Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:INTRUDERS

INTRUDERS

Intruzi

ocena:4
Rok prod.:2011
Reżyser:Juan Carlos Fresnadillo
Kraj prod.:USA / Wielka Brytania / Hiszpania
Obsada:Clive Owen, Carice van Houten, Daniel Brühl, Ella Purnell, Kerry Fox, Pilar López de Ayal
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

I znowu mamy horror, w którym ofiarami podstępnego i bezwzględnego zła stają się dzieci. Dla miłośnika kina grozy temat to nienowy. By łatwiej grać na emocjach widzów, twórcy filmowej makabry nie raz i nie dwa konfrontowali dziecięcą niewinność i słabość z okrucieństwem pozbawionego skrupułów przeciwnika. Jednym ów wątek udało się wpleść w opowieść wręcz perfekcyjnie („Seven Days”, „Pan's Labyrinth”), dla innych temat krzywdzonego dziecka zaczynał się i kończył na cynicznej manipulacji wrażliwością odbiorów. Trudno powiedzieć, z jakim przesłaniem chciał dotrzeć do nas Juan Carlos Fresnadillo („28 Weeks Later”), autor filmu „Intruders”. Jest to bowiem wzorcowy przykład filmu-wydmuszki – nieźle prezentującego się od strony wizualnej, za to pozbawionego jakichkolwiek walorów w sferze treści.

Przez większość części filmu akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach czasoprzestrzennych. Najpierw poznajemy Juana i Luisa, kilkuletniego chłopca i jego matkę mieszkających gdzieś w Hiszpanii. Oboje prześladowani są przez monstrum, które młody nazywa „Bez Twarzy”. W pewnym momencie zdesperowana matka, nie wiedząc jak ochronić swoje dziecko przed demonicznym psychopatą, zwraca się do miejscowego księdza. Ten, podejrzewając, iż w horror niewinnych ludzi zamieszane mogą być siły nieczyste, postanawia pomóc Juanowi i Luisie. Bohaterami równoległego wątku są John Farrow i jego córka Mia. Pewnego dnia nastolatka w skrytce umieszczonej we wnętrzu drzewa znajduje pudełko z zapisaną kartką w środku. To wydarzenie staje początkiem jej koszmaru. Najpierw w snach, później na jawie zaczyna prześladować ją pozbawiony twarzy mężczyzna.

Do pewnego momentu film Fresnadillo ogląda się nieźle. Już pierwsze sceny bowiem zwracają uwagę realizacyjnym rozmachem, intrygującym klimatem oraz aurą tajemnicy, jaką otoczona została postać czarnego charakteru. Trudno także przejść obojętnie obok koszmaru, z jakim zderzyć się muszą występujące w filmie dzieci. Wreszcie naturalnym pragnieniem każdego miłośnika ekranowej grozy jest chęć zgłębienia wszystkich zagadek zawartych w filmowej opowieści. Z czasem jednak film zamiast pogłębiać nasze nim zainteresowanie, zaczyna coraz bardziej irytować. Oczekiwanie na to, aby oba wątki zaczęły się przenikać czyniąc wreszcie całą historię spójną i logiczną, przeradza się we frustrację. Bo ileż razy można oglądać tę samą scenę, w której ginąca w mroku zakapturzona postać straszy struchlałe z trwogi dzieciaki? Trudno też nie zauważyć, iż im więcej dowiadujemy się o bohaterach, tym bardziej cały wątek nadnaturalny, a więc w tym wypadku clou filmowej grozy, schodzi na drugi plan. Najważniejsze stają się nie napięcie, suspens czy wywołanie w widzu lęku przed kolejnymi minutami seansu, a nużące rodzicielskie perypetie sprowadzające się od odpowiedzi na pytanie „dlaczego moje dziecko wariuje?”.

Przychodzi jednak czas, kiedy wszystkie karty zostają odsłonięte i dowiadujemy się wreszcie, co łączy hiszpańskiego chłopca i amerykańską nastolatkę. I jest to według mnie moment kluczowy dla filmu Fresnadillo. Z przeciętnego patrzydła bowiem, przyzwoicie skręconego i nieźle zagranego, „Intruders” zmienia się w piramidalną bzdurę, którą aż ciężko się ogląda. Horror nie musi mierzyć się z tzw. kinem ambitnym, odbiorczy akt „zawieszenia niewiary” daje twórcom kina fantastycznego przyzwolenie na przemycanie w swych filmach niejednego nieprawdopodobieństwa. Nie zwalnia to jednak autorów z dążeń, aby każda opowiadana przez nich historia była spójna i rządziła się wewnętrzną logiką. Takich przymiotów, niestety, film Juana Carlosa Fresnadillo jest pozbawiony. Stąd też chyba najtrafniejszym epitetem, jakim można określić „Intruders” to słowo niewiarygodny.

A można było z pomysłu na film wyciągnąć o wiele więcej, niż to zrobił twórca „Intacto”. Wystarczyło koncept na scenariusz oprzeć na niedopowiedzeniach, dwuznacznościach i niepewności związanej z istotą udręki trawiącej dziecięce zmysły. Siła horroru tkwiłaby wtedy nie w jakiejś niby demonicznej postaci prześladującej małoletnich bohaterów, a w desperackich próbach docieczenia tego, co tak naprawdę zagraża pociechom bohaterów. Stąd jedni upatrując sedno problemu w siłach nieczystych szukaliby ratunku u księży, drudzy, twardo stąpający po ziemi, próbowaliby szukać remedium na swoje zmartwienie u różnego rodzaju specjalistów z zakresu psychiatrii.

Wyżej nieprzypadkowo piszę o kapłanach katolickich i lekarzach. Zarówno bowiem jedni jak i drudzy pojawiają się w „Intruders”. Rzecz w tym, iż nie do końca wiadomo, jaką rolę pełnią oni w świecie przedstawionym filmu. Owa niekonsekwencja dziwi przede wszystkim w przypadku ojca Antonio (występuje w „hiszpańskim” wątku o Juanie), do zagrania którego zaproszono jedną z największych gwiazd niemieckiego kina Daniela Brühla („Good Bye Lenin!”). Takie potraktowanie postaci i wątków jest symptomatyczne dla całego filmu. Przyczynowo-skutkowej logiki brakuje zarówno w konstrukcji głównego wątku jak i w tych pobocznych składających się na „background” filmu.

„Intruders” jest filmem tak nijakim, iż trudno mi sobie wyobrazić widza, któremu produkcja Fresnadillo mogłaby przypaść do gustu. Nie będzie nim ani miłośnik kina klasy B, ani ktoś, kto w produkcji fantastycznej najbardziej ceni sobie intrygującą i zajmującą opowieść. Niczego ciekawego nie w nim nie znajdą również ci, dla których najważniejszymi zaletami kina są szybka akcja i mnóstwo krwawych „momentów”. „Intruders” to kolejne zrobione za niemałe pieniądze hollywoodzkie filmidło z plastiku, na temat którego krytycy i fani trochę ponarzekają i bardzo szybko puszczą w niepamięć.

Screeny

HO, INTRUDERS HO, INTRUDERS HO, INTRUDERS HO, INTRUDERS HO, INTRUDERS HO, INTRUDERS HO, INTRUDERS HO, INTRUDERS HO, INTRUDERS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ obiecujący początek
+ niezły wątek „hiszpański”
+ kilka niezłych scen i ujęć
+ od strony realizacyjnej film jak najbardziej oglądalny

Minusy:

- bardzo słaba historia
- od pewnego momentu film coraz bardziej się wlecze
- niby mnóstwo niezłych aktorów, ale tak naprawdę tego nie widać
- niektóre rozwiązania fabularne zakrawają o kuriozum

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -