Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:TWIXT

TWIXT

Twixt

ocena:3
Rok prod.:2011
Reżyser:Francis Ford Coppola
Kraj prod.:USA
Obsada:Val Kilmer, Bruce Dern, Ben Chaplin, Joanne Whalley, Elle Fanning
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Któż dzisiaj nie zna trzech części „Ojca chrzestnego”, „Czasu apokalipsy” czy „Rozmowy” (w moim przekonaniu najlepszego z wyżej wymienionym filmów) Francisa Forda Coppoli? Założycielowi American Zoetrope od początku jego twórczej kariery nieobcy był także horror. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku Coppola filmowego fachu uczył się od Rogera Cormana. W 1963 roku wydatnie przyczynił się do powstania obrazu „The Terror” z Borisem Karloffem i Jackiem Nicholsonem w rolach głównych, w tym samym roku także, już samodzielnie, wyreżyserował film „Dementia 13”. Jednak jako twórca kina grozy Coppola zasłyną realizacją gwiazdorsko obsadzonej „Drakuli”, przez wielu fanów gatunku uważanej za najlepsza adaptację powieści Brama Stokera. W 2011 roku autor „Cotton Clubu” postanowił raz jeszcze podpisać swoim nazwiskiem filmowy projekt garściami czerpiący z konwencji grozy. Mam tu na myśli „Twixt” z Valem Kilmerem i Brucem Dernem.

Przyznam się szczerze, iż już dawno nie oglądałem tak złego i bełkotliwego filmu, który opowiadając prostą historyjkę rodem z krwawych opowieści klasy B, stroiłby się w pretensjonalne i kiczowate piórka dzieła z „wyższej półki”. Po obejrzeniu obrazu Coppoli trudno sobie odpowiedzieć na pytanie, czym „Twixt” miał być – hołdem złożonym Edgarowi Allanowi Poe? Portretem „podupadłego” artysty szukającego drogi powrotnej na literacki parnas? A może cynicznym skokiem na kasę (prymitywne wykorzystanie techniki 3D)? Dlatego niech ta recenzja będzie pewną forma przestrogi, by nie zważając na nazwisko reżysera i odtwórców głównych ról omijać „Twixt” jak najszerszym łukiem.

Głównym bohaterem filmu Coppoli jest Hal Baltimore, twórca nikomu nieznanych powieści grozy. Mężczyzna pewnego dnia przyjeżdża do niewielkiej mieściny Swan Valley, by promować swą najnowszą książkę. Kiedy orientuje się, iż nikt nie jest zainteresowany jego twórczością, postanawia jak najszybciej wyjechać z wyglądającego na opuszczone miasteczka. Zatrzymuje go jednak miejscowy szeryf – najpierw opowiada pisarzowi historię morderstw, jakie ktoś popełnia w Swan Valley, później proponuje mu pomoc przy napisaniu powieści o makabrycznych mordach. Baltimore postanawia jakiś czas zostać na prowincji. Podczas jednego ze spacerów pisarz odkrywa, iż wraz z nastaniem nocy miasto zmienia się. Opuszczone domostwa ożywają, między nimi zaś spotkać można ludzi, którzy od dawna nie żyją. Pewnej nocy Baltimore spotyka samego Edgara Allana Poe. To on zostaje przewodnikiem bohatera po dziwacznej i pełnej koszmarów krainie.

Powyższe streszczenie mogłoby sugerować, iż najnowszy film Coppoli nie tylko ma sens, ale także specyficzny klimat, jakże ostatnio poszukiwany przez fanów kina grozy we współczesnych zdominowanych przez bezsensowne okrucieństwo horrorach. Nic z tych rzeczy - „Twixt” nie jest powrotem do lat 60. ubiegłego wieku, kiedy to powstawały cieszące się dzisiaj uznaniem filmy z logiem wytwórni Hammer. Obraz Coppoli to źle skrojony filmowy patchwork, którego poszczególne elementy ani na chwilę nie łączą się w intrygującą całość. Początkowo rzuceni jesteśmy w iście Kingowską rzeczywistość zapyziałego miasta, w którym pozornie nic się nie dzieje. Poszukujący inspiracji literacki wyrobnik (znowu Kingowska figura) za radą policjanta-dziwaka (gość idealnie pasowałby do indywiduów zasiedlających Lynchowskie „Miasteczko Twin Peaks”) postanawia Swan Valley uczynić miejscem akcji swojego najnowszego utworu. Później jest już z górki – pojawiają się stylizowani na gejowskich wampirów młodzieńcy, duchy zamordowanych dzieci, wieża z siedmioma tarczami, z których każda wskazuje inną godziną, wreszcie wzdychająca do głównego bohatera nastoletnia wampirzyca. Ten ostatni element intrygi jest szczególnie istotny, bo wiąże się z najbardziej mrocznymi chwilami z życia naszego bohatera.

Ktoś mógłby powiedzieć, iż „Twixt” wcale nie musiał opowiadać historii przejrzystej i logicznej niczym nowela kryminalna. Wszak garściami czerpie ona z poetyki snu, a więc nasycona jest symbolami, znaczeniami naddanymi, metaforami. Często przyjęcie takiej konwencji nadaje filmowi dodatkowego waloru (tak jest w niektórych filmach Davida Lyncha). W przypadku produkcji Coppoli chwyt ten nie sprawdza się w ogóle. Trudno oprzeć się wrażeniu, iż liczne sekwencje sennych imaginacji bohatera wprowadzono tylko po to, by obraz uatrakcyjnić wizualnie, a tym samym uczynić go liźniętą kilkoma kolorami wydmuszką. Szczytem artystycznej nonszalancji jest wplecenie w film dwóch fragmentów nakręconych w technice 3D. Nie czynią one historii bogatszą w treści, a kilkukrotne pojawienie się na ekranie gigantycznych okularów (twórcy informują widzów, kiedy okulary mają założyć, a kiedy je zdjąć) rodzi wrażenie, iż zamiast na horror przyszliśmy do kina na film dla dzieci.

Nie udała się także Coppoli artystyczna „reanimacja” Kilmera. Patrząc na jego dzisiejszą fizys, aż trudno uwierzyć, iż jest to ten sam aktor, który lata temu grał w „The Doors” i „Heat”. Twórca „Czasu apokalipsy” wymyślił sobie zapewne, iż świetnym pomysłem będzie obsadzenie przykurzonego i trochę zapomnianego aktora w roli zapijaczonego autora nikomu niepotrzebnych powieści grozy. Sam koncept może był i niezły, szkoda tylko, że Kilmer – fatalnie wyglądający i jeszcze gorzej grający – swoją robotę w „Twixt” ograniczył do regularnego „podbijania karty”. Jeśli Coppola chciał „wskrzesić” go tak jak Tarantino Travoltę i Russella czy Aronofsky Rourke’a, przedsięwzięcie należy uznać za porażkę.

Werner Herzog w “Cave of Forgotten Dreams” udowodnił, iż film zrobiony dzięki technice 3D może być dziełem sztuki. Coppola w „Twixt” pokazał, jak rewolucja w kinematografii (tak niektórzy wypowiadają się o 3D) zamiast czynić obraz filmowy jeszcze atrakcyjniejszym wydatnie przyczynia się do jego artystycznej porażki. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak po raz wtóry ostrzec przed „konsumpcją” filmu Coppoli.

Screeny

HO, TWIXT HO, TWIXT HO, TWIXT HO, TWIXT HO, TWIXT HO, TWIXT

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ początek
+ kilka ładnych ujęć

Minusy:

- film nudny, że aż oczy szczypią
- pretensjonalny
- nie najlepszy aktorsko
- dziwaczność, z której nic nie wynika
- fatalne wykorzystanie techniki 3D
- tak naprawdę nie wiadomo, o czym jest ten film

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -