Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:REFLECTIONS a.k.a Vec vidjeno

REFLECTIONS a.k.a Vec vidjeno

Odbicia

ocena:8
Rok prod.:1987
Reżyser:Goran Markovic
Kraj prod.:Jugosławia / Wielka Brytania
Obsada:Mustafa Nadarević, Anica Dobra, Milorad Mandić, Bogdan Diklić, Gordana Gadžić
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Horror jugosłowiański – to nie brzmi dumnie, a raczej egzotycznie i dziwnie. Jugosławii nie ma już bowiem na mapach świata, a na jej miejscu powstały Serbia, Chorwacja, Słowenia i inne kraje, które niepodległość zdobyły w wyniku jednej z najkrwawszych wojen domowych na kontynencie europejskim (1991-1999). Niemniej przez 48 lat trzymana w garści przez Serba, Josipa Broza Tito federacja jugosłowiańska, choć była państwem komunistycznym, strategicznie była ważnym sojusznikiem Zachodu. Z Zachodem łączyły ją liczne gospodarcze i kulturowe interesy, czego przykłady w odniesieniu do tej ostatniej znajdziemy w jugosłowiańskim horrorze. Serwis IMDB podaje, że dla Jugosławii zrealizowano dwadzieścia trzy horrory, jednakże więcej niż połowa to koprodukcje (np. „Enigma” Lucio Fulciego). Większość rodzimych filmów grozy, które nie zostały zrealizowane w ramach międzynarodowej współpracy, to tytuły nawet w Jugosławii mało znane. Bodaj najbardziej znanym przedstawicielem gatunku grozy z tego już nieistniejącego kraju jest „Reflections” a.k.a „Deja vu” (1987) Gorana Markovica. Jest to jedyny horror z byłej Jugosławii, którego wspominają w swych książkach znawcy kina, Phil Hardy w „Overlook Film Encyclopedia: Horror” (1994) oraz Steven Jay Schneider w „100 European Horror Films”. Jednak ci wszyscy, którzy oczekują klasycznego straszaka, będą srodze zawiedzeni, ponieważ reżysera interesuje bardziej naznaczona polityczną przeszłością sylwetka głównego bohatera niż konwencja grozy.

Mihailo jest nauczycielem muzyki w szkole, choć wróżono ma karierę wybitnego pianisty. Traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa sprawiły, że nie tylko nie zdobył sławy wirtuoza, ale na dodatek nie ułożył sobie życia osobistego. Gnieździ się w jednym mieszkaniu z wielodzietną rodziną w swoim rodzinnym domu, który po przyjęciu władzy przez komunistów, został zajęty przez państwo. Żyje samotnie i czuję, że coś w nim wypaliło się i zgasło. Wszystko ulega zmianie, gdy w szkole pojawia się młoda, atrakcyjna nauczycielka modellingu, Olgica. Ku jego zdumieniu dziewczyna pozwala się zaprosić na randkę. Udają się nawet do mieszkania Olgici, która zamieszkuje razem z ojcem-alkoholikiem i młodszym bratem, który bezskutecznie czeka na operację oka. Chociaż randka kończy się niewinnym pocałunkiem, mężczyzna zakochuje się w dziewczynie. Tymczasem ona traktuję go jak zabawkę. Kiedy ma ochotę spotyka się i kocha z nim, a kiedy nie – wybiera młodego nauczyciela sekcji karate. Stan psychiczny Mihailo tymczasem ulega coraz większemu pogorszeniu: nawiedzają go traumatyczne wspomnienia dzieciństwa, coraz częściej doznaje wrażenia deja vu i staje się coraz bardziej zazdrosny o Olgicę. Gdy dziewczyna przyjmuje reżyserię rocznicowego spektaklu patriotycznego i zmusza Mihailo do zagrania podczas tego przedstawienia Chopinowskiego koncertu fortepianowego, mężczyzna nie wytrzymuje. Coś w nim pęka.

James Olivier Huberty do dnia 18 lipca 1984 r. wydawał się zupełnie normalnym człowiekiem. Tego dnia zajechał swym pick-upem przed restaurację McDonalda, wyładował broń, wszedł do budynku i zastrzelił 22 osoby, ciężko raniąc 19 innych. Eric Harris i Dylan Klebold również wydawali się zwyczajnymi uczniami, a jednak 20 kwietnia 1999 w liceum w Columbine zastrzeli 13 swoich kolegów i koleżanek a 24 poważnie ranili. Nikt też nie przypuszczał, że problemy z psychiką studiującego na uniwersytecie w Wirigini południowokoreańskiego studenta, Cho Seung-hui są tak poważne, że pewnego dnia chwyci za broń i zabije z niej 33 osoby. A jednak ten dzień nadszedł… Niektórzy ludzie są bowiem jak tykające bomby. Jeśli w porę się ich „nie rozbroi”, wybuchają. Tak jak Huberty, Harris i Klebold czy Cho. Są bowiem ludzie, którzy nie radzą sobie z narastającym stresem, z osobistą traumą, z własnymi demonami a jednocześnie nie potrafią znaleźć zastępczego rozładowania dla kumulującej się frustracji, nienawiści i agresji. Na pozór zachowują się normalnie, wydają się zwyczajni a nawet sympatyczni, lecz ich wnętrze trawi emocjonalne burza z piorunami. W ludzką psychikę wbudowany jest podświadomy mechanizm obronny, który aby zachować jej spójność, który sprawia, że wewnętrzne napięcie znajduje w końcu ujście na zewnątrz. Niektórym jednak wystarczy ze złością uderzyć pięścią w stół, innym jednak – jeśli mają łatwy dostęp do broni – potrzeba czegoś więcej. Spektakularnej rzezi. Masowego mordu.

„Tykające bomby” to wdzięczny temat dla kina, wszak żywiącego się tym co niespotykane. Dlatego też bohatera, który pod wpływem zewnętrznych i wewnętrznych czynników „eksploduje” w akcie morderstwa wielu osób, kino pokazuje wcale nie tak rzadko i co ciekawie po tego rodzaju bohaterów sięgają różni reżyserzy. Zarówno Michael Haneke, wybitny reżyser europejski („71 Fragments of a Chronology of Chance”, 1994), jak Joel Shumacher, popularny twórca kina hollywoodzkiego („Upadek”, 1999), a nawet „najgorszy reżyser świata”, Uwe Boll („Massacre”, 1994) - wszyscy oni opowiadali o tym dlaczego na pozór zwyczajni ludzie sięgają po broń i zaczynają zabijać.

Bohater filmu serbskiego reżysera Gorana Markovica, znanego z zaangażowanych dramatów „Edukcja specjalna” (1977) czy „Tito i ja” ( 1992), jest również „tykającą bombą”, chociaż skutki jego wybuchu nie są szczególnie spektakularne. Markovica podobnie jak Gusa Van Santa w „Słoniu” (2003), inspirowanym masakrą w Columbine, interesuje odpowiedź na pytanie „dlaczego”. I podobnie jak amerykański twórca Markovic nie udziela jednoznacznej odpowiedzi, pokazując jedynie wydarzenia z życia bohatera, które widz powinien sam ocenić w kontekście finałowego aktu przemocy. Mihailo był od dziecka silnie związany z matką. Gdy rodzice się rozwiedli (na skutek zdrady despotycznego ojca), pozostał z matką. Bardzo przeżył ciężką i śmiertelną chorobę matki, która umierał na jego oczach w potwornych mękach. Uczestniczył także w procesie ojca oskarżonego o zdradę ojczyzny i skazanego na śmierć. Reżyser umiejętnie, bez nachalności wplata w te traumatyczne dla każdego dziecka wydarzenia, elementy polityki. Choć w Jugosławii nigdy nie doszło do terroru na skalę tego stalinowskiego, to tysiące osób uznanych za kolaborantów lub wrogów partii komunistycznej traciło życie w wyniku wyroków śmierci w pokazowych procesach. Szczególnie przejmująca jest jednak scena nie procesu ojca Mihailo, ale śmierci matki. Na łóżku kona rodzicielka już wtedy nastoletniego bohatera, a w mieszkaniu zjawiają się z nakazem zamieszkania nowi lokatorzy, wnosząc meble. Jedna z wnoszonych szaf blokuje wejście do pokoju i Mihailo zostaje uwięziony między meblem a ścianą a tymczasem na łóżku dogorywa matka chłopaka.

To „zablokowanie”, ta frustrująca niemoc powstrzymania nieuchronnego będzie towarzyszyć bohaterowi w dorosłym życiu i będzie jedną z ważniejszych przyczyn rezygnacji z kariery pianisty. Mustafa Nadarevic, odtwarzający postać Mihailo, znakomicie gra to wewnętrzne „zablokowanie”. Jego bohater jest introwertykiem, o zaciśniętych ustach, przesadnie czujnym spojrzeniu, które skrywa postępujący psychiczny rozpad, sygnalizowany w filmie przez wtrącenia, zrealizowane subiektywną kamerą. Wielką zaletą filmu Serba jest brak irytującej deklaratywności. Żaden z możliwych czynników, który w finale doprowadzi do tragedii nie wydaje się być decydujący, wszystkie wydają się ważne i ma się wrażenie, że gdyby któryś z nich nie zaistniał, kilka osób ocaliłoby życie. Niewątpliwie jednak, jak to z bombami bywa, do ich eksplozji potrzebny jest zapalnik i tym „zapalnikiem’ staje się atrakcyjna Olgica, zagrana przez „jugosłowiańską Jane Fondę”, Anicę Dobrą. Ale wprowadzając tę postać Markovic ponownie ucieka przed kuszącą drogą na skróty. Dziewczynę nie można obwinić o rolę, którą przyszło jej zagrać w wydarzeniach zakończonych krwawą rzezią. Rzeczywiście, Olgica traktowała Mihailo przedmiotowo i bezwzględnie i to ostatecznie ona zmusiła mężczyznę do uczestnictwa w propagandowym przedstawieniu, które mężczyzna miał uświetnić grą na fortepianie. Zderzony z własną niemocą, z tragiczną przeszłością, z poczuciem winy Miahilo w końcu załamuje się.

Niezwykle istotne wydają mi się w tym filmie elementy tła. Na pozór nie mają one wielkiego znaczenia dla głównego wątku mężczyzny po przejściach, który pod wpływem pięknej kobiety popada w obłęd, ale w istocie są niezmiernie ważne. Tworzą one wyjałowioną, ponurą i brzydką polityczno-społeczną rzeczywistość komunistycznej teraźniejszości. Ten prostacki sąsiad, jakby żywcem wyjęty z filmów Emira Kusturicy, gnieżdżący się z żoną i z dzieciakami w jednym pokoju, ten styrany życiem ojciec-alkoholik Olgici czy jej okaleczony brat, którego dziewczyna wynosi z łóżka, ilekroć zjawia się w domu z mężczyzną, ponieważ z powodu biedy nie stać rodziny na osobny pokój i łóżko. Z drugiej zaś strony ci ludzie z pełnym zapałem przygotowujący, wychwalające komunistyczny reżim, przedstawienie – to drobiazgi, które budują przejmujący obraz świata w stanie rozkładu. Polityczne akcenty są w filmie Markovica zaznaczone subtelnie, idealnie wpasowując się w historię szaleństwa pewnego niespełnionego artysty i zakochanego w niewłaściwej kobiecie nieszczęśnika, jednakże wydają mi się, że są w „Reflections” istotne, a może nawet najistotniejsze. Jeśli bowiem szukać największego winowajcy, to jest nim nieludzki system polityczno-społeczny. Jego ofiarami pada ojciec i matka Mihaila, ale także i on sam. To oskarżenie pod adresem ustroju Jugosławii nie mogło jednak być wyrażone wprost, dlatego pozostaje ono jedną z możliwych interpretacji. I być może dlatego reżyser wykonuje zaskakującą woltę i opowieść o Miahilu staje się nagle opowieścią o zemście zupełnie innego bohatera. Niemniej, tak jak w przypadku wielu wybitnych polskich filmów cenzura, zmuszająca do mówienia nie wprost o pewnych rzeczach, przysłużyła się artystycznemu kształtowi tych filmów, tak też jest w przypadku „Reflections”.

A co z grozą? Widzowie spragnieni mocniejszych akcentów muszą poczekać do krwawego finału, w którym pojawia się nawet kilka raczej amatorskich efektów gore. Ich amatorskość nie drażni bardzo, ponieważ zyskują one cały głęboki kontekst wcześniej opowiedzianej historii. Ale nie tylko finał może się fanom horrorów wydać interesujący. Od znakomitego prologu, nakręconego subiektywną kamerą, w jednym kilkuminutowym ujęciu Markovic w umiejętny sposób tworzy podskórne napięcie, rodzaj trudnego do określenia niepokoju sugerującego, że „coś wisi w powietrzu”. Tego rodzaju odczucia potrafili wywołać w kinie grozy tylko najwięksi: Kubrick, Weir czy Roeg, toteż słowa uznania należą się serbskiemu reżyserowi. Krótko mówiąc, „Reflections” to inteligentny dramat psychologiczny z elementami horroru, który - jeśli nie będziemy oczekiwać od niego atrakcji typowych dla tego gatunku - sprawi nam z pewnością wiele satysfakcji.

Screeny

HO, REFLECTIONS a.k.a Vec vidjeno HO, REFLECTIONS a.k.a Vec vidjeno HO, REFLECTIONS a.k.a Vec vidjeno HO, REFLECTIONS a.k.a Vec vidjeno HO, REFLECTIONS a.k.a Vec vidjeno HO, REFLECTIONS a.k.a Vec vidjeno

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ bodaj najsłynniejszy horror jugosłowiański
+ bardzo dobra realizacja
+ interesująco i inteligentnie opowiedziana historia
+ subtelne napięcie i niepokój
+ gra aktorska Mustafy Nadarevica i Anici Dobry
+ krwawy finał
+ zaskakujące zakończenie
+ umiejętnie wplecione aluzje polityczne

Minusy:

- typowe dla horroru atrakcje pojawiają się dopiero w finale
- jako ostrzeżenie: to jest dramat psychologiczny z elementami horroru

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -