Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DARK SHADOWS

DARK SHADOWS

Mroczne cienie

ocena:7
Rok prod.:2012
Reżyser:Tim Burton
Kraj prod.:USA
Obsada:Johnny Depp, Eva Green, Helena Bonham Carter, Michelle Pfeiffer
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Są na świecie rzeczy pewne i nieuchronne: że będziemy niezadowoleni z wyników wyborów, że deszcz spadnie akurat wtedy, gdy idziemy na spacer, i że w nowym filmie Tima Burtona zagra Johnny Depp, a muzykę jak zwykle napisze Danny Elfman. Jeżeli mieliście cichą nadzieję, że „Mroczne cienie” będą stanowiły nową jakość w twórczości reżysera, srogo się pomyliliście. Jeżeli jednak uwierzyliście plotkom mówiącym, że jest to film miałki i całkiem pozbawiony uroku – również daliście wprowadzić się w błąd.

Powiedzmy sobie szczerze już na początku: to nie jest „Sok z żuka”. To nie jest „Edward Nożycoręki”, ani „Gnijąca panna młoda”. To nie jest nawet Burtonowska wersja „Sweeney’a Todda”. „Mroczne cienie”, kinowa adaptacja starego jak świat serialu, to produkt w stylu typowym dla „nowego” Burtona, a zatem zagorzali fani jego wczesnej twórczości będą bez wątpienia kręcić nosem. Ponieważ nie należę do ludzi, którzy łatwo dają się obezwładnić sile kultu, jakim obrosła twórczość reżysera, wyszedłem z kina zadowolony. I jeżeli macie wolne popołudnie, ze spokojnym sumieniem polecam Wam ten film.

Przechodząc do rzeczy, „Mroczne cienie” opowiadają historię pewnego nieszczęśliwego (a może raczej „nieszczęsnego”?) wampira, który wydostaje się z trumny po tym, jak spędził dwieście lat zakopany żywcem pod zwałami ziemi. Wysączywszy do cna kilku niewinnych robotników, Barnabas Collins (grany, jakże inaczej, przez znakomitego Johnny’ego Deppa) postanawia wrócić na łono rodziny. Odnajduje bez trudu swoją starą posiadłość, przy okazji z pewnym niepokojem dostrzegając symptomy nowych czasów: samochody, billboardy, hałaśliwą muzykę rockową. Ogółem doświadcza kolorowego świata lat siedemdziesiątych, ukazanego przez Tima Burtona w krzywym zwierciadle stereotypów.

Oczywiście nawet pomimo tego, że rodzina Collinsów przyjmie pod swój dach – mimo dość zrozumiałych obaw – przodka, którego dotąd znali tylko z zakurzonych portretów rodzinnych, wcale nie oznacza to dla Barnabasa końca kłopotów. Starczy powiedzieć, iż wredna wiedźma, która rzuciła na niego paskudną klątwę i przyczyniła się do zakopania go żywcem, po latach wciąż czeka na niego z otwartymi ramionami. Nie zdradzę więcej z fabuły – choć jest dosyć przewidywalna, odkrywanie kolejnych smaczków daje widzowi sporo przyjemności.

Film został nakręcony bardzo przyzwoicie, ale w tej materii nie należało oczekiwać niczego innego: nawet jeśli upieracie się, że Burton „zestarzał się” albo „wyszedł z formy”, wciąż jeżeli nie genialnym reżyserem, jest przynajmniej świetnym rzemieślnikiem. Film zawiera kilka autentycznie zabawnych scen, sporo klimatycznych ujęć i mnóstwo dobrej muzyki. Jakby tego było mało, całość rozgrywa się w iście sielankowej scenerii, która we właściwych momentach zastępowana jest gotycką posępnością. Atmosfera jest bardzo lekka, chociaż nie trudno tu odnaleźć środki typowe dla horroru.

Oklaski należą się za dobór obsady. Depp jak zwykle sprawdza się znakomicie, choć jego miłośnikom prezentowany tu styl gry aktorskiej mógł już nieco się znudzić. Michelle Pfeiffer powraca w niezłej formie, choć jej rola przez większość czasu daje niewielkie pole do popisu. Helena Bonham Carter także nie zaskakuje, prezentując widzom jakby nieco mniej, niż na przykład w „Sweeney’u Toddzie”. Burton także jako jeden z pierwszych w pełni wykorzystał potencjał tkwiący w brytyjskiej aktorce Evie Green i jej szalonej mimice. To chyba zresztą najlepsza rola w filmie, choć możecie się ze mną nie zgodzić. Osobiście zachwycił mnie też fakt, że zalicza tu krótki występ Alice Cooper. Dla fanów dość wiekowego już muzyka jest to nie lada gratka, gdyż będzie nam dane usłyszeć aż trzy kawałki, a w dodatku posłuchać kilku dość prostych żartów na temat jego aparycji.

Co w „Mrocznych cieniach” może się nie podobać? Właściwie trudno wskazać konkretne wady: problem leży raczej w tym, że film nie zaskakuje, nie przyspiesza bicia serca, wzbudza dość umiarkowane emocje. To raczej sympatyczny seans na spotkanie familijne, niż wielki kinowy hit. Możliwe, że w tym właśnie leży największa słabość „Mrocznych cieni” – bo czy nie jest tak, że najlepiej pamiętamy tylko te najlepsze i najsłabsze filmy? Nowe dzieło Tima Burtona to średniak, choć dobrze zagrany, ładny i bardzo rozrywkowy. Nie zmieniam jednak zdania: jeżeli macie parę wolnych godzin, możecie równie dobrze spędzić je na oglądaniu „Mrocznych cieni”.

Screeny

HO, DARK SHADOWS HO, DARK SHADOWS HO, DARK SHADOWS HO, DARK SHADOWS HO, DARK SHADOWS HO, DARK SHADOWS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ porządna gra aktorska
+ rzetelna reżyseria
+ dość ciekawe postaci
+ przyjemne scenerie

Minusy:

- film nie wybija się niczym niezwykłym
- …a zagorzali fani Burtona i tak pewnie będą płakać

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -