Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEADHEADS

DEADHEADS

Deadheads

ocena:6
Rok prod.:2011
Reżyser:Brett & Drew Pierce
Kraj prod.:USA
Obsada:Michael McKiddy, Ross Kidder, Markus Taylor, Thomas Galasso, Natalie Victoria, Eden Malyn, Benjamin Webster
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Żywe trupy to ciągle nieumarła tematyka. W kinie, książce, komiksie wciąż pojawiają się jak grzyby po deszczu. Niezwykły fenomen, bo przecież ile razy można oglądać dokładnie to samo. Grupka osób stara się stawić czoła truposzom, które są zarazem zwiastunem zagłady cywilizacji. Oczywiście ludzi może być całkiem dużo, a przyczyną takiego stanu rzeczy zazwyczaj jest nieudany eksperyment, wirus, który się wydostał, itd. Odpowiedzialność ponosi rząd, naukowcy lub wojsko. Ten ostatni przypadek pojawia się częściej w niskobudżetowych horrorach niż w wielkich produkcjach. Wymienione sytuacje to oczywiście „potomstwo” „Nocy żywych trupów” Romero, który w 2005 roku otwiera nowy rozdział, tworząc „Ziemię żywych trupów”. Amerykański mistrz oddala się od pierwotnej trylogii, co wielu fanów ma mu za złe. Jednym z ciekawszych motywów tego obrazu jest inteligentny zombie, który staje się godnym przeciwnikiem dla bohaterów filmu. Żywe trupy raczej mądrością nie grzeszą, bo twórcy tego typu kina wyznaczają im role drugoplanowej masy, konkretnego zagrożenia. Romero wprowadza postać, o której możemy powiedzieć coś więcej. Jeszcze dalej posunęli się twórcy recenzowanego „Deadheads”. Podczas seansu zobaczymy nie jednego a dwóch rozumnych zombiaków.

Młody mężczyzna (Mike) budzi się w dziwnym pomieszczeniu podłączony rurką do bliżej nieokreślonego urządzenia, od którego szybko się odłącza. Po chwili zdezorientowany wydostaje się na zewnątrz. Las, noc – mężczyzna nie ma pojęcia, jak się tu znalazł. Rusza w drogę i odnajduje zamieszkałą leśną chatkę. Zamiast gościny zostaje postrzelony w brzuch przez gospodarza, który nie ma zamiaru go wpuścić, dodatkowo z tyłu nacierają żywe trupy. Mike'owi udaje wydostać się z potrzasku. Z pomocą przychodzi mu Brent, który wyjaśnia także sytuację – obaj już nie żyją. Gdy Mike odnajduje w kieszeni pierścionek zaręczynowy, to razem z nowym przyjacielem postanawia odnaleźć narzeczoną.

Nie ma co się oszukiwać, recenzowany obraz to kino raczej nie dla fanów olbrzymich hollywoodzkich produkcji. Co czasem w filmie wychodzi, począwszy od scenariusza, kończąc na grze aktorskiej. No dobrze, nie jest aż tak źle - aktorzy prezentują przyzwoity poziom, przynajmniej jeżeli chodzi o główne postacie. Z rolami drugoplanowymi bywa różnie. Choć raczej obwiniałbym reżyserów o to, że część aktorów nie poradziła sobie z rolami. Obraz braci Pierce pozytywnie zaskakuje w wielu elementach warsztatowych. W miarę dobrze wypada praca kamer i montaż, często największy mankament kina klasy B. Muzyka całkiem dobrze wspomaga kreowanie nastroju odpowiedniego do danej sceny (może nie zawsze, ale zazwyczaj). Prawidłowo wygląda charakteryzacja zombiaków, choć niestety nie ma zbyt wielu okazji, by przyjrzeć im się z bliska. Z wyjątkiem głównych bohaterów oraz podróżującego z nimi Cheese'a – kolejnego żywego trupa, który, aby było weselej, nie grzeszy inteligencją. Efekty specjalne są niestety tanie (choć nie rażą niską jakością wykonania), krwi i gore zdecydowanie zbyt mało.

Ilość posoki na swój sposób szufladkuje recenzowany film, umiejscawiając go raczej po stronie komedii niż horroru. Owszem, są truposze, gore także, ale brutalność, nawet jeżeli występuje, to nie wstrząsa, nie bulwersuje, nie przeraża. „Deadheads” to pełnowymiarowa komedia z elementami horroru, obfitująca w kilka naprawdę udanych gagów. Twórcy dobrze prowadzą akcję, która jest dynamiczna, z kilkoma punktami zwrotnymi, choć chyba nieco za słabo zarysowanymi. Bracia Pierce wpadli na doskonały pomysł wykreowania świata, w którym głównymi bohaterami będą inteligentne zombiaki, zawieszone tak naprawdę gdzieś pomiędzy światami żywych i truposzy. Nie opiszę, jak wyglądają ich wzajemne relacje, bo to lepiej zobaczyć na własne oczy.

Dynamiczna akcja i niezłe gagi (niektóre) to niewątpliwie atuty, ale mankamentem jest scenariusz. Niestety świat zaprezentowany przez braci Pierce jest dosyć mglisty i niekompletny. Np. przez większość seansu ciężko zorientować się jak wielka część populacji ludzkiej przeistoczyła się w zombiaki. Trudno także sensownie wyjaśnić chęć odnalezienia narzeczonej Mike'a przez obu mężczyzn. Takich niekonsekwencji jest więcej, ale przecież równie wiele ich w hollywoodzkich hiperprodukcjach, więc nie należy się czepiać zbyt mocno. Można nawet odnieść wrażenie, że poza ogólnym pomysłem na fabułę twórcy nie za bardzo wiedzieli co dalej, więc kroczyli od gagu do gagu, tworząc mimo wszystko spójną akcję, co najważniejsze intrygującą i wciągającą.

Niskobudżetowe produkcje to często błąd na błędzie, brak spójności fabuły, choć niejednokrotnie ciekawy zamysł, ale tylko samym zapałem, bez pieniędzy i zatrudnienia fachowej ekipy, nie nakręci się zapadającego w pamięć obrazu. W przypadku omawianego „Deadheads” nie można nadmiernie narzekać. Jak wcześniej wspomniałem, fabuła się w miarę sensownie rozwija, jest ciekawy zamysł. Najważniejsi są jednak bohaterowie. Twórcy stworzyli fantastyczne postacie, nawet te drugoplanowe. To ludzie (zombiaki) posiadające określoną i złożoną osobowość, postacie ciekawe, choć niektórzy drugoplanowi aktorzy radzili sobie na planie. Z drugiej strony nie jest to zbyt irytujące, biorąc pod uwagę konwencję filmu.

„Deadheads” to świetny zabijacz czasu. Ekipa, łącznie z aktorami, nie należy do debiutantów, choć reżyserzy nie mają zbyt dużego doświadczenia, i to zapewne przyczyniło się do niektórych popełnionych błędów. Film bawi i ma wyraziste postacie, ale brak mu tego czegoś, co spowodowałoby, że zostanie na dłużej zapamiętany. Nie szkodzi. Choć mam nadzieję, że bracia Pierce rozwiną swój talent, podobnie jak to czynią zwariowane bliźniaczki Soska („Dead Hooker in a Trunk”) . Szkoda, że potencjał także na niezłego straszaka, nie został przez braci wykorzystany. Przecież można bawić i jednocześnie od czasu do czasu przestraszyć. Jeżeli podejdziecie do recenzowanego obrazu jak do komedii, bez specjalnego nastawiania się na grozę, to seans powinien być udany.

Screeny

HO, DEADHEADS HO, DEADHEADS HO, DEADHEADS HO, DEADHEADS HO, DEADHEADS HO, DEADHEADS HO, DEADHEADS HO, DEADHEADS HO, DEADHEADS HO, DEADHEADS HO, DEADHEADS HO, DEADHEADS HO, DEADHEADS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ Mike, Brent, Cheese
+ charakteryzacja
+ pomysł
+ bawi

Minusy:

- realizacja pomysłu
- to jednak niskobudżetowiec
- za mało krwi

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -