Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:KILLING BOX, THE a.k.a Grey Knight

KILLING BOX, THE a.k.a Grey Knight

Dotyk przeznaczenia

ocena:4
Rok prod.:1993
Reżyser:George Hickenlooper
Kraj prod.:USA
Obsada:Adrian Pasdar, Ray Wise, Cynda Williams, Billy Bob Thornton, Martin Sheen, Matt LeBlanc
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W wojnie secesyjnej (albo jak chcą Amerykanie - amerykańskiej wojnie domowej) brało udział prawie 4 mln. żołnierzy. W ciągu czterech lat w mniejszych lub większych potyczkach śmierć poniosło ponad 600 tyś. ludzi. Wiele zwycięstw okupionych było śmiercią dziesiątek tysięcy mężczyzn. Nic więc dziwnego, iż konflikt między Unią a Konfederatami, jako jeden z mitów założycielskich państwa amerykańskiego stał się tematem wielu filmów. Niektóre z nich, jak choćby „The Birth of a Nation” czy „Gettysburg”, zaliczane są dzisiaj do klasyki kina. Mniej znanym filmem jest „The Killing Box” George’a Hickenloopera, horror rozgrywający się w realiach wojny secesyjnej.

Jest 1862 rok. Kapitan wojsk Unii John Harling przez swojego przełożonego, generała Hawortha, wysłany zostaje na misję, której celem jest odnalezienie oddziału dziesiątkującego wojsko z Północy. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, iż tych którzy nie zginęli w walce, tajemniczy Konfederaci poddają torturom i krzyżują. Co gorsza, ślady, które żołnierze Unii znaleźli wśród zamordowanych wskazują, iż rzezi dokonał 51 regiment piechoty Konfederacji – jednostka spacyfikowana pół roku wcześniej. Jedynym, któremu udało się wyjść cało z tamtej bitwy jest pułkownik Strayn. To on stanie się przewodnikiem Harlinga po Catum's Creek, miejscu gdzie dwukrotnie zmierzyły się ze sobą oddziały z Północy i Południa. Teraz jednak Harlingowi i Straynowi przyjdzie im zmierzyć się z kimś groźniejszym niż Konfederaci.

Rzadko zdarza się, abyśmy oglądali horror w tak ciekawym entourage'u, jakim są czasy krwawej wojny secesyjnej. Z jednej strony mamy wojnę domową, a więc najokrutniejszy z wszczynanych przez człowieka konfliktów zbrojnych, z drugiej zaś budzącą grozę tajemnicę, której stawić czoło będą musieli nieświadomi niczego bohaterowie. Z czasem dowiadujemy się także, kto będzie przeciwnikiem niewielkiego oddziału dowodzonego przez kapitana Harlinga. Nic więc dziwnego, iż początkowo film wydaje się intrygujący. Ciekawie jest jeszcze, gdy Harling i Strayn dowiadują się o klątwie, jaką napiętnowane zostały tereny, na których w przeszłości dochodziło do krwawych bitew. Później, kiedy kapitan wraz ze swoimi żołnierzami depczą po piętach zastępowi potępieńców w mundurach, z każdą minutą robi się coraz mniej interesująco.

Na czym poległ Hickenlooper? Po seansie nietrudno dojść do wniosku, iż twórcy „The Killing Box” nie mieli pomysłu na to, by wypełnić pełnometrażowy film przykuwającymi uwagę widza elementami świata przedstawionego. Wcześniej wspomniałem o ciekawym wprowadzeniu w historię oraz mało eksplorowanych przez twórców kina grozy czasach amerykańskiej wojny domowej. Co z tego jednak, kiedy filmowcy wcale nie starają się zaskoczyć nas czy to ciekawym splotem wydarzeń, czy dającymi do myślenia motywacjami któregoś z bohaterów. Harling wypełnia swą misję, bo taki dostał rozkaz. O losach Strayna, jak się później okazuje, decyduje przeznaczenie. Jest jeszcze niema czarnoskóra szamanka, która podąża za oddziałem, by w odpowiednim momencie stoczyć pojedynek z pradawnym złem. Reszta bohaterów-żołnierzy niczym barany prowadzone na rzeź przemierza amerykańskie pustkowia w poszukiwaniu oddziału-widmo. A wszystko zmierza ku ostatecznej konfrontacji – beznadziejnie wymyślonej i fatalnie zrealizowanej bitwie między Amerykanami a legionem upiorów.

Filmu nie ratują nawet bardzo znane nazwiska widniejące na „liście płac”. Niczym nie zachwycił ani grający główną rolę Adrian Pasdar, ani kontrolujący jego poczynania bohater Ray’a Wise. W epizodach co bystrzejszy zauważyć może Billy’ego Boba Thorntona oraz Matta LeBlanca. Na początku zobaczyć można także Martina Sheena, który wcielił się w postać gen. Hawortha.

Podobnie jak z kreacjami aktorskimi „niewyraźnie” rzecz się ma z przynależnością gatunkową. Niby oglądamy horror w realiach wojny, ale „The Killing Box” nie sprawdza się ani jako film grozy, ani w charakterze opowieści okraszonej dużą dawką militariów. Makabry i specyficznego dla gatunku napięcia jest „The Killing Box” tyle co kot napłakał. Niby bohaterowie walczą z upiorami, te jednak niczym nie różnią się od ludzi. Trudne je zabić, ale to na nas, widzach, akurat nie robi większego wrażenia. Mamy też klątwę, o której wspominałem na początku, lecz związanych z jej działaniem konsekwencji twórcom nie udało się pokazać na tyle ciekawie, by całe zagadnienie tworzyło efektowny dla odbioru kontekst. Fani kina wojennego także będą kręcić nosem. Oprócz kilkunastu scen, pokazanych zresztą jako gorączkowe wspomnienia jednego z bohaterów, w filmie Hickenloopera nie ma nic, co czyniłoby go intrygującym czy dla historyków, czy miłośników wszelakich militariów.

Na plus horroru Hickenloopera zapisać należy przesłanie, co prawda niezbyt odkrywcze i oryginalne, ale za to takie, z którego odczytaniem chyba żaden widz nie będzie miał problemów. Usprawiedliwianie wojen i interpretowanie ich przez pryzmat słusznych racji zawsze zakrawa na absurdu. Każdy konflikt zbrojny jest spektaklem służącym pokazaniu zwierzęcej natury istoty ludzkiej. Tyle że zwierzęta walczą by przetrwać, człowiekiem zaś kieruje imperatyw pokazania w jak najlepszym świetle swoich chorych ambicji. A to, że podczas działań wojennych giną jacyś tam cywile infantylnie można skwitować „tam gdzie drwa robią, tam wióry lecą”.

Miłośnikom trochę mądrzejszego kina grozy w „The Killing Box” przeszkadzać będzie banalny scenariusz, wylewająca się z ekranu nuda i brak skłaniających do refleksji kontekstów. O sztandarowych dla gatunku elementach – napięciu, atmosferze narastającej grozy, czy suspensie – można zapomnieć. Nic ciekawego w produkcji Hickenloopera nie znajdzie także fan „b movie”. Brakuje w nim tempa, drapieżności, dalekich od sztampy bohaterów, a nade wszystko wyjścia poza schematy ugrzecznionego kina. „The Killing Box” z czystym sumieniem można sobie podarować.

Screeny

HO, KILLING BOX, THE a.k.a Grey Knight HO, KILLING BOX, THE a.k.a Grey Knight HO, KILLING BOX, THE a.k.a Grey Knight

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pomysł na film
+ niezły początek
+ koncept z połączeniem kina wojennego z horrorem

Minusy:

- od pewnego momentu nudzi niemiłosiernie
- nieźli aktorzy nie spisali się zupełnie
- ani w tym horroru, ani kina wojennego
- nie straszy, nie wzrusza, nie ekscytuje
- bardzo słabe zakończenie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -