Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BLOOD TIES a.k.a. Huan hun

BLOOD TIES a.k.a. Huan hun

Więzy krwi

ocena:8
Rok prod.:2009
Reżyser:Yee-Wei Chiai
Kraj prod.:Singapur
Obsada:Joey Leong, Cheng Pei Pei, Kenneth Tsang, David Leong, Vincent Tee
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Do you think there`s a heaven?
I don`t know. I really don`t …

/cytat z filmu/

Shun jest policjantem wydziału narkotykowego, słynącym ze swej zawziętości w zwalczaniu przestępców. Podczas jednej z obław dochodzi do strzelaniny między oddziałem specjalnym policji a gangsterami. Shun, który bierz udział w operacji, śmiertelnie rani brata bossa gangu, któremu z kilkoma swoimi ludźmi udaje się zbiec. Kilka dni później w mieszkaniu Shuna zjawiają się gangsterzy, którzy mordują zaskoczonego Shuna oraz w okrutny sposób gwałcą i zabijają jego żonę, Ah Mei. Świadkiem mordu jest trzynastoletnia siostra detektywa Quing. I to właśnie ona stanie się narzędziem zemsty Shuna. Zgodnie z chińskimi zwyczajami duch zmarłego po siedmiu dniach od swej śmierci powraca do świata żywych, aby ostatecznie pożegnać się z rodziną. Duch Shuna również powraca, ale postanawia „wejść” w ciało Quing, świadka zbrodni. Uzbrojona w nóż dziewczynka, kierowana przez żądnego zemsty Shuna, wyrusza na miasto, aby pomścić śmierć swoją i ukochanej Ah Mei. Tymczasem matka Quing, pani Lee zgłasza się do krewnego Woona, który był przełożonym jej syna w wydziale narkotykowym. Te dwa wątki znajdą zaskakujące zwieńczenie w finale.

Powiedzmy sobie wprost: Singapur to nie jest potęga światowa w produkcji horrorów. A jednak w ostatnich latach, to właśnie w krajach uważanych za II ligę światowej grozy dzieje się najwięcej ciekawego, a przynajmniej więcej niż w państwach tradycyjnie uznawanych za czołówkę azjatyckiego horroru, czyli Japonii, Korei Płd czy Hongkongu. I tak w Indonezji realizuje kolejne swe znakomite filmy Joko Anwar, być może najciekawszy azjatycki reżyser kina grozy; w Malezji powstał jeden z najlepszych mockumentaries w dziejach gatunku „What?” („Seru”, 2011), na Filipinach najnowszy film najsłynniejszego twórcy grozy z tego wyspiarskiego kraju, „The Road” Yama Larnasa zbiera rewelacyjne recenzje. Nawet, jak dowodzi omawiany tutaj obraz debiutanta, Chiai Yee-Weia, „Blood Ties”, w malutkim Singapurze możemy natknąć się na perełki filmowej grozy.

Bo „Blood Ties” to zaskakujące swą świeżością, energią i pomysłowością kino grozy. Choć fabuła skonstruowana została wokół wyjątkowo zgranego motywu zemsty zza grobu, nie tylko nie jest nudno, ale nawet jest oryginalnie. Zasługa w tym dwóch elementów, które dodane do pozornie pozbawionej wszelkich niespodzianek historii, czynią ją właśnie interesującą, intrygującą i nieprzewidywalną. Pierwszy z owych cudownych przysmaków dodany do fabuły to gatunkowy melanż. „Blood Ties” zaczyna się bowiem jak hongkoński film akcji, który mogły wyreżyserować John Woo albo Johny To. Chiai co prawda nie pokazuje charakterystycznego dla twórców z Hongkongu „baletu przemocy” , ale nie brakuje gangsterów w czarnych garniturach i ciemnych okularach, strzelanin, tajnych agentów policji oraz efektownej sceny zabójstwa „zdrajcy”: z ulatującym do nieba niczym ludzka dusza balonikiem, który wysunął się z dłoni umierającego bohatera. Jest również krwawa zemsta gangstera na prawym policjancie za śmierć brata, lecz już w tej pierwszej bardziej typowej dla kina akcji niż horroru połowie filmu, pojawia się umiejętnie wprowadzony do fabuły element nadnaturalny. Oto bowiem nastoletnia siostra zamordowanego detektywa Shuna zjawia się cała zakrwawiona u byłego partnera policjanta i ku jego zdumieniu wyznaje, że jest… Shunem. Bo nie dość, że Chiai z wielkim talentem łączy różne gatunki: film sensacyjny z horrorem, ale także z thrillerem, opowieścią obyczajową, folklorem a nawet moralitetem, to poszczególne konwencje gatunkowe włącza stopniowo, wykorzystując chronologiczną, poszatkowaną flashbackami narrację. Nie jest prosto opowiadać w taki nietypowy sposób, bo łatwo wpaść w narracyjny chaos, ale Chiai korzysta z własnego, precyzyjnego, przemyślanego w najdrobniejszych szczegółach scenariusza. To konieczny warunek: musisz doskonale wiedzieć co i jak chcesz opowiedzieć i dokąd filmowa intryga ma doprowadzić. Reżyser „Blood Ties” wszystko to wie. Dlatego nie zawodzi.

Nie zawodzi także w innym aspekcie przedstawionej historii. Chodzi o motyw zemsty zza grobu – kanoniczny dla azjatyckiej ghost story. Chiai dokładnie przestudiował sposób w jaki ten zgrany do bólu chwyt dramaturgiczny jest wykorzystywany w horrorach, ponieważ umiejętnie unika wszelkich pułapek z nim związanych. Choć wierzenia Chińczyków, dotyczące siódmego dnia po śmierci osoby spożytkował choćby Herman Yau w „The First Seventh Night”, w którym również połączył horror z kinem akcji, reżyser „Blood Ties” potrafi sprytnie wpleść je w motyw zemsty z zaświatów. Dawka chińskiego folkloru staje się w ten sposób doskonale funkcjonalnym elementem fabuły, tłumacząc zaskakujący chwyt z opętaniem oraz kreując stosowny nastrój egzotyki i mistyki. Ale to nie wszystko, co czyni singapurski reżyser. Przede wszystkim nie oglądamy na ekranie kolejnego klona Sadako a zemsta nie dokonuje się bezpośrednio przez mściwego ducha, lecz przez nietypową symbiozę istoty nadnaturalnej ze śmiertelnikiem. Na dodatek owym śmiertelnikiem jest dziecko, co dodaje dodatkowego posmaku: w Azji raczej naturalnego, ale na Zachodzie dziecko, mordujące w okrutny sposób gangsterów, byłoby zapewne figurą mocno kontrowersyjną. Rozłożenie zemsty na dwie osoby stwarza ponadto intrygującą ambiwalencję, bo chociaż w filmie wyraźnie jest powiedziane, że to duch Shuna mści się na swych oprawcach, wykorzystując ciało Quing jako narzędzie, to jednak nieodzowność owego narzędzia oraz fakt, że dziewczynka również miała motyw, by wziąć odwet na gangsterach kreuje ambiwalencję w motywacji bohaterów. I dodajmy nie jest ona przypadkowa.

Bo poza rewelacyjnie opowiedzianą historią, spora dawką przemocy, sprytnie i interesująco zastosowanym motywem zemsty zza grobu oraz – podkreślmy ten atut – pierwszorzędną realizacją, „Blood Ties” ma coś jeszcze w zanadrzu. To eksponowany w filmie motyw fałszywości, czy też niejednoznaczności ludzkiej tożsamości. Chiai w filmie wybitnie rozrywkowym ma odwagę zadać pytanie: „kim jesteś?”. Bo w jego horrorze nikt nie jest tym za kogo się podaje. Quing nie jest bynajmniej niewinną słodką dziewczynką, wierny przyjaciel tylko wiernym przyjacielem, troskliwy przełożony tylko szefem, dbającym o swych podwładnych, a gangster … gangsterem. Nawet matka Quing w finale okazuje się być kim innym. Owa ambiwalencja w postrzeganiu ludzkiej tożsamości jest typowa dla filozofii azjatyckiej, która daleka jest od uznania człowieka za istotę spójną, jednorodną. Buddyzm w ogóle nie uznaje trwałego „ja”, pozostałe religie-filozofie jak choćby taoizm uważają, że człowiek jest związany z dao, czyli esencją wszechświata, podlegającą nieustannym zmianom. Ale można dostrzec w obrazie nie tylko odniesienia do azjatyckich filozofii: eksponowanie ambiwalencji w zachowaniu ludzi wpisuje się w ogólną wizję świata przedstawionego, która nie jest optymistyczna. Świat, w którym rządzi moralna względność, egoizm, chciwość, nienawiść i przemoc jest wyjątkowo ponurym miejscem. Gdy słyszymy otwierający film dialog między nieznajomymi osobami ( dopiero w finale filmu dowiemy się kim one są), podczas którego jeden z rozmówców pyta się czy jest niebo, a drugi odpowiada, że nie wie, to tę krótką wymianę zdań można uznać za motto całego filmu. Bo na dobrą sprawę w obrazie Chiai nie ma pozytywnych bohaterów, wszak wymierzanie sprawiedliwości poprzez zemstę jest moralnie wątpliwe. Bohaterowie „Blood Ties” tak naprawdę nie zasługują na niebo. Dla nich niebo pozostanie niedostępnym znakiem zapytania. Rzecz jasna tego rodzaju rozważania pojawiają się na drugim planie. Bo na pierwszym otrzymujemy, trzymającą w napięciu krwawą historię na dodatek efektownie zagraną, zwłaszcza przez debiutującą na dużym ekranie Joey Leong w roli Quing.

Słowo podsumowania: warto!

Screeny

HO, BLOOD TIES a.k.a. Huan hun HO, BLOOD TIES a.k.a. Huan hun HO, BLOOD TIES a.k.a. Huan hun HO, BLOOD TIES a.k.a. Huan hun HO, BLOOD TIES a.k.a. Huan hun HO, BLOOD TIES a.k.a. Huan hun HO, BLOOD TIES a.k.a. Huan hun HO, BLOOD TIES a.k.a. Huan hun

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ znakomita realizacja
+ udany gatunkowy melanż
+ intrygujący, przypominający puzzle sposób narracji
+ interesująca, dobrze obmyślona historia
+ pomysłowo wykorzystany motyw zemsty zza grobu
+ bywa brutalnie i krwawo
+ Joey Leong w roli Quing
+ garść refleksji na marginesie

Minusy:

- na atrakcje typowe dla horroru trzeba trochę poczekać
- nieco rozczarowujące ostatnie sceny

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -