Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ZOMBIE 108

ZOMBIE 108

Zombie 108

ocena:5
Rok prod.:2012
Reżyser:Joe Chein
Kraj prod.:Tajwan
Obsada:Yvonne Yao, Morris Rong, Tai Bo, Jack Kao, Dennis To, Ch Mu-yen
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Gnijący, ożywiony trup spragniony ludzkiego mięsa – oto jedna z ikon współczesnego horroru. Ikona stosunkowa młoda, bo na dobre narodziła się dopiero pod koniec lat 60. ubiegłego wieku, ale rozwijająca się z szybkością wirusa. Dziś już trudno wyobrazić sobie horror, zwłaszcza ten przynależny do krwawej i brutalnej odmiany gore, bez postaci wolno sunącego, powykręcanego, często niekompletnego zombie. Filmy o żywych trupach produkuje się dziś już nie tylko w USA czy Europie, ale także w Azji. Najwięcej tego rodzaju filmów wyprodukowali Japończycy („Stacey”, „Junk” „Wilde Zero”) oraz twórcy z Hongkongu ( „The Legend of the Seven Golden Vampires”), ale swe zombie mają także Koreańczycy („The Aliens and Kong Kong Zombie”), Malezyjczycy („Zombies from Banana Village”) czy Filipińczycy („Night of the Zombie”). Do grona azjatyckich krajów, które wprowadziły do repertuaru rodzimych straszydeł żywego trupa, dołączył w tym roku także Tajwan. „Zombie 108” w reżyserii Joe Cheina to pierwszy tajwański horror o inwazji ożywionych nieboszczyków.

Czasy współczesne. W Japonii dochodzi do serii katastrof elektrowni atomowych. Radioaktywnie skażone powietrze wywołuje śmiertelnie niebezpieczną mutację wirusa grypy, który wskutek gwałtownych zmian w klimacie dociera do Tajwanu i stolicy Tajpei. Wkrótce śmiercionośny wirus daje o sobie znać: zainfekowani nim ludzie przemieniają się w agresywne, głodne ludzkiego mięsa zombie. Najwięcej ofiar pojawia się w dzielnicy metropolii słynącej z przestępczości. Ten obszar miasta zostaje zamknięty i odizolowany od reszty miejskich terenów zamieszkanych przez niezainfekowanych ludzi. Tymczasem w objętej kwarantanną dzielnicy krzyżują się losy kilkorga bohaterów: funkcjonariuszy S.W.A.T, którzy uwięzieni w strefie skażonej, muszą zjednoczyć siły z niedobitkami gangu miejscowego bossa, aby przebić się przez hordy żywych trupów; Lindy, samotnej matki, która wraz z kilkuletnią córką stara się wydostać ze dzielnicy objętej kwarantanną; czarnoskórego Amerykanina, który dołącza do policjantów ze S.W.A.T-u i gangsterów oraz odrażającego psychopaty, porywającego kobiety i trzymającego je w klatkach w roli seksualnych niewolnic.

Zombie movies jak każdy popularny i eksploatowany na różne sposoby subgatunek wykształcił swój własny zestaw konwencji, motywów i dramaturgicznych chwytów. Przyjrzyjmy im się na chwilę. Po pierwsze widz powinien otrzymać wyjaśnienie, przeważnie pretekstowe, a nierzadko absurdalne powodu, dla którego zmarli powstają z grobów i zaczynają siać popłoch wśród żywych. Po drugie zombie, choć bywają powolne i zazwyczaj mało inteligentne (ze zgniłym mózgiem trudno o inteligencję), ten mankament nadrabiają liczebnością. Po trzecie zombie movies przynależą do horroru gore, a to zobowiązuje; zobowiązuje do licznych krwawych i obrzydliwych atrakcji typu urywanie kończyn, przegryzanie tętnic czy wyjadanie wnętrzności. Po czwarte ci, którzy jakimś cudem nie przemienili się w ożywione zwłoki, mają do wyboru dwa warianty fabularne. W „wariancie osaczenia”, najdoskonalej zaprezentowanym w „Nocy żywych trupów”, grupa bohaterów uwięziona w jednym miejscu (np. budynku) stara się odeprzeć kolejne ataki napierających ze ślepą siłą zombie. Z kole w „wariancie przedzierania” się bohaterowie próbują przedostać się przez terytorium opanowane przez zainfekowanych osobników (np. „28 dni później”, gdzie wszak nie mieliśmy do czynienia z typowymi żywymi trupami, lecz jest to szczegół, nie zmieniający ogólnej wymowy). Do tego drugiego wariantu należy omawiany „Zombie 108” Joe Cheina.

Co więcej, z wymienionych przez mnie standardowych elementów typowego zombie movies, znajdziemy w tajwańskim horrorze wszystkie z nich. Oto bowiem zupełnie pretekstowa, choć aluzyjna przyczyna makabrycznej transformacji ludzi w gnijące, opętane głodem ludzkiego mięsa bestie: w Japonii seryjnie wybuchają elektrownie atomowe (aluzja do katastrofy elektrowni w Fukushimie 11 marca 2011 r.), radioaktywnie skażone powietrze staje się początkiem reakcji łańcuchowej, na końcu której są poruszające się z ponurym pomrukiem, otępiałe agresją i głodem zombie. O przyczynie w filmie mówi się niewiele i na drugim planie, wszak to nie ona, a jej skutki są treścią filmów o żywych trupach (czy generalnie zmutowanych ludziach, przypominających trupy). Ale idźmy dalej. W liczebności siła zombie i tę prostą zasadę twórcy filmu wiernie wprowadzają do obrazu, w którym roi się od oszalałych bestii. Jest ich tak wiele, że specjalny oddział policji ani gangsterzy, ani nawet ich połączone siły nie są w stanie przeciwstawić się agresorom. Być może dlatego, że napastnicy poruszają się z zaskakującą zwinnością i sprawnością, zupełnie niepodobną dla kogoś, komu pogniły mięśnie i kości (fani tego rodzaju filmów odnotują jak najbardziej słusznie nawiązanie do „28 dni później” czy hiszpańskiego „[Rec]”). W każdym razie zgodnie z fabularnym wariantem „przedzierania się” czynność ta dla bohaterów okaże się wyjątkowo trudna. Amunicja szybko się wyczerpuje, niemal każdy budynek, każda ulica, każdy zaułek i wąskie przejście między uliczkami jest pełen zombie, przeciwko którym ostatecznie najskuteczniejszym narzędziem okazuje się toporek i ciosy kung fu (wszak jesteśmy w kraju zamieszkanym w większości przez Chińczyków). Rzecz jasna, torowanie sobie drogi przez zastępy wyciągających przed siebie ręce zmutowanych mieszkańców Taipei wiąże się z licznym scenami urywania kończyn, wyjadania wnętrzności, roztrzaskiwania głów i tryskającej krwi. Fani gore z pewnością zwrócę uwagę na sceną ataku kobiety-zombie na dwoje Amerykanów, podczas której agresorka traci szczęk wraz z połową twarzy i dodatkiem wnętrzności. Generalnie pod względem krwawych atrakcji jest solidnie, efektownie i realistycznie, czyli lepiej nie trzeba.

Joe Chein, młody tajwański reżyser, do tego standardowego zestawu konwencji i motywów dodaje kilka nowinek, mających za cel jeszcze bardziej uatrakcyjnić film. Oto zatem pojawia się postać obrzydliwego psychopaty (gra go reżyser), który robi sobie maskę z kawałków mięsa (ludzkiego?), porywa tajwańskie dziewczyny o urodzie modelek, więzi w piwnicy, gwałci na potęgę, oddaje mocz (gdy za bardzo pyskują) i wstrzykuje toksyny zombie w ich ciała, gdyż „do tej pory nie rżnął się” jeszcze z zombicą. Początkowo wątek zwyrodnialca wydaje się pochodzić z innego filmu, lecz w jednej ze scen odkrywamy, że zboczeniec więzi w piwnicy także zainfekowanych, którzy służą mu za koło napędowe własnej domowej elektrowni. Co więcej całkiem zgrabnie wątek ów zostaje połączony z pozostałymi wątkami, gdyż uciekinierzy, przedzierając się przez strefę skażoną, docierają do mieszkania psychopaty. Niestety Chein musiał stwierdzić, że jeden zwyrodnialec i tłumy nagich dziewczyny (pojawiają się one także w scenach rozgrywających się w siedzibie bossa miejscowego gangu) to nie wystarczy. Wrzuca zatem do grona ocalałych seryjnego mordercę oraz zmutowanego zombiaka. Gdzie w tym wszystkim sens? Lepiej nie pytać.

„Zombie 108” nie jest złym filmem. Fabuła jest naładowana akcją niczym w najlepszych filmach sensacyjnych, z porządnym tempem i kilkoma efektownie zainscenizowanymi scenami. A jednak ocenę zaniża panujący w niej fabularny bałagan, pogłębiany przez achronologiczną narrację i irytujący, manieryczny sposób filmowania sceny akcji, które sprawiają jakby zmontowane zostały przez ślepego montażystę. Jest też kilka niepotrzebnych, wątpliwych atrakcji (choćby wspomniany seryjny morderca) oraz kilka drażniących sentymentalnych wstawek wciśniętych na siłę do fabuły, aby widz pamiętał, że ogląda horror tajwański, słynący ze ckliwych romansów grozy. Lecz największym grzechem reżysera jest… brak głównego bohatera, któremu można byłoby pokibicować i przejąć się jego losami. Do tego miana pretenduje Linda, lecz właściwie nic o niej nie wiemy, a na dodatek na długie minuty znika z ekranu, ustępując miejsca licznemu gronu pozostałych bohaterów, domagających się również uwagi. „Zombie 108” ogląda się jak grę komputerową, w której masakruje się hordy zombie, ale w tej mechanicznej rozwałce nie ma za grosz emocji. W istocie debiut Joe Cheina jest w stanie zadowolić najmniej wybrednych fanów filmów o żywych trupach, pozostałych zaś raczej zirytuje i zmęczy.

Screeny

HO, ZOMBIE 108 HO, ZOMBIE 108 HO, ZOMBIE 108 HO, ZOMBIE 108 HO, ZOMBIE 108 HO, ZOMBIE 108

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pierwszy tajwański horror o zombie
+ przyzwoita realizacja
+ dużo zombie
+ jest krwawo i makabrycznie
+ akcja
+ kilka efektownie zainscenizowanych scen

Minusy:

- fabularny chaos
- wiele zbędnych postaci i wątków
- irytujący sposób filmowania scen akcji
- sentymentalne wstawki
- brak głównego bohatera, który wzbudzałby emocje
- mimo akcji i napięcia w istocie niewiele w tym filmie emocji

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -