Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PROMETHEUS

PROMETHEUS

Prometeusz

ocena:7
Rok prod.:2012
Reżyser:Ridley Scott
Kraj prod.:USA
Obsada:Noomi Rapace, Michael Fassbender, Logan Marshall-Green, Charlize Theron
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Ostatnio rzadko kiedy idę do kina pełen oczekiwań, ale z seansem „Prometeusza” wiązałem pewne nadzieje. Gdyby chodziło o zwyczajny prequel „Obcego”, prawdopodobnie wzruszyłbym ramionami i szykował się na katastrofę, ale sprawa nie jest tak oczywista: za „Prometeuszem” stoi sam Ridley Scott, a film miał do klasycznego horroru sf jedynie delikatnie nawiązywać. Dodawszy do tego dość entuzjastyczne przyjęcie i dobre opinie widzów… po prostu musiałem wybrać się do kina, żeby podziwiać owo dzieło w 3D i ze wszystkimi fajerwerkami.

I był to dobry wybór, choć stwierdzenie to jest dość przewrotne; nie mam bowiem wcale na myśli, że „Prometeusz” jest świetnym filmem. Wprost przeciwnie, z każdą minutą seansu byłem coraz bardziej zawiedziony, nawet pomimo iż akcja koniec końców zdołała mnie wciągnąć po uszy. Niestety, nowe dzieło Ridley Scotta to moim zdaniem burza efektów specjalnych z niepotrzebnie udziwnioną fabułą, która nijak ma się do legendarnego pierwowzoru. Gdybym miał teraz wskazać największą wadę filmu, z pewnością byłyby to nawiązania do „Obcego” – z jednej strony przyjemne, z drugiej absurdalnie wręcz niezgodne ze stworzonymi wcześniej prawami uniwersum.

Film zaczyna się bardzo klasycznie: gromadka ludzi o różnych specjalnościach budzi się z dwuletniego snu w komorach kriogenicznych. Ich statek, tytułowy „Prometeusz” (ach, jakże przewidywalnie reżyser korzysta z symboliki tego imienia w dalszej części filmu), udaje się właśnie na planetę, którą pradawne i starożytne malowidła wskazywały jako źródło rodzaju ludzkiego. Doktor Shaw, główna bohaterka, spodziewa się tam znaleźć rasę istot, które mogą okazać się naszymi najodleglejszymi przodkami. Rzecz jasna nic nie dzieje się zgodnie z planem, a tajemnicza planeta oprócz kilku dość mglistych wskazówek na temat pochodzenia ludzi zawiera masę zagrożeń. Dodajmy, że w większości są to zagrożenia zaślinione, mięsożerne i wyposażone w więcej odnóży niż posiada przeciętna istota ziemska.

Początek filmu to styl Scotta znany nam z „Gladiatora” – przynudzanie wydaje się nie mieć końca. Na szczęście mniej więcej od połowy akcja zaczyna wciągać z pełną mocą, a napięcie stopniowo narasta. Scott radzi sobie z suspensem o wiele gorzej niż przed laty, bo choć niektóre sceny tętnią emocjami, często poprzetykane są momentami kompletnie obojętnymi i burzącymi nastrój. Z drugiej strony, film jest naprawdę wciągający i posiada niebanalny klimat, zbudowany na niesamowitej wręcz warstwie wizualnej. Z punktu widzenia sztuki reżyserskiej „Prometeusz” jest bardzo nowoczesną, rewelacyjnie wykonaną superprodukcją. Efekty – zwłaszcza w 3D – stoją na poziomie wręcz oszałamiającym. Zdjęcia Dariusza Wolskiego i znakomite udźwiękowienia budują niesamowity klimat, i chociażby dla takich wrażeń warto film obejrzeć. Fabuła również ma swoje momenty; choć po wyjściu z kina szybko zaczynamy sobie uświadamiać, jak bardzo dziurawa jest opowiedziana przez Scotta historia, podczas samego seansu wystarcza ona, by wciągnąć widza bez reszty. Moje rozdarcie może zilustrować to, że ulubiona przeze mnie, bodaj najbardziej krwawa i klimatyczna scena (żeby nie spojlerować, nazwijmy ją sceną „operacji”) jest jednocześnie jedną z najbardziej idiotycznych w filmie. Zbudowane przez nią napięcie nieco upada, gdy zaczynamy się zastanawiać, czy normalny człowiek – nawet przy wsparciu nowoczesnej technologii – byłby w stanie potem chodzić w pełni wyprostowany…

Fabuła filmu jest prosta jak konstrukcja cepa, ale z jakiegoś powodu scenarzyści najwyraźniej obrali sobie za punkt honoru zagmatwanie jej tak, by robiła ambitne wrażenie. Pojawianie się kolejnych odmian kosmicznego paskudztwa w pewnym momencie zamiast zaskakiwać, budzi wątpliwości. Bo z czym tak naprawdę mamy tu do czynienia? Z kompletnie nowymi formami życia, nieznanymi wcześniej w uniwersum? Końcówka filmu wydaje się jednak bezpośrednio wskazywać, że chodzi o starych dobrych Obcych. Jako uważny widz i fan oryginału czuję się oszukany – rozumiem, że Scott chciał coś zmienić w swoim filmie, by nie powielać schematów utartych do bólu w kolejnych kontynuacjach Obcego, ale czy musiał w tym celu wywracać do góry nogami założenia oryginału? Czy cyklu dojrzewania Obcego naprawdę nie można było zostawić w spokoju? W imię czego poczyniono te wszystkie wypaczenia i zmiany: żeby pod koniec filmu [SPOJLER!!!} pokazać twarzołapa o rozmiarach dorodnego hipopotama?! [KONIEC SPOJLERA]

Podsumowując, „Prometeusz” jest niezwykle efektownym i klimatycznym widowiskiem, a także całkiem przyzwoitym filmem sf z masą elementów wziętych z rasowego horroru. Jego największą wadą jest to, że na siłę podpięto go pod szyld uniwersum „Obcego”; poza tym mamy tu do czynienia z najważniejszą horrorową superprodukcją od lat. Wracając do moich słów z początku recenzji: wybranie się na film Scotta do kina było dobrym pomysłem. Niestety, prawdopodobnie również dlatego, że na małym ekranie i w 2D nie robiłby takiego wrażenia.

Screeny

HO, PROMETHEUS HO, PROMETHEUS HO, PROMETHEUS HO, PROMETHEUS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ klimat
+ efekty specjalne
+ kilka szczególnie dopracowanych scen

Minusy:

- zbędne umieszczenie filmu w uniwersum „Obcego”
- przynudzający początek

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -