Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PARANORMAL ACTIVITY 4

PARANORMAL ACTIVITY 4

Paranormal Activity 4

ocena:6
Rok prod.:2012
Reżyser:Henry Joost, Ariel Schulman
Kraj prod.:USA
Obsada:Kathryn Newton, Katie Featherston, Matt Shively
Autor recenzji:gościnnie: Michał Korczowski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Pojawienie się kolejnej, już czwartej część, popularnej serii „Paranormal Activity” od razu nasunęło mi pewne przypuszczenia. W zasadzie nie tyle przypuszczenia, co silne obawy co do tego, czy film ten nie okaże się aby jawnym dowodem bezwstydnego żerowania producentów na produkcie sprawdzonym i cenionym. Owszem, pierwsza część cyklu obiła się szerokim echem i z pewnością pod wieloma względami ugruntowała swoją renomę, wytyczając poniekąd nową jakość. A przynajmniej dowodząc, że wykorzystanie – zdawałoby się – pomysłu do cna wyświechtanego, od którego już niemal wszystko byłoby oryginalniejsze, czasem jednak popłaca.

Paradoks polega na tym, że „Paranormal Activity”, choć nijak nie jest zbyt oryginalne bądź twórcze w sferze fabuły, a kolejne części bynajmniej nie aspirowały do jakiegokolwiek nowatorstwa czy też wykraczania poza wizję nakreśloną w pierwowzorze, to jednak czymś urzekało. Klucz tkwi chyba właśnie w minimalizmie środków wyrazu i przede wszystkim w dość przekonującym ukazaniu historii w konwencji found footage. Być może – a sądzę, że tak właśnie jest – niewyszukana i bezpretensjonalna opowieść o nikczemnych i mrożących krew w żyłach poczynaniach tajemniczego bytu z innego świata, naprawdę zajmująca mogłaby być już tylko jako podana w minimalistycznej oprawie. Wszak wysokobudżetowych – klasycznych – produkcji eksponujących podobne wątki było już na pęczki i przynajmniej kilka pokoleń widzów nasyciło się nimi do cna.

No dobrze, ale chcąc nie chcąc nasuwa się pytanie, ile jeszcze chleba da się upiec z tej mąki i czy w końcu twórcy nie przedobrzą serwując nam ostatecznie niezbyt strawny zakalec? Tym bardziej, że mąka ta nie była ani szczególnie oryginalna, ani szczególnie nośna.

Warto zwrócić uwagę na to, że wszystkie odsłony „Paranormal Activity” stanowią tak naprawdę niezależne filmy opowiadające w zasadzie tę samą historię. Owszem, realia się zmieniają, bohaterowie występują w rożnych konfiguracjach, akcja ma miejsce w rożnych epokach, ale pomijając dekoracje i fasadę stale mamy do czynienia z wtórnym powielaniem wyjściowego scenariusza. Owszem, z drugiej strony seria stanowi także spójną całość, w której chronologia odgrywa istotną rolę, a poszczególne odsłony łączy spoiwo fabularne i wątek przewodni. W – póki co – ostatniej części cyklu następuje nawet jako takie wyjaśnienie, a przynajmniej trochę światła pada na ponurą tajemnicę „nawiedzeń”, ale o tym później.

Wątpliwości wątpliwościami, ale skoro zarówno twórcy jak i widownia dotrwali do czwartej już odsłony cyklu i dotąd nieskrywana wtórność nikogo nie zniechęciła, to i może tym razem w ogóle nie warto zawracać sobie głowy tą niezaprzeczalną cechą całej tej serii, która dotąd jakoś nikomu, o dziwo, szczególnie nie przeszkadzała?

Fenomen przyjmowania z otwartymi ramionami kolejnych odsłon „Paranormal Activity” – jakkolwiek zajmujący i godny uwagi – odłóżmy jednak na bok i przejdźmy może do, póki co, odcinka wieńczącego sagę.

Oczywiście i w tym wypadku twórcy wykazali się podziwu godną konsekwencją – rewolucji, czy choćby nawet znaczących zmian, nie ma. Ale tego chyba trudno było się spodziewać. Jedyne novum – chociaż mieszczące się w marginesie swobody zarezerwowanym dla tych filmów – to osadzenie akcji w czasach nam współczesnych. Zatem tak jak wcześniejsze części ukazywały nam rozmaite okresy i realia kulturowo-technologiczne im właściwie, tak w „Paranormal Activity 4” już nikt nie ugania się po domu próbując uchwycić dzikie harce licha z kamerą analogową. Teraz świat oglądamy – znak czasu – okiem kamer cyfrowych. A żeby było bardziej na czasie i globalizacyjnie, to astralny byt manifestuje swą złowieszczą obecność na oczach kamer internetowych w notebookach pary nastolatków! Z nowości, czy raczej z charakterystyki obecnych wypełnień dramatis personae to w zasadzie tyle.

Owszem, czwarta część „Paranormal Activity” niczym nie zaskakuje, a zamiast tego jest dowodem konsekwentnej i metodycznej orki twórców na żyznym – w dolary – filmowym poletku.

I bynajmniej nie zamierzam wieszać z tego powodu psów na filmie. Zaskakujące – choć z perspektywy czterech kolejnych filmów już mniej – ale „PA 4” ogląda się całkiem przyjemnie. Nadal nie brak tu atmosfery i nawet sztampa nie rozwadnia napięcia, które wciąż jest dość umiejętnie dozowane, toteż trudno mówić o przesycie. Twórcy po raz kolejny pokazują, że potrafią bardzo zręcznie posługiwać się konwencją found footage, której atuty są w stanie wyeksponować i w sposób pełen grozy oraz napięcia przedstawić takie choćby latające garnki lub trzaskające drzwi. Jednak z drugiej strony, jeśli chodzi o – będę się trzymał konserwatywnego podejścia do horroru – element kluczowy, czyli suspens, tutaj już niestety widać tak głęboki ukłon w stronę masowego widza, że niemal grozi on utratą równowagi. Jakoś za dużo tutaj tego rodzaju straszenia, które ja zwykłem nazywać „fizjologicznym”. I nie chodzi mi bynajmniej o epatowanie makabrą lub ohydą, lecz o irytującą tendencję, do przekuwania niepozornych ujęć i banalnych scen – takiego, dajmy na to, otwierania szafki – w urywki mające zapewne w zamierzeniu reżysera, doprowadzić widzów do palpitacji serca. To niestety niski i dość prymitywny chwyt, na który niestety trudno się uodpornić, bo stymuluje ośrodki odpowiedzialne za odruchy bezwarunkowe. Nie sposób dopatrzeć się w tym finezji, a niestety w „PA 4” ten jarmarczny chwyt, moim zdaniem, został zdecydowanie nadużyty.

W kwestii krytyki dawno już nasunęła mi się pewna uwaga, która jednak może być nieco bezzasadna i godząca w istotę filmu. Otóż konwencja found footage/mokumentu wymusza konsekwentne ukazywanie każdej sceny okiem kamery, a że „PA” to filmy miejscami dość dynamiczne i pełne dramatycznych nagłych zajść, toteż bohaterowie, którzy nie rozstają się ze sprzętem nagrywającym czasami zakrawają na śmieszność. Szczególnie, gdy w chwilach paniki, momentach pełnych grozy, która zapewne wielu by obezwładniła, wciąż niestrudzenie dzierżą oni swe rejestratory obrazu. Jakkolwiek zżymać można się, czy krytyka tego rodzaju ma w ogóle jakiś sens.

Sens za to zdaje się mieć fabuła, która konsekwentnie zmierza ku rozwikłaniu wątków zarysowanych we wcześniejszych filmach. Nić spajająca sagę zdaje się coraz bardziej naprężać. M.in. za sprawą pojawienia się pewnych postaci - kluczowych u zarania serii „PA” - i motywów z nimi związanych. Oczywiście wątek opętanego dziecka nie jest niczym nowym – zarówno w kulturze Zachodu jak i w filmach z cyklu „PA” – jakkolwiek w tym filmie przyjmuje on postać znacznie bardziej złowieszczą niż dotychczas, a poza tym stanowi pomost do rozwikłania wcześniej zarysowanych osi fabuły. Interesującą nowością jest za to „motyw ludzki” związany z działalnością demona. Owszem, wcześniej pojawiał się on już raz, ale jednak nie w takiej formie. Tym razem mamy do czynienia z dość klasycznie ujętym wątkiem złowieszczej sekty, czy też zgrupowania okultystów, aczkolwiek w kontekście serii „PA” jest to dość odświeżająca nowość i interesujący element.

Zamknięcie sagi? Tutaj pewności nie mam. Jakkolwiek wątki i drobne poszlaki naszkicowane wcześniej – stanowiące wspólny mianownik wszystkich filmów spod znaku „PA” – układają się w spójną całość, to jednak atmosfera tajemnicy i niedookreśloności grozy jest dojmująca. Ścisłe zakończenie jest dość żenujące i stanowi ukoronowanie tendencji do bezprzykładnego straszenia w dość niewyszukanym stylu. Nim ono jednak nastąpi widz ma okazję przekonać się, że tym razem twórcy trochę pofolgowali sobie jeśli chodzi o spektakularne i dramatyczne manifestacje obecności demona. Tym razem nastąpiła swoista eskalacja, co nie oznacza, że mamy do czynienia z filmem katastroficznym, w którym żywioł zastąpiła ektoplazma. Jakkolwiek bywa brutalnie i dosadnie.

„Paranormal Activity 4” to film nie gorszy od swoich poprzedników, aczkolwiek w kontekście całej serii może męczyć oczywista wtórność i schematyczność, ale jeżeli ktoś nie zraził się tym dotychczas, to i pewnie 4 część przełknie. To czego można się było spodziewać, czyli umiejętnie podsycana groza podana w przydającej wiarygodności minimalistycznej formule found footage oraz stopniowe eskalowanie napięcia, jest tu nadal. Pewna doza dostosowania oczekiwań do rzeczywistości powinna uchronić nas przed zawodem. Zatem pomijając wtórność i nieco nachalne próby straszenia „diabłem z pudełka”, czasem w bardzo absurdalnych sytuacjach, „Paranormal Activity 4” jest całkiem niezłym filmem w swojej klasie.

Screeny

HO, PARANORMAL ACTIVITY 4 HO, PARANORMAL ACTIVITY 4 HO, PARANORMAL ACTIVITY 4 HO, PARANORMAL ACTIVITY 4 HO, PARANORMAL ACTIVITY 4 HO, PARANORMAL ACTIVITY 4

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ interesujący i z wciągającą atmosferą
+ mimo wszystko wiarygodny
+ przyjemnie się ogląda

Minusy:

- wtórny i przewidywalny
- tanie straszenie bez finezji

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -