film Gryzy i Kaczmarka jest ostentacyjnie sztuczny, a tę sztuczność jeszcze bardziej podkreśla na serio opowiedziana historia i pełna powagi gra aktorów. Sztuczność, umowność świata przedstawionego i tandetę można by uznać za poważny mankament, gdy wskazywałaby ona na nieudolność ich twórców albo była wynikiem niezamierzonych wpadek. Ale „Peacdor” to po prostu pastisz takiego kina, które z wyzywającej tandety i ubóstwa realizacyjnego uczyniło jak najbardziej świadomą strategię twórczą. Wbrew pozorom obraz młodych Pabianiczan wymaga sporej inteligencji od widza, mimo iż wydaje się płytki pusty jak wydmuszka. W istocie jednak twórcy prowadzą z odbiorcą intertekstualną grę, odsyłającą do ich wiedzy na temat kina, którego pastisz nakręcili oraz do ich szczególnej wrażliwości, wymagającej dystansu, poczucia humoru i otwartości horyzontów na coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się bezwartościowe i pozbawione zupełnie dobrego smaku.

Największą wadą filmu, o ile można uznać ją za wadę, jest niewielka ilość atrakcji typowych dla horroru. Jest wprawdzie włochate, a`la Sasquatch bestie, mumia z plastikową maską oraz scena wykrajania plastikowego mózgu: w sumie niewiele widoków, które ucieszyłyby widza horrorów. A poza tym? Tempo można byłoby podkręcić, gdyby autorzy filmu wykazali się większą stanowczością i skracali ujęcia, które z powodzeniem można było skrócić (np. Pecador przelewający alkohol z butelki do piersiówki). No, ale nie wymagajmy od amatorów zbyt wiele. I tak porywając się na film pełnometrażowy, na dodatek wielowątkowy, dokonali rzeczy, na którą filmowcy-amatorzy nigdy by się nie odważyli porwać. A Gryza i Kaczmarek się porwali i jeszcze uczynili to z rozmachem, poczuciem humoru i inteligencją.


Film można obejrzeć TUTAJ

Screeny

HO, PECADOR HO, PECADOR HO, PECADOR HO, PECADOR HO, PECADOR HO, PECADOR HO, PECADOR HO, PECADOR

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ doskonały pastisz filmów o Santo, filmów o inwazji z kosmosu i kina bardzo niskobudżetowego
+ jak na kino amatorskie sprawnie i z rozmachem opowiedziana historia
+ konsekwentna i kompleksowa stylizacja na „dziwne kino”
+ pasja twórców, którą widać w każdej sekundzie filmu
+ imponująca kreatywność twórców
+ kicz i tandeta jako świadoma strategia twórcza
+ inteligencja pod pozorami bezpretensjonalnej zgrywy
+ film kultowy - nawet jeśli jeszcze się nim nie stał

Minusy:

- niewiele atrakcji typowych dla horroru
- niektóre ujęcia mogłyby być krótsze
- niektórych może irytować nienaturalność w grze aktorskiej, o ile nie dadzą się przekonać, że taka właśnie powinna w tym filmie być
- zdecydowanie nie dla tych, którzy nie są w stanie dać się uwieść urokowi B-klasowego kina

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -