Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BAIT

BAIT

W szczękach rekina 3D

ocena:3
Rok prod.:2012
Reżyser:Kimblel Rendall
Kraj prod.:Australia
Obsada:Xavier Samuel, Julian McMahon, Phoebe Tonkin, Alice Parkinson, Lincoln Lewis, Richard Brancatisano
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Ostatnimi czasy w filmach o krwiożerczych rybopodobnych monstrach przebierać można jak w ulęgałkach. W 2010 roku Alexandre Aja „paszą” dla piranii uczynił legion cycatych panienek i ich wyżelowanych fagasów. Rok później, w „Shark Night 3D”, amerykańska brać studencka stała się celem wygłodniałych rekinów. Piranie w „Piranha 3DD” powróciły w 2012 roku, by „wziąć na ruszt” kolejny zastęp silikonowych bóstw. O fanach „horroru ichtiologicznego” nie zapomnieli także twórcy z „niższej półki budżetowej”. Niedawno na ekranach naszych telewizorów oglądać mogliśmy takie „dzieła” jak „Sand Sharks” (2011) i „2 Headed Shark Attack” (2012). W pierwszym rekiny, by łatwiej im się żyło i polowało, postanawiają swoim żerowiskiem uczynić oprócz wody także piaszczystą plażę. O szczegółach drugiego filmu aż nadto mówi sam tytuł. Podobny typ kina – „frapującego” a momentami wręcz „szokującego” – reprezentuje australijska produkcja zatytułowana „Bait” (polski tytuł „W szczękach rekina 3D”).

Ku pięknym australijskim wybrzeżom zmierza ogromna fala tsunami. Rzecz w tym, iż ludzie nie mają o tym pojęcia. Dlatego kataklizm zbiera srogie żniwo wśród ludności nadmorskich miast. Nie oszczędza i tych, co spędzają swój czas na plażach, jak i ludzi pracy w pocie czoła pomnażających swój majątek. Przekonuje się o tym główny bohater filmu, młodych chłopak o imieniu Josh, którego „potop” zaskakuje podczas przedpołudniowej „wachty” w hipermarkecie. Wraz z kilkanaściorgiem ocalałych były ratownik będzie musiał zmierzyć się nie tylko ze stanowiącą coraz większe zagrożenie wodą, lecz także z rekinami, które jakimś cudem z oceanicznych głębin przedostały się do zalanego marketu.

Autorem scenariusza do „Bait” jest Russell Mulcahy, reżyser takich filmowych hitów jak „Razorback”, „Highlander” czy „Resident Evil: Extinction”. Twórca to bardzo nierówny - ma na swoim koncie zarówno kilka ciekawych filmów (trzy wymieniłem wyżej), jak i wiele nieoglądalnych szrotów. Może stąd bierze się mój ambiwalentny stosunek do pomysłu rekinów żerujących między półkami świątyni konsumpcji – z jednej strony ociera się to o absurd, który porównać można jedynie z tym w „Sand Sharks” (żerujące w plażowym piasku rekiny), z drugiej jednak dla kogoś z otwartą głową koncept taki stanowić może asumpt do niezłej zabawy. Dzięki tak pomyślanej konfrontacji nie tylko przyjrzeć się można fascynującym drapieżnikom zażerającym się ludziną, ale fakt osadzenia akcji w hipermarkecie niejednego skłonić może do szukania podobieństw między filmową sytuacją bohaterów a licznymi zachowaniami człowieka w tak charakterystycznym miejscu, jakim jest centrum handlowe.

Srodze zawiedzie się jednak ten, kto będzie próbował „Bait” kojarzyć z wczesnymi filmami George’a A. Romero, w których za potężną dawką obrzydliwości i przemocy zawsze kryło się kilka celnych spostrzeżeń na temat budowanej przez człowieka cywilizacji. W obrazie Kimble’a Rendalla oprócz narzucającego liczne asocjacje miejsca akcji nie ma nic, do czego można by je odnieść czy przypisać. Australijska produkcja reprezentująca podgatunek horroru przez fanów zwany animal attack to dzieło na wskroś rozrywkowe, które powstało by przyciągnąć do kin dziatwę zafascynowaną bardzo modną ostatnio technologią 3D.

Jeśli więc „Bait” nie sprawdza się jako porządne straszydło z drugim dnem, może więc doskonale radzi sobie w charakterze „zabijacza” czasu z dynamiczną akcją, wyrazistymi postaciami i mnóstwem efektów specjalnych? Niestety, filmowi Kimble’a Rendalla daleko jest nie tylko do całkiem niezłych „Piranii”, ale nawet do bardzo przeciętnego „Shark Night 3D”. Większość widzów obejrzawszy „Bait” wytknie mu przede wszystkim słaby poziom efektów specjalnych. Rzeczywiście, animacje komputerowe, zwłaszcza te przybliżające odbiorcy przebieg i skutki kataklizmu, wykonaniem przywodzą na myśl triki rodem z produkcji robionych dla Sci-Fi Channel czy Scifi Universal. Nie lepiej jest z gwoździem filmowego programu, czyli z polującymi na ludzi rekinami. Większość ich „akcji” pomyślano pod efekty 3D. Nic więc dziwnego, iż bestie zamiast polować, jak pan Bóg przykazał, co i rusz wykonują niemalże cyrkowe ewolucje i akrobacje. Na palcach jednej ręki pracownika tartaku policzyć można także sceny, w których by przydać im realizmu posłużono się animatroniką. Te nieliczne bardzo dobitnie pokazują, iż nawet najlepsi graficy zaopatrzeni w najbardziej wydajne komputery nie zastąpią tradycyjnych metod tkania niesamowitych filmowych iluzji.

Ale nie efekty specjalne ani cała – nijaka i zrobiona jak najmniejszym kosztem - strona wizualna są moim zdaniem największymi wadami filmu Rendalla. Wszak nie wszystkie horrory muszą być „odpacykowane” niczym hollywoodzkie blockbustery. Mnie podczas seansu „Bait” najbardziej przeszkadzała wiejąca z ekranu nuda. Niby obraz Rendalla obfituje w wydarzenia – mamy efektowne zgony, demolujący miasto kataklizm, polujące na ludzi rekiny, wreszcie grupę śmiałków próbujących przeciwstawić się budzącym przerażenie bestiom. Fabuła urozmaicona jest tworzącymi background wątkami oraz zaskakującymi, przynajmniej w zamierzeniu twórców, zwrotami akcji. Rzecz w tym, iż perypetie bohaterów – do bólu nijakich, miałkich, bez ikry i choćby komiksowego sznytu z jedną lub dwiema przerysowanymi cechami – nie budzą najmniejszych emocji. Patrzymy na nich jak na manekiny i tylko czekamy, aż komputerowe rekiny przerobią ich na cyfrową padlinę. Brakuje także w filmie Rendalla napięcia. Twórcom „Bait”, mimo potencjału tkwiącego w niektórych partiach ich opowieści, nie udało się skonstruować ani jednej sceny, która choć trochę swą dynamiką czy zawartym w niej ładunkiem emocjonalnym podniosłaby ciśnienie.

Najkrócej rzecz ujmując, seans australijskiego „Bait” szczerze radzę sobie odpuścić. A jeśli ktoś naprawdę poczuje „ciśnienie” na przygodę z filmowym animal attack, lepiej sięgnąć po klasykę gatunku albo po raz wtóry obejrzeć „Piranię 3D”.

Screeny

HO, BAIT HO, BAIT HO, BAIT HO, BAIT HO, BAIT HO, BAIT HO, BAIT

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pomysł na miejsce, w którym dzieje się akcja
+ cała historia mogła być niezłym straszakiem, ...

Minusy:

- ... ale nic tego nie wyszło
- nuda wiejąca z ekranu
- nijacy bohaterowie
- słabe, by nie powiedzieć tandetne, efekty specjalne
- nieciekawe wątki drugorzędne
- całość nie robi żadnego wrażenia

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -